To pierwszy egzamin w postpandemicznej rzeczywistości, dodatkowo naznaczony wydarzeniami za wschodnią granicą. - Dzieci mają braki, nie wszystkie się z nimi uporały. To skutkuje obawami o wynik. Do tego stopnia, że część uczniów rezygnuje. W mojej szkole są trzy klasy maturalne po 15 uczniów. 10 osób nie podchodzi do egzaminu - mówi Jolanta Basaj, dyrektor radomskiego technikum. Decyzje jak ta ostatnia podejmowali też ukraińscy uczniowie, którzy po 24 lutego znaleźli się w Polsce. Ostatecznie tylko 41 z nich zdecydowało się zmierzyć z polską maturą.
Romana Bilasa ze Związku Ukraińców w Polsce to nie dziwi. - Matura bez znajomości polskiego to… heroizm. Poza tym dziś Ukraina jest w innej fazie wojny niż w lutym, gdy ogarnęły ją chaos i panika. Państwo, zwłaszcza na Zachodzie, stara się funkcjonować, co oznacza przywracanie systemu edukacji - mówi.
Dorota Drzewiecka, dyrektor LO im. Tarasa Szewczenki w Białym Borze opisuje, że wśród 41 zdających jest uczennica jej szkoły. Dziewczyna przyjechała z Chersonia. To jedna z sześciu osób, które się tu znalazły i mogłyby przystąpić do matury. Jedna wyjechała niedawno do Niemiec, kolejna wróciła do Ukrainy i liczy na to, że tam zda egzamin. Kolejne trzy czekają na rozwój wydarzeń w kraju, ale z polską matura mierzyć się nie chcą. - Rodzice zdecydowali o umieszczeniu ich w trzeciej klasie tak, by mieli jeszcze rok na naukę polskiego przed egzaminem.
Reklama
To strategiczna decyzja. W Ukrainie część szkół prowadzi zdalne nauczanie. Wszyscy uczniowie ostatnich klas zostali poinformowani, że dostaną świadectwa ukończenia szkoły. Z kolei uczelnie nie rezygnują z rekrutacji na pierwszy rok. Wstępne ustalenia mówią, że będzie ona się odbywała na podstawie oceny ze świadectwa. Z zastrzeżeniem, że nowo przyjęci mieliby status wolnych słuchaczy do czasu dostarczenia (w ciągu roku) dokumentu potwierdzającego zdanie egzaminu dojrzałości. - Dziś jedną z rozważanych w Ukrainie opcji jest wyznaczenie kilku miejsc, w których absolwenci mogliby do niego przystąpić. Najpewniejszy jest Lwów, być może Kijów. Już wiadomo, że matura odbędzie się w innej formule, czyli z ograniczonej liczby przedmiotów. Pod uwagę jest brany lipiec - opisuje Dorota Drzewiecka, która słyszy od swoich uczniów, że właśnie na te decyzje czekają.
Piotr Pipka, dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 2 w Przemyślu, mówi, że jego szkoła przyjęła uczniów z Ukrainy, ale żaden nie zdecydował się na polską maturę. Również czekają na ukraińską. - Kilka dni temu mieliśmy w mieście konferencję z udziałem przedstawicieli ukraińskiej oświaty, w tym wicekurator ze Lwowa. Z przedstawionych informacji wynika, że na maturze najprawdopodobniej będzie jeden egzamin łączący trzy przedmioty: ukraiński, matematykę i język obcy nowożytny - opisuje. - Kluczowe dla organizacji egzaminu są względy bezpieczeństwa i dalszy przebieg wojny. Gromadząc w jednym budynku młodych ludzi , trzeba mieć pewność, że nic im nie zagraża.
Stąd wciąż brak ostatecznej daty. I alternatywny pomysł, by egzamin odbył się w Polsce, zdalnie. Maturzyści wypełnialiby arkusze przygotowane w Ukrainie. Jak słyszymy, pomoc polskiej strony polegałaby na tym, by stworzyć warunki zbliżone do egzaminacyjnych. Czyli wyznaczyć w kilku miastach szkoły, zapewnić sprzęt, dostęp do sieci. Tam, pod nadzorem komisji, egzamin mógłby się odbyć. Kwestią otwartą jest, kto by w niej zasiadał. Jak mówią nam samorządy, konkretnych rozmów na razie nie ma. A jak pisał kilka dni temu DGP, nauczyciele zastrzegają, że nie ma też podstawy prawnej dla tego rozwiązania.
MEiN uspakaja i dalsze decyzje uzależnia m.in. od danych dotyczących liczby osób, które zdecydowałyby się na zdalny egzamin. Na razie nie wie tego nawet strona ukraińska. - Wiceminister Tomasz Rzymkowski spotkał się już z Virą Rohovą, wiceminister oświaty i nauki Ukrainy. Wiceminister Rohova zasygnalizowała, że resort ukraiński wystąpi z formalnym pismem o wsparcie przy organizacji matury. Ze wstępnych informacji wynika, że konieczne byłoby zapewnienie pomieszczeń z komputerami, gdyż egzamin ma mieć formę elektroniczną. Przeanalizujemy możliwość organizacji matur ukraińskich, zarówno od strony organizacyjnej, jak i prawnej, po otrzymaniu szczegółowych informacji - mówi Adrianna Całus, rzeczniczka MEiN. Ale jak słyszymy w samym resorcie, jest chęć tego rodzaju pomocy.
Wśród Ukraińców, którzy postawili na polską maturę, są osoby, które nie znają polskiego. - Na egzaminie dostaną polecenia po ukraińsku, będą mieli dostęp do słownika. Wystąpiłam do okręgowej komisji egzaminacyjnej z prośbą, by mogli używać translatora tłumaczącego całe zdania. Na to zgody nie ma - opisuje dyrektor Drzewiecka, która jest też nauczycielką polskiego. Jej uczennica liczy na to, że jeden z tematów na polskim jest niezwiązany z lekturami obowiązkowymi i że mając wydłużony czas na pisanie, zdoła przetłumaczyć cały tekst. Poza tym zdaje matematykę, angielski, rosyjski na poziomie rozszerzonym. Tych przedmiotów się nie obawia. W razie niepowodzenia z polskim liczy na sierpniową poprawkę.
Pewne jest to, że matura startuje na pandemicznych zasadach. I choć na swojej stronie Centralna Komisja Egzaminacyjna poinformowała, że nie obowiązują już odrębne wytyczne sanitarne, jak w latach 2020 i 2021, to w wielu szkołach stare zasady pozostały. To oznacza zachowanie odstępu w salach, mniej uczniów w każdej z nich - wyliczają dyrektorzy, tłumacząc, że decyzje w tej sprawie zapadały tygodnie temu, kiedy nie było jeszcze wiadomo, co z pandemią. - Będzie obowiązek dezynfekcji, nie będzie maseczek, co na pewno poprawi komfort zdających - dodaje Marcin Konrad Jaroszewski, dyrektor warszawskiego LO im. Śniadeckiego. ©℗