statystyki

Obraz uczelni po nowelizacji [FELIETON KIDYBY]

autor: Prof. Dr Hab. Andrzej Kidyba21.09.2019, 08:00
Najbardziej szkoda mi młodszych kolegów, którzy są na początku kariery i aby jej nie zwichnąć, muszą mieć wenę non stop i muszą produkować, i to tam, gdzie dają dużo punktów.

Najbardziej szkoda mi młodszych kolegów, którzy są na początku kariery i aby jej nie zwichnąć, muszą mieć wenę non stop i muszą produkować, i to tam, gdzie dają dużo punktów.źródło: ShutterStock

Najbardziej szkoda mi młodszych kolegów, którzy są na początku kariery i aby jej nie zwichnąć, muszą mieć wenę non stop i muszą produkować, i to tam, gdzie dają dużo punktów.

D osyć konsekwentnie unikałem odniesienia się do sytuacji polskich uczelni. Zarówno w dyskusji przed uchwaleniem ustawy z 20 lipca 2018 r. o szkolnictwie wyższym i nauce, jak i po jej wejściu w życie. Powodów miałem bez liku, nie chcę się do nich odnosić, bo to już przeszłość. Ale przecież cała legislatura okołouczelniana jest ogromnie ważna, gdyż wpływa na kilkaset tysięcy osób zatrudnionych, a jeszcze więcej, gdy dodamy do tego rodziny. Dotyczy też przyszłości polskiego społeczeństwa. Nie chciałbym się powtarzać, ale nazwanie ustawy o szkolnictwie wyższym i nauce konstytucją dla nauki to normalne brednie. Nie tylko w jej kontrowersyjnym kształcie. Natomiast w związku z „wchodzeniem” w życie ustawy, co jest zaplanowane (i słusznie) na pewien okres, warto się odnieść do niektórych kwestii przez nią regulowanych. Liczba zagrożeń związanych z ustawą jest naprawdę duża. Na przykład amerykański pomysł rad uczelni.

Już dziś widać, że powołując nowy organ, jakim jest rada uczelni, nie wzięto pod uwagę mogących się pojawić braków personalnych w obsadzie tych organów. Analizując skład tych gremiów, można niektórym uczelniom po prostu współczuć. Prezes lokalnej spółdzielni na czele rady uczelni zatrudniającej kilka tysięcy, a kształcącej ok. 30 tys. osób? Cóż, każdy ma to, na co zasłużył.

Drugie zjawisko, co prawda praktyczne, które przyjąłem z zaskoczeniem, to przygotowanie statutów uczelni będące w pewnym sensie wynikiem treści ustawy. Okazało się, że wcale nie tak mało było ich opracowywanych poza szkołami wyższymi, gdyż czynności te zostały zlecone na zewnątrz. I to również tam, gdzie są prężne wydziały prawa. W wielu uczelniach ostatecznie senaty przedwakacyjnym rzutem na taśmę przyjmowały statuty z pominięciem – co chyba najbardziej boli – dyskusji akademickiej. Projekt zewnętrzny, jakieś uwagi komisji senackiej, bardzo krótki okres konsultacji, brak wpływu na ostateczny kształt i… jest statut.

W jednym z uniwersytetów na uwagę pracowników protestujących przeciwko złamaniu zasad demokratycznego wpływu pracowników na życie uczelni usłyszeli oni, że do tematu będzie można wrócić, ale po uchwaleniu statutu. Niestety długiej dyskusji nad ustawą z 20 lipca 2018 r. przed jej uchwaleniem nie towarzyszyła taka sama debata już na samych uczelniach. Do tego dochodzą rozbudowane kompetencje rektorów. Widmo socjalistycznej zasady jednoosobowego kierownictwa jest już tak bliskie, że dotykalne.

Zapowiadane szumnie zmiany w strukturze uczelni często kończą się tym, że np. dotychczasowi dziekani po wyczerpaniu limitu dwóch kadencji stają się nowymi dziekanami, dyrektorami wydziałów, instytutów itd. Nowe nie przyszło.


Pozostało jeszcze 80% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (15)

  • Nikodem(2019-09-21 22:19) Zgłoś naruszenie 180

    Reforma jakiegokolwiek sektora życia wymaga odpowiednich, długofalowych nakładów finansowych, gdyż inaczej pozostanie zbiorem pobożnych życzeń na papierze. Ustawa 2.0 jest takim niewypałem, bo nie ma funduszy na rozwój szkolnictwa wyższego ani nauki. Szkoda, że to wszystko tak się fatalnie zakończyło, ale bez pieniędzy nie mogło być inaczej. Tak to jest z reformami/deformami polskiej nauki na papierze w minionym 30-leciu polskiej demokracji. Idzie bieda.

    Odpowiedz
  • metatron(2019-09-21 20:49) Zgłoś naruszenie 121

    Dobrze rozumiem? Prezes społdzelni [ mieszkaniowej ] w Radzie Uczelni? . W Poznaniu mogloby się to skończyć powołaniem prezesa PSM-Piątkowo, z niepełnym wyższym wieczorowym, ale "reprezentującym" 48 tys. mieszkańcow miasta. Aha, duży zegarek.

    Odpowiedz
  • kraj paradoksów(2019-09-22 12:00) Zgłoś naruszenie 125

    Sami profesorowie przekonują nas, że polskie uczelnie to dno. Prosty przykład - uczelnie prawnicze. Po 5 latach nauki absolwent takiej uczelni nie ma żadnych uprawnień prawniczych. ŻADNYCH, a w zasadzie takie same jak każdy inny, kto takiej uczelni nie ukończył. Czyli za 5 lat nauki, przez rzekomo najlepszych na świecie profeosorów - stan wiedzy takiego absolwenta jest taki, że nie wolno mu niczego więcej jak np. absolwentowi szkoły zawodowej o profilu cieśla-monter. To już nawet po zawodówce, cieśla monter ma więcej uprawnień niże absolwent prawa - magister po polskich studiach. Profesorowie przecież słyszą, że korporacje twierdzą, że absolwent studiów to prawnicze zero. I nie protestują, czyli w zasadzie chyba podzielają opinię korporacji o swojej pracy. Podobnie inżynierowie, architekci itd... - nie może nic, bo najważniejsze, żeby zapisał się do izby. Jak jest w izbie, nagle uzyskuje cudowne właściwości, zupełnie jak ci prawnicy w korporacji.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Wiera(2019-09-22 21:57) Zgłoś naruszenie 103

    Uczelnie powinny być prywatne. Tak jak te które masowo produkują noblistów np. Oxford, czy Cambridge

    Odpowiedz
  • Bzik(2019-09-23 00:50) Zgłoś naruszenie 90

    Gowin pokłada wielką nadzieję w wyłonieniu późną jesienią 10 uczelni badawczych w drodze konkursu (ewenement na skalę globu). Ponoć one mają konkurować z takimi brytyjskimi uczelniami jak Oxford czy Cambridge. Nie wiem, czy mam się śmiać, czy może płakać? Takie są kulisy bubla zwanego szumnie konstytucją dla nauki. Fantazje mamy ułańską.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Z tego świata(2019-09-22 17:00) Zgłoś naruszenie 91

    Przecież reformę przygotowywał minister, któremu nigdy nic się nie udało, za co się zabrał, to knocił. Ustawa z rażącymi błędami merytorycznymi została skierowana do Sejmu, który wprowadził 100 poprawek. Nie można poprawkami naprawić bubla legislacyjnego i w ogóle koncepcyjnego. Niestety to zostało przepchnięte przez Sejm, bo trzeba było zaspokoić próżność ministra, a jeszcze bardziej niestety, prezydent tego bubla podpisał, choć wiedział o licznych ostrzeżeniach i protestach. Ciekawe, kogo się radził w tej sprawie spośród swoich doradców.

    Odpowiedz
  • ANTYPiS(2019-09-22 19:44) Zgłoś naruszenie 70

    POLSKIE UCZELNIE WYŻSZE,NIE LICZĄ SIĘ W ŚWIECIE!!!MIMO TAKICH TUZÓW NAUKI JAK: MARIA SKŁODOWSKA-CURIE, NASZE UCZELNIE, TO DNO!!GOWIN =MATOŁ JE DOBIŁ!!!

    Pokaż odpowiedzi (3)Odpowiedz
  • obserwator(2019-09-29 11:07) Zgłoś naruszenie 40

    Jeśli za reformowanie nauki biorą się tacy ludzie jak Gowin, który poza własnym narcyzmem nie posiadał żadnych osiągnięć zarówno w sferze nauki, jak i polityki - to jak wspomniana reforma mogła się udać? I widać to w licznych szczegółach tej ustawy !!! Zachęcam do lektury !!!

    Odpowiedz
  • Czytelnik (2019-09-21 19:44) Zgłoś naruszenie 215

    Czemu ten felieton jest tak chaotycznie napisany? Jakieś luźne hasła

    Odpowiedz
  • Mania(2019-11-11 16:48) Zgłoś naruszenie 10

    W Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym w Szczecinie dziekan został jednocześnie przewodniczącym dyscypliny. Rada dyscypliny została powołana z osób bez znaczącego dorobku naukowego. Powołano osoby, które przez 6 lat nic nie opublikowały w czasopiśmie z IF. Natomiast osoby, które mają dorobek z IF (za 200, 140, 100 punktów) pominięto. Kto się naraził to nie ma szans. Jak osoby bez dorobku mają wpływać na rozwój dyscyplin?

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane