Od tego roku szkolnego w krajobrazie edukacyjnym zabraknie 7 tys. gimnazjów. Przy tak dużej zmianie pojawiało się wiele obaw.
W 2016 r., kiedy rząd PiS cofnął obowiązek wysyłania 6-latków do pierwszej klasy, a także znane były plany Anny Zalewskiej, że gimnazja zostaną zlikwidowane, Związek Nauczycielstwa Polskiego oszacował, że pracę wskutek tych zmian może stracić nawet 45 tys. pedagogów. Sławomir Broniarz tłumaczył wtedy, że 37 tys. nauczycieli gimnazjów trafi na bruk i do 8 tys. nauczycieli wczesnoszkolnych (czyli z klas I–III) zostanie bez pracy. Dziś okazuje się, że te obawy były nieuzasadnione, a nauczycieli szkoły wciąż chętniej chcą zatrudniać niż zwalniać.
Kadra w szkołach
Oczywiście występowały przypadki zwalniania, ale było one marginalne. – W dużych miastach część nauczycieli odeszła z zawodu lub na emeryturę. U nas nauczycieli z gimnazjum przejęła duża szkoła podstawowa. Dzięki wsparciu samorządu, a także ograniczaniu liczby godzin ponadwymiarowych nikt z wygaszanego gimnazjum nie stracił pracy – potwierdza Jacek Rudnik, były dyrektor gimnazjum, a obecnie wicedyrektor Szkoły Podstawowej nr 11 w Puławach.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.