Jak wynika z odpowiedzi, które uzyskał DGP od szkół wyższych, pomimo nadzwyczajnych okoliczności będących efektem pandemii i licznych obostrzeń skutkujących m.in. tym, że nauka jest – co do zasady – prowadzona zdalnie, liczba zagranicznych studentów na polskich uczelniach nie spadła, a na niektórych wręcz wzrosła.

Tyle samo lub więcej

– Studiujących obecnie u nas zagranicznych studentów na większości kierunków jest tyle samo co w ubiegłych latach – mówi Katarzyna Jäger z Biura Prasowego Uniwersytetu Warszawskiego i przedstawia dane dotyczące popularnych anglojęzycznych kierunków.

Na psychologii w tegorocznej rekrutacji zostało przyjętych 23 obcokrajowców. Rok wcześniej było ich 26, a dwa lata wstecz 29. Na kierunku International Relations (stosunki międzynarodowe, studia I stopnia) w tym roku przyjęto 87 cudzoziemców, w roku akademickim 2019/2020 było ich 64, a w roku akademickim 2018/2019 – 74 cudzoziemców (więcej patrz infografika).

Paweł Śpiechowicz z Uniwersytetu Łódzkiego przyznaje, że w programach wymiany (studia na rok lub semestr) będzie kształcić się czterokrotnie mniej studentów. – Ale za to zainteresowanie zagranicznych studentów pełnym cyklem kształcenia jest u nas rekordowe – zaznacza.

Ten trend potwierdza Małgorzata Rybczyńska, rzecznik prasowy Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. – Liczba studentów z wymiany ERASMUS+ oraz innych programów exchange w obecnym roku akademickim będzie oscylować w granicach 220, choć nie wszyscy dotarli jeszcze do Poznania. Dla porównania w ubiegłym roku takich osób było 645 – mówi.

Dodaje, że liczba cudzoziemców odbywających pełen cykl kształcenia jest porównywalna z ubiegłym rokiem. – To ok. 1090 obcokrajowców, z tym że na niektórych kierunkach kończy się dopiero rekrutacja. Rok wcześniej było ich 1157 – mówi.

Na Uniwersytecie Jagiellońskim liczby te są jeszcze bardziej imponujące, bo zainteresowanie wśród cudzoziemców tą uczelnią jest większe niż przed rokiem (patrz infografika). Aleksandra Kucharska z Biura Prasowego UJ zwraca jednak uwagę, że na skreślenie kogoś, kto nauki nie podejmie, jest jeszcze trochę czasu, dlatego przypuszcza, że końcowa liczba zagranicznych studentów będzie podobna do ubiegłorocznej.

Aneta Adamska, rzecznik prasowy Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, podkreśla, że duże zainteresowanie obcokrajowców nauką na lubelskiej uczelni to już stały trend. – Cieszy nas to, że się utrzymuje mimo panującej pandemii, zwiększenia ruchów migracyjnych młodzieży oraz postępującego od kilku lat niżu demograficznego – mówi.

Wskazuje, że na UMCS studiuje blisko 18 tys. osób, w tym 1,8 tys. cudzoziemców (czyli 10 proc. wszystkich osób kształcących się w uczelni) z 45 krajów świata. – Dla porównania w roku akademickim 2010/2011 na naszej uczelni kształciło się tylko 200 obcokrajowców – mówi Adamska.

Zwraca przy tym uwagę na dywersyfikację krajów ich pochodzenia. – Choć liczną grupę nadal stanowią studenci zza wschodniej granicy (Białoruś, Ukraina), obserwujemy również wzrost zainteresowania naszą ofertą młodzieży z Afryki i Azji – podkreśla.

Wiele powodów

Eksperci zwracają uwagę, że na niesłabnące zainteresowanie studiowaniem w naszym kraju składa się kilka kwestii. – Dla wielu obcokrajowców wyjazd na studia za granicę to duża inwestycja, przygotowania i wiele wyrzeczeń przez długi czas. Dlatego mimo epidemii nie chcą się teraz z tej decyzji wycofywać – tłumaczy prof. Piotr Stec z Uniwersytetu Opolskiego.

Zwraca uwagę, że do naszego kraju najczęściej przyjeżdżają studiować obywatele Ukrainy i Białorusi, przez których Polska cały czas jest postrzegana jak kraj bezpieczniejszy i bardziej stabilny. – Część z nich zaczyna u nas studia, żeby potem ściągnąć do naszego kraju rodzinę. To dla nich szansa na wyrwanie się z mniej przyjaznego otoczenia i lepsze perspektywy na przyszłość – zaznacza profesor.

Nie dziwi go też obecność studentów z Azji. – W Polsce mieszka wiele osób, które stamtąd pochodzą i one zachęcają kolejnych – dodaje.

Magdalena Drwal z Biura Rzecznika Prasowego UMCS wskazuje na jeszcze inne kwestie. – Niesłabnące zainteresowanie studentów z zagranicy zawdzięczamy zwiększeniu zasięgu geograficznego prowadzonych działań marketingowych. Naszą ofertę od kilku lat kierujemy nie tylko do obywateli Ukrainy i Białorusi, których jest u nas najwięcej. Zabiegamy też o osoby z Afryki i Azji. Podobnie było również w tym roku. Nie zawiesiliśmy działań z powodu epidemii – tłumaczy.

Dodaje, że dobrze działa też system rekomendacji. – Studenci i pracownicy naukowi polecają nas osobom ze swojego otoczenia i tak one do nas trafiają – zaznacza.

Wyjaśnia, że Polska to dla tych osób atrakcyjny kierunek ze względu na stosunkowo niskie koszty życia w porównaniu z tymi w Europie Zachodniej i bardzo dobry poziom kształcenia.

Podkreśla, że uczelnia w czasie epidemii zadbała o zagranicznych studentów. – Podczas wiosennego lockdownu osoby opiekujące się studentami zagranicznymi były przez cały czas do ich dyspozycji. Pomagały im nie tylko w kwestiach związanych ze studiowaniem, ale również w bieżących sprawach życia codziennego – dodaje Magdalena Drwal.

Zaznacza, że podobnie jak studenci polscy, obcokrajowcy również mogą liczyć na pomoc materialną w razie, gdyby ich sytuacja finansowa się pogorszyła. Przysługują im też stypendia za wyniki w nauce.

Paweł Śpiechowicz dodaje, ze napływ zagranicznych studentów na łódzką uczelnię jest efektem dobrej pracy Biura Współpracy z Zagranicą UŁ, niskich kosztów życia w Łodzi w porównaniu z kosztami w innych dużych polskich miastach, a także dobrych warunków w domach studenckich.