Ministerstwo Edukacji i Nauki przygotowało wytyczne dotyczące podawania preparatu na Covid-19 w placówkach edukacyjnych. Gdzie mieliby być szczepieni uczniowie? W gabinecie szkolnym, sali gimnastycznej, dydaktycznej albo we wspomnianym punkcie szczepień. Możliwe będzie także skorzystanie z mobilnej jednostki, która dojedzie do placówki edukacyjnej. To wszystko w porozumieniu z dyrekcją szkoły.
– Będzie to zależne od liczby zainteresowanych oraz możliwości organizacyjnych szkoły – zaznacza Anna Ostrowska, rzeczniczka MEiN. Dyrektorzy mają też zebrać od rodziców deklaracje dotyczące chęci przyjęcia preparatu przez ich pociechy i przekazać im kwestionariusze medyczne oraz formularze zgody.
Dla szkół zebranie informacji, kto chciałby się zaszczepić, nie będzie kłopotem. – Można wykorzystać dziennik elektroniczny – ocenia Marcin Konrad Jaroszewski, dyrektor jednego z warszawskich liceów.
Co innego kwestionariusze, które mają zawierać informacje o zdrowiu i samopoczuciu ucznia. Tych, jak przyznaje resort, nie sposób zebrać z dużym wyprzedzeniem. – Kluczowa jest także odpowiednio przygotowana zgoda rodzica. Ważne, by zawierała zapis o zgodzie nie tylko na samo wkłucie, ale podanie go w konkretnych warunkach – pamiętajmy, że w obowiązującym wciąż reżimie sanitarnym rodzice nie mają wstępu do szkół – pod opieką nauczycieli oraz personelu medycznego – podkreśla mec. Robert Kamionkowski, ekspert prawa oświatowego.
Zdaniem resortu nauczyciele zgodnie z planem zajęć będą pilnować klas, które będą się szczepić. W razie potrzeby o dodatkowych opiekunów będzie się musiała zatroszczyć szkoła. – By nie generowało to dodatkowych kosztów, można skorzystać z wolontariuszy – zauważa Mateusz Karciarz, prawnik w Kancelarii Radców Prawnych Zygmunt Jerzmanowski i Wspólnicy w Poznaniu.
MEiN zajął też stanowisko w sprawie akcji informacyjnej o szczepieniach w szkołach. Słychać jednak głosy, że dyrektorzy nie chcą się w nią angażować w obawie przed odpowiedzialnością.
– Chcemy dotrzeć do osób niezdecydowanych i przekazać rzetelne informacje poparte wiedzą medyczną, zwiększyć świadomość dzieci i rodziców o wpływie ich decyzji na budowanie odporności zbiorowej oraz rozwiać wątpliwości dotyczące skuteczności szczepień. Informacja na pewno będzie pomocna dla rodziców w podjęciu decyzji – zaznacza Anna Ostrowska.
Zdaniem mec. Kamionkowskiego wygląda na to, że szkoły mają mówić o szczepieniach dobrze albo wcale. Dlatego ocenia, że ewentualna rola szkoły powinna sprowadzić się do przekazywania ulotek dotyczących szczepień i rozdawanych np. na zebraniach z rodzicami. Ulotek, które zostałyby przygotowane w resorcie, i to on odpowiadałby za ich treść.
Co ważne, ministerstwo dopuszcza zmianę terminu szczepień, który na razie został ustalony na 13–17 września. Wszystko zależy od liczby zainteresowanych. Jeśli będzie duża, akcja potrwa dłużej.
Prawnicy zauważają jednak, że nie ma przepisów, które zobowiązywałyby szkoły do tego rodzaju działań.
– Będzie to wyłącznie akt dobrej woli ze strony szkół i ich organów założycielskich – mówi mec. Kamionkowski.
Profesor Kazimierz Przyszczypkowski z Zakładu Polityki Oświatowej i Edukacji Obywatelskiej UAM w Poznaniu również uważa, że szkoły nie powinny zajmować się szczepieniami. – Funkcję edukacyjną mogą spełniać, kształtując świadomość prozdrowotną wśród uczniów – mówi. Zwraca uwagę, że szkoła to skupisko dzieci o różnej wrażliwości. Jeśli zapadnie decyzja we wrześniu, że szczepione mogą być też te z grupy 7–12 lat, to trzeba pamiętać, że dotąd ich kontakt z lekarzem odbywał się wyłącznie w obecności rodzica czy innej bliskiej osoby. – Teraz resort chce, by nauczyciel reagował na strach dziecka. To nieetyczne.
Zdaniem Izabeli Leśniewskiej, dyrektor podstawówki w Radomiu i członkini Zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, zapowiadaną akcję szczepień trzeba odczytywać w szerszym kontekście: jako propozycję nie do odrzucenia. Przypomina o trwających właśnie pracach nad nowelizacją prawa oświatowego. Wśród rozwiązań jest i to mówiące o zwiększeniu roli kuratorium przy wyborze dyrektora szkoły, a także przy jego odwoływaniu z funkcji.
– MEiN ma pomysły, których nie konsultuje ze środowiskiem – dodaje Leśniewska.
Wreszcie słychać też głosy wątpiące w celowość zaproponowanej przez MEiN akcji. – Obecne punkty szczepień są wydolne. Pojawia się też pytanie, ile dzieci zaszczepi się przez wakacje. Może się okazać, że we wrześniu nie będzie chętnych – dodaje Mateusz Karciarz.
Wstępny termin akcji w szkołach to 13–17 września