Przedłuża się procedura zawierania umów z uczelniami, które otrzymały dotacje na kształcenie inżynierów. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR) nie podpisało jeszcze około 30. Bez umów pozostaje także 27 projektów, które dofinansowanie dostały po rozpatrzeniu odwołania.

W tym roku NCBiR przyznało dotacje na uruchomienie 120 nowych kierunków zamawianych, czyli tych, które są najbardziej potrzebne gospodarce. W ubiegłym roku było ich 39.

Kierunki zamawiane

Kierunki zamawiane

źródło: DGP

Kredyt od października

Uczelnie musiały rozpocząć zajęcia w październiku. Nie mając podpisanej umowy, nie otrzymują unijnego dofinansowania. Kredytują więc NCBiR. Ponieważ realizacja projektu jest kosztowna, niezbędne wydatki ograniczają do minimum. Jak udało nam się ustalić, np. Wyższa Inżynierska Szkoła Bezpieczeństwa i Organizacji Pracy w Radomiu z własnych środków opłaciła wynagrodzenia pracownikom projektu, ale nie rozpoczęła jeszcze w ogóle zajęć wyrównawczych. Miały być organizowane dla studentów zamawianego budownictwa. Zgodnie z ideą programu powinny poprzedzić właściwe studia, tak aby studenci mogli uzupełnić braki w przedmiotach ścisłych. Bez podpisanej umowy uczelnia musiałaby jednak wypłacić pensje wykładowcom z własnych środków. Dlatego założyła, że studenci będą wyrównywać zaległości dopiero od końca grudnia.

Politechnika Częstochowska uruchomiła dodatkowe zajęcia z matematyki, fizyki i informatyki, a także sfinansowała studentom mechatroniki wizytę w polskim oddziale Mitsubishi. Wykładowcy uczelni za prowadzenie zajęć nie otrzymują jednak wynagrodzeń. Podobnie jest z pracownikami administracyjnymi. Nie dostają pensji od lipca, kiedy zaczęła się realizacja projektu. Powód ten sam – brak pieniędzy z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Tylko nieliczne szkoły wyższe, które nie otrzymały pierwszej transzy dotacji, stać było na finansowanie własne.

– Na wynagrodzenia i promocję dwóch projektów, które realizujemy, uczelnia wydała od lipca do końca października około 100 tys. zł – mówi Remigiusz Wałejko z Akademii Morskiej w Szczecinie.

Za dużo błędów

Urzędnicy NCBiR twierdzą, że winne są uczelnie. Leszek Grabarczyk, dyrektor NCBiR, tłumaczy, że umowy nie zostały podpisane z tymi szkołami wyższymi, które miały problem z dopełnieniem procedur. Popełniły błędy w harmonogramach rzeczowo-finansowych, które muszą przedłożyć przed podpisaniem umowy z centrum.

– Uczelnie wpisują do nich kwoty (np. koszt zakupu sprzętu do projektu) niezgodne z tymi, jakie zostały z nami wynegocjowane – podkreśla Leszek Grabarczyk.

Natomiast Piotr Popa, rzecznik prasowy Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, które zarządza całym unijnym programem Kapitał Ludzki, dodaje, że proces zawierania umów może się przedłużać, ponieważ uczelnie zmieniały swoje budżety. Musiały je korygować, gdyż rekrutacja studentów na kierunki zamawiane była mniejsza, niż założyły.

Czekanie na stypendium

Tracą na tym przede wszystkim studenci, ponieważ nie otrzymują dotowanych przez UE stypendiów. Program przewiduje dofinansowanie już od pierwszego semestru dla osób, które uzyskały najwyższą średnią ocen na maturze. Uczelnie powinny wypłacać im stypendium motywacyjne w wysokości 1 tys. zł miesięcznie. Na razie nie robi tego żadna, ponieważ unijnych pieniędzy nie otrzymały nawet te, które mają już podpisane umowy. Jak policzyliśmy, uczelnia, chcąc wypłacić stypendia za trzy miesiące tego roku 400 osobom, musiałaby wygospodarować ok. 450 tys. zł. To wydatek przekraczający możliwości szkół wyższych.

Jednak jak zapewnia Piotr Popa, pierwsze płatności już ruszyły. Dodaje, że wszystkie umowy o dofinansowanie powinny zostać podpisane do połowy grudnia, o ile szkoły wyższe przedłożą wymagane dokumenty w wyznaczonych terminach.