Ograniczenie doktorantom możliwości kształcenia do jednej szkoły doktorskiej to arbitralna ingerencja w konstytucyjne prawo do nauki – ocenia rzecznik praw obywatelskich.
Reklama
Obostrzenie to wynika z art. 200 ust. 7 ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (Dz.U. z 2018 r., poz. 1668 ze zm.). Zgodnie z tym przepisem można być doktorantem tylko w jednej szkole doktorskiej. Przepis ten nie wyklucza co prawda studiowania w kolejnej po ukończeniu kształcenia w pierwszej, ale w takim wypadku doktorant (który będzie już posiadał stopień naukowy) nie otrzyma stypendium.
Zdaniem RPO przepis ten budzi wątpliwości konstytucyjne. Ogranicza bowiem prawo do nauki, o którym mowa w art. 70 ust. 1 konstytucji. Zobowiązuje on państwo do zapewnienia dostępu do wykształcenia dla możliwie dużej liczby osób.
RPO podkreśla, że nie oznacza to jednak obowiązku zagwarantowania wszystkim chętnym możliwości kształcenia na studiach, w tym też doktoranckich. Mogą istnieć regulacje prawne ograniczające dostęp do kształcenia zgodnie z określonymi kryteriami merytorycznymi (w szczególności osiągnięciami kandydatów).
Rzecznik wskazuje jednak, że przyjęte w ustawie - Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce rozwiązanie arbitralnie ingeruje w dostęp do szkół doktorskich dla osób, które kształcą się już w innej placówce. I to bez względu na ich osiągnięcia. W praktyce może to oznaczać, że do szkoły doktorskiej dostanie się osoba ze słabszymi wynikami, a ta z wyższymi już nie, bo była już doktorantem.
Osoby kształcące się w szkołach doktorskich, które będą chciały podjąć naukę w innej placówce, będą musiały wstrzymać się z realizacją tego zamiaru do czasu ukończenia studiów lub podjąć kształcenie w płatnym trybie eksternistycznym. W ocenie rzecznika takie czasowe wykluczenie możliwości nieodpłatnego pobierania nauki nie znajduje uzasadnienia.
Nie może być nim na pewno konieczność ochrony finansów publicznych państwa. Umożliwienie doktorantom jednoczesnego kształcenia się w więcej niż jednej szkole doktorskiej nie musi bowiem pociągać za sobą dodatkowych kosztów związanych z wypłatą stypendium doktoranckiego, bo kształcący się równocześnie w kilku szkołach doktorskich mogliby uzyskiwać stypendium tylko w jednej wskazanej przez siebie jednostce.
Zdaniem Adama Bodnara trudno też uznać, że istniejące ograniczenie eliminuje zachowania patologiczne polegające na nieodpowiedzialnym korzystaniu z prawa do bezpłatnego studiowania. Przepisy nie uzależniają bowiem możliwości podjęcia kształcenia w kolejnej szkole doktorskiej od określonych osiągnięć, lecz jedynie od formalnego zakończenia kształcenia w jednej ze szkół.
W ocenie rzecznika przepisy nie stanowią też skutecznego narzędzia dla zapewnienia wysokiej jakości pracy naukowej doktorantów. RPO kwestionuje pogląd, że doktorant kształcący się w dwóch szkołach nie będzie w stanie prowadzić badań na odpowiednim poziomie. Przeczy temu to, że obecnie niektórzy z nich już teraz z powodzeniem przygotowują rozprawy doktorskie z zakresu różnych dziedzin na tych samych bądź różnych uczelniach.
RPO zwrócił się do szefa resortu nauki o zajęcie stanowiska w tej sprawie.