Sławomir Broniarz: Nauczyciele po powrocie we wrześniu do szkoły powinni dbać o własne zdrowie i uczniów. Powrót do budynków jest bardzo ryzykowny
Jak pan ocenia decyzję MEN, że uczniowie wracają 1 września do szkoły?
Jest ona wielce ryzykowna. Ta decyzja jest nieprzewidywalna i niesie za sobą różne ryzyka. Wiąże się to z ogromną nieprzewidywalnością. Minister edukacji narodowej nie ma wpływu na pandemię, lecz powinien mieć już przygotowane różne warianty i przewidywać każdą sytuację. Te rozwiązania powinny być opracowane szczegółowo już na początku lipca. Dla każdej sytuacji powinien być przygotowany scenariusz, który byłby omówiony z nauczycielami, rodzicami i dyrektorami placówek oświatowych. Powinny być dokładne procedury, np. w przypadku gdy na COVID-19 zachoruje jeden pracownik lub uczeń, to wdrażamy taką procedurę, a gdy zachoruje kilka osób sięgamy po inną. Obecnie będzie to zależało od podejścia pracowników z sanepidu do określonej sytuacji. Szkoda, że ministerstwo nie może powiedzieć: „Przygotowując scenariusze postępowania, napracowaliśmy się, ale na szczęście okazały się one nie niepotrzebne”.
Reklama
Czy nie jest tak trochę, że znaczna część rodziców chce już powrotu do szkoły, a tylko niektórzy nauczyciele woleliby pracować z domu, bo im tak wygodnie?
Ostatnio otrzymałem dramatyczny list od matki uczni, która mnie prosi, abym spowodował, by dzieci nie poszły do szkoły. Z każdym rekordem zachorowalności opiekunowie nie będą chcieli posyłać dzieci do placówek oświatowych. Jeśli chodzi o nauczycieli, to ostatnie miesiące zdalnej edukacji pokazały, o ile więcej niż zwykle musieli oni pracować. Dodatkowo za ten trud ślęczenia po kilkanaście godzin przed komputerem często nie otrzymywali dodatkowej gratyfikacji. Zapewniam pana, że nauczyciele chcieliby wrócić do normalnej pracy, lecz nie za cenę życia i zdrowia.

Reklama
Minister wciąż będzie miał uprawnienie do zamknięcie szkół oraz przedszkoli i przejścia na zdalne nauczanie na terenie całego kraju, województwa, powiatu czy gminy. Co pan o tym sądzi?
Bardzo dużo nauczycieli pracuje równocześnie w kilku placówkach zlokalizowanych na terenie nie tylko różnych miejscowości, lecz także różnych gmin i powiatów. A to niesie ze sobą takie ryzyko, że ewentualne zamknięcie placówek na terenie jednej gminy i przejście w niej na zdalne nauczanie może utrudnić pracę szkoły w innej gminie. Zaś wysłanie już części nauczycieli z danej gminy na obowiązkową kwarantannę może automatycznie sparaliżować pracę w innych placówkach oświatowych, które formalnie nie będą zlokalizowane w czerwonej strefie. Dodatkowo w takiej sytuacji dyrektorzy szkół będą mieć ogromne problemy z ułożeniem planu lekcji, jeśli będzie taka sytuacja lub dodatkowo zostanie wprowadzony model hybrydowy, czyli część uczniów jest na zdalnej edukacji, a część wciąż uczy się w formie tradycyjnej.
Minister edukacji narodowej przekonuje, że jeśli w jakiejś szkole będzie zdalne nauczanie, to dla nauczyciela pracującego w kilku powiatach będzie to rozwiązanie komfortowe, bo nie będzie musiał dojeżdżać.
Ja tego nie kwestionuję, ale co będzie, gdy nauczyciel będzie musiał prowadzić zdalne nauczanie o innej porze, niż zakładał tradycyjny plan lekcji lub jeśli będzie na kwarantannie w tej gminie. Z drugiej strony dyrektor z innej gminy, gdzie nie będzie formalnie zagrożenia, będzie mu mówił, że chce go widzieć na zajęciach w szkole. Jest wiele wątpliwości, a wszystko przez to, co jeszcze raz powtórzę, że nie zostały opracowane gotowe scenariusze.
Ale pobyt nauczyciela na kwarantannie to chyba nie będzie zbyt uciążliwy, skoro będzie wtedy możliwość wprowadzenia nauczania zdalnego?
Ale pojawia się kolejne pytanie, czy w czasie kwarantanny nauczyciel, który będzie się dobrze czuł i zechce prowadzić lekcje zdalnie z uczniami, ma otrzymać 80 proc. swojego wynagrodzenia czy też 100 proc.?
Pytałem o to Dariusza Piontkowskiego, szefa MEN, i odpowiedział, że w takiej sytuacji powinien otrzymywać 100 proc., lecz zaznaczył, że to dodatkowo musi uregulować resort pracy.
Znając praktykę ostatnich miesięcy, będzie to trwało i trwało, a nauczyciele i ich pracodawcy, czyli dyrektorzy, będą mieć wątpliwość, jakie wynagradzenie się należy. Tu też powinny być już gotowe regulacje, tak aby nie było żadnych pokus do oszczędzania na wynagrodzeniach nauczycieli w tych trudnych czasach.
Wierzy pan, że dyrektorzy placówek oświatowych ogarną tę sytuacje we wrześniu?
Dyrektorzy dadzą sobie radę. Trzeba tu jednak wyraźnie zaznaczyć, że są to ludzie, którzy nie są merytorycznie przygotowani do tego, aby wiedzieć, kiedy ewentualnie wnioskować do sanepidu w sprawie zamknięcia placówki lub wprowadzenia hybrydowego nauczania. Dyrektor nie jest lekarzem, a tu nagle musi być stawiany przed dramatycznymi sytuacjami. W efekcie część dyrektorów z każdą wątpliwością będzie się zwracać do sanepidu, aby nie narazić się na zarzut ze strony rodziców, że niewłaściwie dbają o bezpieczeństwo dzieci. Warto tu podkreślić, że resort edukacji całkowicie umył ręce i scedował zadania związane z podejmowaniem decyzji o zamykaniu placówek na dyrektorów, którzy w porozumieniu z organem prowadzącym i sanepidem będą musieli podejmować trudne decyzje.
Minister edukacji narodowej w rozmowie z DGP przyznał, że nauczyciele, jak będą czuli się zagrożeni, to mogą zakładać na lekcjach maseczki lub przyłbice. A co pan im radzi?
Przyłbica może jest dobrym rozwiązaniem, bo nie utrudnia oddychania. Jest to także dobre rozwiązanie ze względów estetycznych, lecz w ocenie wirusologów przyłbica nie chroni odpowiednio, chyba że pod nią znajduje się maseczka. Ja osobiście namawiałbym nauczycieli, aby nosili maseczki, zwłaszcza na przerwach, jeśli uczniowie tłumnie pojawią się na korytarzach.
Resort edukacji narodowej nie widzi zagrożenia w tym, że w jednej klasie będzie przebywać 25 lub więcej uczniów. Argumentuje to tym, że taki limit został już w wakacje przywrócony w przedszkolach i nie ma zwiększonej liczby zachorowań.
Problem tylko w tym, że przedszkola w okresie wakacyjnym nie są przepełnione. Moja znajoma, która prowadzi przedszkole, gdzie w każdej grupie wiekowej jest ponad 100 maluchów, w czasie wakacji każdego dnia miała pod opieką zaledwie 20 dzieci. Argument resortu, nawiązujący do sytuacji w przedszkolach, jest nietrafiony. Przy tej okazji nie bardzo sobie wyobrażam, jak będzie wyglądało przyjście do szkoły pierwszaków. Czy matka będzie musiała zostawić dziecko w szatni, bo rodzicom nie będzie wolno przemieszczać się po placówce? To kolejny przykład, że nawet w tak podstawowych kwestiach nie ma regulacji.
Ewentualne wprowadzenia nauczania hybrydowego oznacza, że nauczyciel będzie musiał z jedną grupą pracować w tradycyjnej formie, czyli w szkole, a z drugą przeprowadzić kształcenie na odległość. Mówiąc wprost, pracować dwa razy więcej. Jak w takiej sytuacji powinien być wynagradzany?
Nie wyobrażam, że nauczyciel pracuje dwa razy więcej niż przy kształceniu stacjonarnym, a otrzymuje pensje na dotychczasowym poziomie. Jeśli MEN chce wprowadzać lekcje hybrydowe, powinien zadbać też o to, aby nie było żadnych wątpliwości interpretacyjnych dotyczących dodatkowego wynagradzania pracowników. Niestety, nie zrobił tego, w efekcie może się okazać, że nauczyciele przy kształceniu hybrydowym będą wynagradzani w zależności od wizji danego organu prowadzącego, czyli najczęściej wójta, burmistrza, prezydenta miasta czy starosty. To musi być uregulowane w prawie.
Już podczas pracy zdalnej w poprzednim roku szkolnym byli dyrektorzy, którzy pod naciskiem samorządów nie wypłacali tzw. godzin ponadwymiarowych, tłumacząc to tym, że siatka godzin była okrojona.
Nasze badania pokazały, że ponad 62 proc. nauczycieli w tym okresie otrzymywało niższe wynagrodzenie niż przed pandemią, a jednocześnie w tym czasie mieli znacznie więcej pracy niż zwykle. Dlatego apeluję do nauczycieli, aby po wakacjach, jeśli zostanie wprowadzone kształcenie na odległość, choćby w części naszego kraju, dokładnie dokumentowali swoją pracę, wskazywali dyrektorom, że w rzeczywistości o wiele dłużej i ciężej pracują. Wszystkie tego typu dokumenty mogą później być podstawą do roszczeń o wpłatę zaniżonych wynagrodzeń. Nie może być tak, że nauczyciel, który pracuje znacznie więcej przy kształceniu zdalnym, był przez takie rozwiązanie karany niższą pensją. Na to nie ma naszej zgody.
Resort edukacji narodowej dał szefom placówek wolną rękę w opracowywaniu wewnętrznych regulacji na podstawie wytycznych GIS, MZ i MEN. Część z nich może przejąć się rolą i za bardzo ingerować np. w prawa pracownicze. Na co powinni zwracać uwagę nauczyciele od września?
Przede wszystkim dbać o zdrowie swoje i uczniów. Domagać się środków higienicznych, a także maseczek od pracodawcy. Nie możemy pozwolić, aby szkoły stały się kopalniami koronawirusa. Warto też pilnować tego, aby wewnętrzne regulacji nadmiernie nie ingerowały w zakres obowiązków nauczycieli, które wynikają z ich umów o pracę. Jeśli nauczyciel nie zgadza się z jakimś poleceniem dyrektora, jeśli wydane polecenie przekracza zakres praw i obowiązków nauczyciela, to powinien on domagać się od przełożonego pisemnego wydania takiego polecenia. Liczę jednak na pełną współpracę dyrektorów i nauczycieli, a także zachowanie zdrowego rozsądku ich przełożonych.
Czy potępia pan tych rodziców, którzy nie chcą wysyłać dzieci we wrześniu do szkoły z obawy przed zbyt dużą liczbą zachorowań?
Nie. Ponadto taka postawa wpisuje się w retorykę obecnego rządu. Zgodnie z nią to rodzic ma decydować, jak szkoła ma wyglądać i funkcjonować, a także kto może z nią współpracować.
A nauczyciel powinien usprawiedliwić kilkutygodniową nieobecność ucznia z powodu zbyt dużej liczby zachorowań?
Nauczyciel powinien to usprawiedliwić choćby dlatego, że sam często jest ojcem, matką i dziadkiem, a więc powinien znać rozterki rodziców w tym okresie. Zdrowie jest najważniejsze, a my i tak sobie poradzimy z edukacją.
Pani Marzena Machałek, wiceminister edukacji narodowej, proponuje nauczycielom, którzy obawiają się o swoje zdrowie, a są w wieku emerytalnym, aby przechodzili na emerytury. Niektórzy nauczyciele jednak zamierzają korzystać ze zwolnień lekarskich? Czy nie obawia się pan nadużyć w tym zakresie?
Zwolnienie lekarskie wystawia lekarz i to on zdecyduje o tym, czy nauczycielowi taki dokument wystawić z uwagi na pandemię i jego stan zdrowia. Nie wydaje mi się jednak, że nauczyciele nagle zaczną brać zwolnienia, bo doskonale wiedzą, jaka jest sytuacja na rynku pracy. Zachęcam ich jednak do tego, aby dbali o swoje zdrowie.
Czyli jak?
Zakładając maseczki i nakazując dzieciom myć ręce kilka razy w ciągu pobytu w szkole, a nie tylko po przyjściu do niej. Sprawdzając, czy pani woźna lub sprzątaczka przetarła ławki w klasie na przerwie.
A jak powinna wyglądać sytuacja w pokoju nauczycielskich?
To oczywiście będzie problem, ale dyrektorzy muszą go rozwiązać indywidualnie, a nie minister. Oczywiście mamy takie sytuacje w szkołach, że w tych pomieszczeniach nauczyciele ze względu na ciasnotę siedzą wręcz jeden na drugim. Trzeba będzie podjąć decyzję o rozrzedzeniu lub szukać innych pomieszczeń.