– W przypadku uczniów z Ukrainy czas egzaminu z języka polskiego, który potrwa 120 minut, może być wydłużony – informuje Centralna Komisja Egzaminacyjna.
W kolejnych dniach dzieci przystąpią do testów z matematyki i języka obcego nowożytnego. Najpopularniejszy język obcy wśród polskich uczniów to angielski (przystąpi do niego 97,5 proc. wszystkich zdających), a następnie niemiecki (2,2 proc.). Zdecydowanie mniej osób celuje we francuski, w hiszpański, rosyjski, we włoski (łącznie 0,3 proc.). Nieco inaczej wybierali uczniowie z Ukrainy. Tu wprawdzie również najpopularniejszy jest angielski (73,7 proc.), ale na drugim miejscu jest rosyjski (25,3 proc.).
Uczniowie poznają wyniki 1 lipca. Zdaniem dyrektorów szkół także tegoroczny egzamin trudno zaliczyć do typowych. – Zdalne nauczanie towarzyszyło uczniom przez ostatnie dwa lata, co utrudniało na ostatniej prostej przyswojenie materiału – mówi Ryszard Sikora, dyrektor krakowskiej podstawówki. Dlatego pozytywnie ocenia, że w tym roku nie ma konieczności zdawania dodatkowego przedmiotu: geografii, biologii, fizyki, chemii czy historii.
Reklama
Piotr Pipka, dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 2 w Przemyślu, uważa, że wśród polskich uczniów z pewnością udało się odrobić część zaległości. – Obserwowałem, jak młodzież wraca w ostatnich miesiącach w stare tryby, ale czy ostatecznie wrócili? Tego nie wiem – mówi. Co do Ukraińców, ocenia, że zaważy brak znajomości języka i kanonu lektur, którego nie sposób było nadrobić w dwa miesiące. W jego szkole od wybuchu wojny naukę rozpoczęło 150 Ukraińców. Do egzaminów przystępują cztery osoby. – Decyzję podjęły ich rodziny, po rozmowach z nauczycielami i wychowawcami. Moim zdaniem to osoby zdeterminowane, by zostać w Polsce, bo nie mają do czego wracać, a część znalazła już pracę. Jest w nich przekonanie, że ich dzieci muszą sprawnie odnaleźć się w naszym systemie edukacji – tłumaczy.
Wyniki egzaminu pokażą, na ile wszyscy poradzili sobie z wyzwaniami. – Na pewno wszyscy próbowali, w czym starali się ich wspomóc także rodzice. Korepetycje niemal z każdego przedmiotu do ostatnich dni przed egzaminem to w tym roku powszechność – dodaje dyrektorka szkoły podstawowej na warszawskim Mokotowie.

Reklama
O olbrzymim wzroście zainteresowania korepetycjami mówi też Beata Kacprowicz, dyrektorka podstawówki w Malborku, która w ostatnich miesiącach konsekwentnie powtarzała uczniom, by przyszli na egzamin, włączyli myślenie, a stres odłożyli na bok. Zdaje sobie jednak sprawę, że to trudne. – Z jednej strony staramy się w toku edukacji stosować ocenianie kształtujące, a potem przychodzi egzamin z bezwzględną punktozą, która wraz ocenami na świadectwie decyduje o rekrutacji do szkół średnich – opisuje.
Wtóruje jej Lucyna Cempel, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 23 we Wrocławiu. Uważa, że to szkoły ponadpodstawowe powinny organizować egzaminy i profilować je pod siebie. Przyznaje, że u niej ósmoklasistów jest wyraźnie więcej niż przed rokiem, ale nie powinno być to powodem do dodatkowego stresu. Miasta zapewniają, że dla każdego ucznia będzie miejsce w szkole średniej.
Wrocław wylicza, że do rekrutacji do klas pierwszych szkół średnich przygotowano ponad 9,3 tys. miejsc (o 2 tys. więcej niż przed rokiem). – Niemal w każdej szkole zwiększy się liczba oddziałów. Dodatkowe powstaną zwłaszcza tam, gdzie przekazano budynki po zlikwidowanych gimnazjach – słyszymy w urzędzie miasta.
Jak już pisaliśmy na łamach DGP, w tym roku osób startujących do pierwszych klas szkół ponadpodstawowych jest o prawie 150 tys. więcej. Dlatego w Krakowie placówki prowadzone przez miasto (licea, technika i szkoły branżowe I stopnia), planują o 79 więcej oddziałów. A to dlatego, że według danych z Systemu Informacji Oświatowej w tutejszych ósmych klasach uczy się 8230 uczniów (o ponad 1,8 tys. więcej niż przed rokiem).
W Bydgoszczy w kończącym się roku szkolnym w miejskich oddziałach klas ósmych jest 3714 uczniów (o 1026 więcej). Z kolei Lublin w szkołach ponadpodstawowych, których organem prowadzącym jest miasto, ma 6410 miejsc w 202 oddziałach rekrutacyjnych (w tym 115 w LO, 69 w technikach i 18 w szkołach branżowych I stopnia). To oznacza, że liczba oddziałów w porównaniu z bieżącym rokiem szkolnym wzrośnie o ponad 30 proc.
– Pewne miejsce w szkole ponadpodstawowej nie każdego uspokaja. Część uczniów ma aspiracje, by dostać się do konkretnego liceum. Każde inne to w pewien sposób porażka. Dlatego jednak walka o najlepsze miejsce zapowiada się zacięta – dodaje Ryszard Sikora.
Dorota Drzewiecka, dyrektorka LO im. Tarasa Szewczenki w Białym Borze, zapowiada, że postara się przyjąć każdą liczbę uczniów, jaka się zgłosi. – Najwyżej zajęcia będą dzielona na grupy – ucina. ©℗