– Inspektorzy pracy przeprowadzili 108 kontroli związanych z problematyką sporów zbiorowych w placówkach oświatowych. W związku ze stwierdzonymi nieprawidłowościami skierowali do pracodawców 20 wniosków w wystąpieniach i wydali trzy polecenia ustne. W pięciu przypadkach skierowali do prokuratury zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa – wylicza Danuta Rutkowska, rzecznik prasowy głównego inspektora pracy.

Co sprawdzała PIP

W kontrolach chodziło o sprawdzenie, czy przestrzegano art. 8 ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 174 ze zm.). Zgodnie z nim pracodawca musi niezwłocznie podjąć rokowania w celu rozwiązania sporu w drodze porozumienia i zawiadomić równocześnie o powstaniu sporu właściwego okręgowego inspektora pracy.

W kwietniu pisaliśmy, że kilka tysięcy dyrektorów nie zgłosiło do okręgowych inspekcji pracy, że są w sporze z pracownikami. Według Ministerstwa Edukacji Narodowej (MEN) jest to naruszenie przepisów ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych przez niedopełnienie obowiązków, za co grozi kara grzywny i ograniczenia wolności. Na prośbę resortu inspekcja pracy miała przeprowadzić szczegółową kontrolę w placówkach oświatowych.

Główny Inspektorat Pracy pod koniec marca zażądał od okręgowych inspektoratów przygotowania list szkół, które zgłosiły powstanie sporu zbiorowego. Według danych, które napłynęły do GIP, szkół, przedszkoli i innych placówek oświatowych, gdzie doszło do sporu zbiorowego, było ok. 13 tys.

Swoje dane zbierały też poszczególne kuratoria. Pokazują one co innego. Na przykład lubuski okręgowy inspektorat pracy deklaruje, że napłynęło do niego 289 zawiadomień od placówek, tymczasem tamtejszy kurator wie o ponad 500 szkołach z przeprowadzoną procedurą sporu zbiorowego.

Polityczna kontrola

Opozycja nie ma wątpliwości, że kontrole PIP mają na celu zniechęcenie pracowników oświaty do kontynuowania lub wznawiania protestów.

– Zawiadamianie przez inspektorów prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez dyrektorów, którzy nie zgłosili sporu zbiorowego do okręgowych inspektoratów pracy, jest niczym innym jak próbą ich zastraszania – mówi Izabela Mrzygłocka, posłanka PO.

Podkreśla, że tak duża liczba kontroli PIP wskazuje na to, że instytucja ta została upolityczniona.

Kontrole nie podobają się – co jest oczywiste – również samym zainteresowanym, czyli dyrektorom placówek.

– Postępowanie PIP to nic innego jak forma nacisku na nas, abyśmy nie zachęcali pracowników do protestów. Takie „naloty” sprawiają, że nauczyciele zaczynają mieć wątpliwość, czy strajk jest legalny i czy może im coś w związku z tym grozić – mówi Marek Pleśniar, dyrektor Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.

Według niego wszystko wskazuje na to, że MEN nie będzie jednak potrzebować wsparcia PIP: wśród nauczycieli nie ma zbyt dużego zapału do kolejnej fali protestów we wrześniu, gdyż mogą na nim stracić ekonomicznie.

(Nie)legalny strajk

PIP odniosła się też do wznowienia strajku bez ponownego przeprowadzenia całej procedury. Taką opcję – czyli podjęcie protestu na podstawie przeprowadzenia kolejnego referendum, ale z pominięciem ponownego przeprowadzenia całego sporu zbiorowego, co mogłoby potrwać nawet kilka miesięcy – rozważa Związek Nauczycielstwa Polskiego (ZNP).

– Przepisy ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych regulują procedurę ogłoszenia i rozpoczęcia legalnego strajku, ale nie zawierają żadnych uregulowań odnoszących się do sformalizowania jego zakończenia, w tym czasowego zawieszenia akcji strajkowej i jej wznowienia – wyjaśnia Wojciech Gonciarz, dyrektor departamentu prawnego GIP.

Podkreśla, że w takiej sytuacji ewentualne spory wynikłe na tle wznowienia strajku bez dopełnienia formalności określonych w ustawie mogłyby zostać rozstrzygnięte wyłącznie na drodze sądowej.

Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego „Solidarność-Oświata”, ma wątpliwości, czy zwykłe referendum z pominięciem całej procedury jest legalne.

– Dla nas istotne jest stanowisko resortu pracy, który uważa, że procedurę trzeba powtórzyć. Nie chcemy się narazić na zarzut, że zorganizowaliśmy we wrześniu nielegalny strajk. Będziemy więc szukać innych form zwrócenia uwagi na problemy płacowe nauczycieli – podkreśla.

DGP pisał na ten temat 18 lipca 2019 r. w artykule „Wrześniowy protest nauczycieli może być nielegalny”. Część prawników i resort pracy przekonywali w nim, że nie jest możliwe odwieszenie strajku, jeśli zmienią się postulaty związku zawodowego. Według nich każda korekta przedmiotu sporu zbiorowego wymaga wszczęcia nowego sporu i przejścia etapów określonych w ustawie.

Jadwiga Płażek, radca prawny, mówi, że ustalona wskutek porozumienia rządu z Solidarnością 10-proc. wrześniowa podwyżka nauczycielskich pensji jest aktem bezwarunkowym i nie zostanie cofnięta niezależnie od tego, jak zachowają się nauczyciele.

– Raczej nie odrzucą oni tej oferty, co dawałoby im powód do kontynuowania strajku. Przyjęcie jej będzie niejako zaakceptowaniem gestu pracodawców przez czynności dorozumiane. Będzie to oznaczać, że całą procedurę należy przeprowadzić na nowo – tłumaczy.

Frankowicze pod presją, frank będzie drogi