Reklama
Niektóre uczelnie wymagają, aby student, który bierze udział np. w praktykach, był zaszczepiony przeciwko COVID-19. Czy państwo też stawiają taki warunek?
Nie, ale to poważny dylemat dla uczelni. Na razie z ramienia Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich będziemy zapewne prosić o wytyczne Ministerstwa Edukacji i Nauki na temat tego, jak mamy postępować. Problem udziału w praktykach jest dość złożony. Z jednej strony nie ma podstawy prawnej, aby nakładać na studentów obowiązek zaczepienia się – na gruncie porządku prawnego, możemy jedynie apelować i zachęcać, natomiast nie możemy stawiać takiego wymogu. Z drugiej strony jednak pracodawcy, którzy organizują praktyki, wymagają szczepień od studentów; niezaszczepionych nie chcą przyjmować. Sytuacja jest więc patowa. Na wielu kierunkach praktyki są obowiązkowe, nie da się skończyć studiów bez ich przeprowadzenia. Dlatego oczekujemy ze strony ministra interpretacji, która pozwoli nam w sposób uniwersalny i standardowy rozwiązać ten problem na wszystkich uczelniach oraz jednolicie reagować.
Czy pana zdaniem w MEiN powinna powstać podstawa prawna do wprowadzenia takiego obowiązku?
Obawiam się, że nałożenie takiego wymogu wyłącznie względem studentów mogłoby zostać uznane za działanie dyskryminujące w sytuacji, gdy obowiązek szczepień nie miałby charakteru powszechnego. Oczekujemy jednak klarownej instrukcji, jakie działania może podjąć uczelnia, gdy ktoś nie chce się zaszczepić. Dla nas jako rektorów byłoby szalenie istotne, gdybyśmy wiedzieli, na gruncie jakich przesłanek i oczekiwań resortu mamy się poruszać w tej bardzo złożonej materii.
Od studentów oczekuje się szczepienia, a co z pracownikami?
Nie możemy niczego nakazać. Jednak duże grono pracowników naukowych i dydaktycznych zostało zaszczepionych. Apelujemy do wszystkich członków społeczności uczelni o udział w szczepieniach jako wyraz odpowiedzialności nie tylko za własne zdrowie i życie, ale także innych. Miejmy nadzieję, iż będzie to na tyle silna motywacja, że szczepienia będą postępować.
Czy to prawda, że niepewność co do tego, jak będzie wyglądał kolejny rok akademicki, zniechęca kandydatów do rejestrowania się na studia?
Taki problem pojawił się w kilku krajach, m.in. Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii. Tam rzeczywiście potencjalni kandydaci, z uwagi na to, że nie wiedzą, jak będzie wyglądał kolejny semestr, odkładają decyzję o podjęciu studiów. W Polsce natomiast trudno powiedzieć, czy takie zjawisko się pojawi, nie da się go wykluczyć. Niektóre uczelnie na razie przesunęły terminy rekrutacji. Myślę, że pierwsze wnioski będziemy mogli wyciągnąć w połowie lipca, obserwując, jakie jest faktyczne zainteresowanie nauką w szkołach wyższych.
Czego boją się kandydaci? Że stracą rok na kształcenie zdalne? Czy przez pandemię np. obcięli państwo program kształcenia?
Program studiów realizowany zdalnie, czy też w sposób tradycyjny, jest taki sam. Nie ma więc obaw, że w tym zakresie studenci mogą coś stracić. Myślę jednak, że w pewnym sensie synonimem słowa „studiowanie” jest „kontakt”. Dziś powiedziałbym: „kontakt osobisty”. Za tym już chyba wszyscy bardzo tęsknimy. Dlatego nie powinno nikogo dziwić, że studenci woleliby rozpocząć, a nawet kontynuować naukę w sposób tradycyjny.
A czy uczelnie w przyszłym roku będą prowadzić zajęcia stacjonarne?
Bierzemy pod uwagę kilka scenariuszy uzależnionych od wytycznych sanitarnych, również ten, że zajęcia będą prowadzone w modelu hybrydowym, czyli część będzie realizowanych na kampusie, m.in. lektoraty, laboratoria, ćwiczenia, konwersatoria itd., natomiast część wykładów nadal prowadzona byłaby online. Takie są też oczekiwania studentów, które staramy się zrealizować. Jesteśmy do tego przygotowani. Głównym wyzwaniem są natomiast kwestie psychologiczne po stronie studentów, jak i pracowników.
Czyli?
Można wyróżnić dwie kwestie. Po pierwsze ogólnie studenci i wykładowcy są zmęczeni prowadzeniem zajęć online. Ta formuła jest dość specyficzna i trudna. Dostrzegamy znużenie – jesteśmy istotami społecznymi i brak bezpośredniego kontaktu jest odczuwalny. Drugi problem dotyczy kwestii związanych z powrotem na uczelnię z uwagi na obawę przed zakażeniem. Mamy głosy zarówno od studentów, jak i pracowników, że nie wrócą, dopóki nie będą mieli pewności, że wszyscy uczestnicy zajęć są zaszczepieni. Ludzie w takich nietypowych sytuacjach reagują w specyficzny sposób, dlatego właśnie potrzebujemy w dialogu z ministerstwem wypracować reguły na tego typu okoliczności. Zależy nam w tym wypadku na czasie. Wdrożenie rozwiązań na uczelni, która ma kilkanaście tysięcy studentów i pracowników, to nie lada wyzwanie. Natomiast do rozpoczęcia kolejnego roku akademickiego zostało już go niewiele.
Czy planują państwo wprowadzić dodatkowe środki ostrożności, np. podział na mniejsze grupy?
To już jest realizowane i trzeba przyznać, że się sprawdza. Jeśli więc zajdzie taka potrzeba, bierzemy pod uwagę również taki scenariusz. Dziś bardzo trudno mówić o pewności. Raczej należy przygotować się na kilka możliwych rozwiązań, by nie dać się zaskoczyć.
Jakie jeszcze wyzwania stoją przed nowym rokiem akademickim?
Ważne będzie odbudowanie więzi w ramach wspólnoty akademickiej na uczelni. Pandemia spowodowała ich rozluźnienie. Będziemy starali się organizować m.in. spotkania integracyjne – oczywiście z uwzględnieniem reżimów sanitarnych. Szczególnie trudna może być sytuacja osób, które rozpoczęły studia w ubiegłym roku. Są po pierwszym roku, a przynajmniej zbliżają się do jego ukończenia, i możliwe jest, że zaledwie kilka razy były na kampusie. Dlatego musimy pomóc im odnaleźć się w nowej rzeczywistości i pokazać, na czym polega uniwersytet.©℗