Do takich informacji dotarł DGP. Zostały one przedstawione w marcu br. w Krakowie na spotkaniu Krystyny Szumilas, ministra edukacji narodowej, z oświatową kadrą kierowniczą. Powtórzono je w ubiegły czwartek w Warszawie na szkoleniu dyrektorów m.in. z nadzoru pedagogicznego. Izabela Suckiel, ekspert z MEN, podczas szkolenia mówiła, że nauczyciele są przywiązani do starych zeszytów ćwiczeń i własnych opracowań, które są inne niż nowa podstawa.

Szefowie placówek oświatowych przyznają się, że trudno im stwierdzić, czy nauczyciele uczą według nowych, czy starych zasad. Tym bardziej że wcześniej MEN uznał, iż pedagodzy nie muszą pisać programów do swoich zajęć. Dyrektorzy nie są jednak bez winy. Przymykają oko na przyzwyczajenia nauczycieli.

– Znam takich, którzy wciąż realizują podstawę z 1999 r., bo uważają, że jest lepsza – mówi Tomasz Malicki, dyrektor I LO im. B. Nowodworskiego w Krakowie.

Nauczyciel

Nauczyciel

źródło: Materiały Prasowe

Od resortu oberwało się również nauczycielom młodszych klas. Na konferencji w Krakowie przedstawiciel MEN wskazywał, że uczniowie w klasach I – III wciąż uczą się tylko w ławkach. A połowę czasu zajęć z języka polskiego powinni spędzać w kącikach zabaw. Nauczyciele odrzucają te zarzuty. Uważają, że nowa podstawa zmusza ich do realizacji zbyt dużej ilości materiału. Nie ma czasu na zabawę z dziećmi.

Joanna Berdzik, wiceszefowa MEN, również na konferencji w Krakowie nawoływała dyrektorów przedszkoli, aby nie robili z przedszkolaków na siłę geniuszy. Jej zdaniem nauką czytania i pisania powinni zajmować się nauczyciele w pierwszych klasach szkół podstawowych. Z kolei, gdy DGP występował do MEN z prośbą o wskazanie, czy można w przedszkolach uczyć czytać i pisać, otrzymywaliśmy odpowiedź, że tak. Co więcej, również przy naszych wcześniejszych zapytaniach o funkcjonowanie nowej podstawy programowej otrzymywaliśmy zapewnienia, że wszystko jest w najlepszym porządku. Teraz MEN twierdzi, że za właściwą realizację podstawy programowej odpowiadają dyrektorzy szkół, a nie resort edukacji.

– Stara podstawa była lepsza. Nową napisali ludzie wyjęci z rzeczywistości. Uczeń nie musi znać dat, definicji np. z fizyki – mówi Ewa Józefowicz, dyrektor Gimnazjum nr 21 w Gorzowie Wielkopolskim.

Na zamieszaniu znów tracą uczniowie. Dokładnie za miesiąc gimnazja ukończą ci, którzy jako pierwsi będą zdawać egzamin według nowej podstawy programowej. Zdaniem szefów okręgowych komisji egzaminacyjnych będzie to dobry test dla nauczycieli, jak poradzili sobie z nauczaniem według nowych zasad.

W kwietniu egzamin według nowego programu. Czy szkoła go zda?

Od 1 września 2009 r. do szkół weszły nowe zasady nauczania dla uczniów. Z tymi zmianami powinni się zapoznać przede wszystkim nauczyciele. Reguluje je rozporządzenie ministra edukacji narodowej z 23 grudnia 2008 r. w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz kształcenia ogólnego w poszczególnych typach szkół (Dz.U. nr 4 poz. 17). Resort jednak uważa, że nauczyciele rzadko do niego sięgają. Jeśli już to robią, to najczęściej pod koniec sierpnia.

– Wszystko przez przyzwyczajenia do starych zeszytów ćwiczeń i własnych opracowań, które nie zawsze współgrają z nową podstawą programową – przekonywała Izabela Suckiel, ekspert z MEN podczas czwartkowego szkolenia z nadzoru dla dyrektorów.

Przyznała, że trudno jest dyrektorom szkół zweryfikować, czy nauczyciele stosują się do nowych rozwiązań. Tym bardziej, gdy szef placówki jest biologiem, a trzeba skontrolować nauczyciela matematyki.

Dyrektorzy nie są zaskoczeni tym, że nauczyciele nie realizują nowej podstawy programowej. Co więcej, większość z nich nawet przymyka na to oko. Zwłaszcza że nowe rozwiązania budzą wiele kontrowersji.

– Wcale mnie to nie dziwi, że nauczyciele wciąż sięgają po starą podstawę. Znam nauczycieli, którzy korzystają jeszcze z tej sprzed 1999 roku, bo uważają, że jest ona lepsza i można się więcej nauczyć – mówi Tomasz Malicki, dyrektor I LO im. B. Nowodworskiego w Krakowie.

Przyznaje, że często trudno jest wykryć, czy nauczyciele uczą według starego, czy też nowego systemu nauczania. Dlatego szefowie placówek, aby nie spotkać się z zarzutami, że ich szkoła nie realizuje podstawy programowej, zmuszają każdego nauczyciela do podpisania specjalnego oświadczenie. tzw. autoewaluacji. Do tego również namawiają na szkoleniach ministerialni eksperci.