Pierwsi pracownicy oświaty przy wsparciu Państwowej Inspekcji Pracy otrzymali należne pieniądze za czas zdalnej nauki. Zaległości są wypłacane również tym, którzy złożyli pozwy do sądów. Kolejne wezwania do zapłaty posypią się do końca września.
Wczoraj Komisja Wspólna Rządu i Samorządu debatowała na temat dofinansowania oświaty z budżetu centralnego. Dyskusja na temat zmian w tym zakresie nasiliła się podczas pandemii. Jak podkreślają związkowcy, nie ma żadnych regulacji, które mogłyby chronić pensje pracowników szkół i przedszkoli w trakcie zajęć zdalnych lub prowadzonych w sposób hybrydowy. Tylko przez trzy miesiące nauki online, według wyliczeń MEN, samorządom udało się zaoszczędzić 1,4 mld zł. Z kolei z raportu Związku Nauczycielstwa Polskiego wynika, że ponad 62 proc. ankietowanych nauczycieli otrzymywało niższe uposażenie w tym czasie. Organizacje związkowe przygotowały dla swoich członków wzory pozwów o zaniżone pensje, a także procedurę powiadamiania o tym Państwowej Inspekcji Pracy. Choć na wyjście z takimi roszczeniami nauczyciele mają trzy lata, to już są pierwsze efekty ich działań.
Skuteczna bitwa
– Ludzie boją się o pracę, ale ci, którzy zdecydowali się skorzystać z naszej pomocy, wygrywają i to już na etapie przedsądowym. Są pierwsze takie przypadki – potwierdza Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP. Podkreśla, że takich sporów jest bardzo dużo. – Mieliśmy takie sytuacje, że bibliotekarzom w czasach postoju dyrektorzy chcieli wypłacać 60 proc. wynagrodzenia. Dopiero po naszej interwencji pozostawiono je w wysokości zasadniczej. To niejedyne nadużycia ze strony szefów placówek. Przy zdalnej nauce nie wypłacano dodatków motywacyjnego, za trudne warunki pracy czy nawet stażowego – wylicza wiceprezes Baszczyński.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.