Dziś osoba, która podejmuje naukę na następnych studiach, musi się liczyć z tym, że będzie musiała za nie zapłacić. Tak się stanie, jeśli nie będzie miała wysokich osiągnięć. O tym, czy przysługuje jej zwolnienie z opłat, dowiaduje się dopiero po pierwszym roku kształcenia. Jeśli go nie otrzyma, musi zwrócić uczelni nawet kilka tysięcy złotych.

Darmowa nauka

– Konstytucja gwarantuje obywatelom prawo do bezpłatnej nauki w szkołach publicznych – uzasadniał wniosek do TK Stanisław Piotrowicz, członek grupy posłów PiS, którzy go złożyli.

Ustawa zasadnicza dopuszcza, aby państwowa uczelnia mogła pobierać opłaty za niektóre usługi edukacyjne. Jednak zdaniem TK nie można za nie uznać odpłatności za kolejny fakultet (sygn. akt K 35/11).

– Mogą to być np. usługi o charakterze ponadstandardowym lub nadzwyczajnym, świadczenia uzupełniające oraz za sytuacje zawinione przez studentów – uzasadniła wyrok Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz, sędzia sprawozdawca.

TK uznał również, że zakwestionowane przepisy, które zostały wprowadzone przez rząd nowelizacją z 18 marca 2011 r. ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz.U. z 2011 r. nr 84, poz. 455 ze zm.), są niezgodne ze sztuką poprawnej legislacji.

– Ustanawiając daleko idące ograniczenia konstytucyjnego prawa do bezpłatnej nauki w szkołach wyższych, ustawodawca unormował je nieprecyzyjnie i niejednoznacznie – orzekli sędziowie.

Oprócz tego zastosowany środek limitowania dostępu do studiów na drugim kierunku jest niezgody z konstytucyjną zasadą proporcjonalności.

– Okazuje się, że zakładany przez rząd cel zwolnienia miejsc na bezpłatnych studiach w niektórych sytuacjach odniósł nawet odwrotny skutek – mówiła Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz.

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego argumentowało właśnie, że ograniczenie uprawnionych do kształcenia na drugim kierunku pozwoli na zwiększenie liczby miejsc dla kandydatów, którzy nie mają jeszcze dyplomu.

– Zdarzały się przypadki, że student kształcił się na 17 kierunkach – broniła rządu prof. Daria Nałęcz, wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego.

Podkreślała, że celem wprowadzenia opłatności było też wyeliminowanie patologii. Niektórzy podejmowali dodatkowe studia tylko dla stypendiów i innych przywilejów.

Tymczasem zdaniem TK takie nadużycia można ograniczyć innymi metodami. Niekoniecznie karając za nadużycia ogół studiujących.

– Nie rozważono przy tym w ogóle mniej restrykcyjnych rozwiązań. Ustanowione ograniczenia sprowadziły uprawnienie do bezpłatnego studiowania do pewnego minimum, uniemożliwiając szczególnie ambitnym studentom rozwijanie swojej wiedzy i umiejętności – zauważyła Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz.

Przepisy uznane przez TK za niekonstytucyjne tracą moc obowiązującą z upływem 30 września 2015 r. Do tego czasu ustawodawca powinien wypracować nowe rozwiązanie.

– Trybunał dopuścił wprowadzenie przez ustawodawcę rozwiązań ograniczających możliwość kilkukrotnego podejmowania studiów w ramach uprawnienia do nauki na pierwszym kierunku oraz przewidujących wyższe wymagania dla studentów kształcących się na drugim lub kolejnych kierunkach. Z zastrzeżeniem, że ustalony poziom wymagań nie spowoduje, iż brak odpłatności za studia stanie się rodzajem nagrody za uzyskiwane osiągnięcia – zaznaczyła sędzia sprawozdawca.

Wstrzymane decyzje

– Będziemy informować studentów, aby wstrzymali się z podejmowaniem kolejnego fakultetu, zanim nie zaczną obowiązywać nowe regulacje – informuje Adam Szot, rzecznik praw studenta.

Te musi przygotować resort nauki. Obecnie w Sejmie procedowana jest nowelizacja ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym. Zakłada ona m.in. zwiększenie limitu osób uprawnionych do studiowania na drugim kierunku z 10 do 20 proc. Ponadto student już w momencie podjęcia drugich studiów ma się dowiedzieć, czy będzie musiał płacić za naukę. To będzie zależało od wyników postępowania rekrutacyjnego.

– Obawiam się, że nie wszystkie wady wskazane przez TK ta propozycja naprawia – mówi Marcin Chałupka, prawnik, ekspert ds. szkolnictwa wyższego.