Po pierwsze, jak zwykle nikt z Ministerstwa Edukacji Narodowej nie konsultował tych zmian z uczelniami wyższymi, a przecież już teraz (uczę historii idei i myśli politycznej) poziom wiedzy maturzystów z historii jest taki, że muszę wiele czasu poświęcać na ich dokształcanie. Ponadto podział na nauki ścisłe i humanistyczne jest w naszych czasach anachronizmem. Socjolog ma statystykę i metody badań, gdzie bez matematyki ani rusz, a sama matematyka była i jest podstawą także myślenia humanistycznego, bez logiki nie da się bowiem w ogóle myśleć. To jednak jest bardzo ważna, ale najmniej ważna z konsekwencji tego nonsensu.

Po drugie, wszyscy zwolennicy demokracji podkreślają, że dobrym obywatelem jest „obywatel oświecony”. Nie wdając się w szczegółową analizę tego pojęcia, można uznać, że przymiotnik „oświecony” oznacza zorientowany w sprawach świata publicznego. A do takiej orientacji niezbędna jest fundamentalna wiedza z nauk humanistycznych i fundamentalna wiedza z zakresu nauk ścisłych. Trzeba rozumieć Szekspira, rolę rozłamu w chrześcijaństwie na wyznania wschodnie, katolicyzm i protestantyzm czy jaki jest sens doktryny „równowagi sił”. Trzeba także rozumieć, na czym polegało, powoli dziś kwestionowane, odkrycie Einsteina, dlaczego występują koniunktury w gospodarce oraz jakie formy stymulowania wzrostu roślin pastewnych mogą być niebezpieczne i dlaczego. Czy wreszcie jaką funkcję w ekosystemie pełnią lasy i jakie są konsekwencje ich wycinania. Bez tej i podobnej wiedzy oraz inteligencji przyszły obywatel będzie zdany na informacje z tabloidów oraz na tematyczne kanały telewizyjne, które często wciskają kit do głowy, żeby tylko zainteresować widza.

Podział na specjalizację humanistyczną i ścisłą jest szkodliwy i anachroniczny. Nie można rozdzielić tych nauk. Filozof nie funkcjonuje bez logiki. MEN – tak

Po trzecie, większość wiedzy ogólnej ma charakter uniwersalny. Można i trzeba walczyć o roztropną wolność w internecie, ale po co, skoro – w każdym razie ze strony Polski – będzie to uczestnictwo nieuków w internetowej światowej debacie. Może jestem przewrażliwiony, ale już teraz, kiedy czytam niektóre komentarze internautów, to zdumiewa mnie liczba fundamentalnych błędów ortograficznych, nie mówiąc o stylistycznych i o nowomowie. To ma znaczenie, bo w ten sposób obniża się poziom życia publicznego, a poza tym coraz trudniej jest nam siebie nawzajem zrozumieć. Jeśli do tego dojdzie jednostronna wiedza, będziemy mieli w internecie wolność głupków, którzy nie będą w stanie porozumieć się ze swoimi rówieśnikami z innych krajów, którzy okażą się nieporównanie bardziej wykształceni.

Po czwarte, obywatel „oświecony” to także taki, który wiele wie na temat swojego kraju, a historia Polski jest tej wiedzy elementem koniecznym. Więcej, chociaż nienawidzę nacjonalizmu, to jestem wielkim zwolennikiem funkcjonowania wspólnoty patriotycznej. Taka wspólnota nie może istnieć w warunkach ignorancji wobec historii i tradycji. Zatem nowe licea będą miały – zapewne wbrew intencjom autorów reformy – antynarodowe konsekwencje, co w sytuacji niesłychanie słabego podglebia dla patriotyzmu w Polsce może przynieść takie konsekwencje, że będziemy mieli jednostronnie wykształconych ludzi, ale nie obywateli połączonych więziami wspólnoty.

Po piąte wreszcie, istnieje słuszna zasada, że zmieniać warto tylko wtedy, kiedy się jest przekonanym, że zmiana będzie na lepsze. Kto w tym przypadku jest pewien, że Ministerstwo Edukacji Narodowej działa na lepsze? Ja na pewno nie, skoro nie ma roku, żeby nie było zmiany. To jest chore, bo urzędnicy i ministrowie chcą zaznaczyć swoją obecność samym dokonaniem zmian. Co będzie dalej – to ich nie obchodzi. Ponadto tego rodzaju zasadnicze zmiany powinny być poddawane konsultacji, niekoniecznie, a na pewno nie tylko publicznej, ale ekspertów, nauczycieli, profesorów wyższych uczelni, artystów i ludzi mądrych. Kiedy i gdzie odbyły się takie konsultacje?

A ponieważ obawiam się, że zaraz mi ktoś wyjaśni, że wszystko „wisiało” na stronie internetowej ministerstwa, donoszę, że jako przeciętnie inteligentny internauta spędziłem ponad godzinę, szukając na stronach resortu odpowiednich przepisów. O liceach znalazłem kilkadziesiąt aktów prawnych, ale nie ten, który mnie interesował. Więc proszę mi nie mówić, że do tych głupstw był cały czas dostęp.