Ministrowie zdrowia i edukacji wysłali wspólny list do rodziców, w którym przekonują, że warto szczepić dzieci, bo zaszczepione są zwolnione z kwarantanny. Jednak w praktyce i tak na naukę zdalną idą całe klasy lub szkoły, bo nie ma możliwości, aby prowadzić lekcje z częścią uczniów w ławce i tymi na kwarantannie. Jak to wygląda z punktu widzenia przepisów?
Może najpierw warto zacząć od wyjaśnienia różnych terminów, używanych zamiennie albo potocznie. Kwarantanna to odizolowanie, czyli odosobnienie osoby zdrowej, która miała kontakt z zakażonym wirusem, w tym wypadku SARS-CoV-2. Osoba zakażona podlega natomiast izolacji. Czyli na kwarantannie z założenia mają być dzieci zdrowe. Ale też zgodnie z ostatnimi regulacjami, a podstawowymi aktami prawnymi są tu ustawa o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych i rozporządzenia wykonawcze Rady Ministrów, nie podlegają kwarantannie osoby mieszkające z osobą skierowaną na kwarantannę oraz osoby zaszczepione, zamieszkałe wspólnie z osobą zakażoną COVID-19. Czyli w zasadzie uczniowie, u których w szkole stwierdzono zakażenie, formalnie nie powinni być kierowani na kwarantannę, ponieważ nie prowadzą z tą zakażoną osobą, nauczycielem czy innym uczniem wspólnego gospodarstwa. Ale jest też przepis ustawy obejmujący kwarantanną osoby narażone na zakażenie czy kontakt i rzeczywiście, jeśli są zaszczepione, to kwarantannie nie podlegają. Ale to stwierdza już indywidualnie sanepid. Jeśli są zaszczepione - zwolnienie jest automatyczne, a jeśli niezaszczepione - sanepid może na kwarantannę dziecko wysłać, ale nie musi. Natomiast czym innym jest skierowanie szkoły czy klasy na zdalną naukę w związku z zakażeniem. Wtedy tak naprawdę nie jest ważne, czy dzieci są zaszczepione, czy też nie, ponieważ kwestia ich kwarantanny i tak zależy od decyzji sanepidu. A decyzję o ograniczeniu nauki w szkole i podjęciu zdalnej podejmuje dyrektor szkoły, po uzyskaniu zgody inspekcji sanitarnej. I teoretycznie zarówno zgoda organu sanitarnego, jak i dyrektora mogłaby dotyczyć wyłączenia z normalnych zajęć tylko dzieci niezaszczepionych. Ale wtedy zaczynają się problemy. Po pierwsze dyrektor nie wie i przepisy prawa nie dają mu podstaw, by się mógł dowiadywać, które dzieci są zaszczepione. To wie tylko sanepid i tylko urzędnik mógłby wskazać dyrektorowi konkretne osoby. Drugi problem to, jak pan słusznie zauważa, techniczne kłopoty z organizacją takich lekcji. Tutaj żadne przepisy wydawane przez MEiN nie pomagają, a nawet przeciwnie, skierowane są na regulacje wyłączające całe klasy czy szkoły z nauki stacjonarnej. Więc tak naprawdę przepisy nie za bardzo pozwalają na takie różnicowanie i dzielenie uczniów na „stacjonarnych” i „zdalnych”, więc nakłanianie w ten sposób do szczepień przez ministrów ma raczej charakter zaklinania rzeczywistości. Owszem, dzieci są zwolnione z kwarantanny w określonych warunkach, ale nie z nauki zdalnej. To są dwie, całkowicie różne sprawy, które tylko częściowo się łączą.