Dyrektorzy placówek korzystają z różnych metod, by chuchać na zimne i nie dopuścić do najgorszego. Ale rozwiązania takie jak w USA, czyli bramki do wykrywania metali, nie są u nas na razie możliwe.
Tak jak pisaliśmy, nauczyciele są zobowiązani do rzetelnego realizowania zadań związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa uczniom w czasie zajęć organizowanych przez szkołę. O tym, ile może kosztować niedopatrzenie, mówią wyroki sądowe.
Najbardziej powszechnym rozwiązaniem stosowanym przez organy prowadzące szkoły i same placówki są konferencje, szkolenia i warsztaty. Jednak sposoby ich realizacji są często nietypowe. Na Pomorzu jest Hackaton Edukacyjny – to pomysł tamtejszego kuratorium oświaty skierowany do dyrektorów szkół i nauczycieli. W programie spotkań znajdują się m.in. tematy relacji w szkole: jak je budować, jakie mają znaczenie dla rozwoju uczniów, tworzenia pozytywnego klimatu do nauki i pracy, wspierającego środowisko wychowawcze uczniów. W Krakowie na zajęciach współorganizowanych z Uniwersytetem Jagiellońskim szefowie placówek oświatowych mogą poznać zasady zachowania w sytuacjach zagrożenia, techniki ratowania ludzi, sposoby alarmowania oraz współpracy ze służbami ratunkowymi. W innym programie są warsztaty i szkolenia dla nauczycieli, rodziców i uczniów z metod radzenia sobie z przemocą. Organizowany jest także Krakowski Tydzień Dobrego Słowa, poświęcony pozytywnej komunikacji i przeciwdziałaniu agresji słownej, mowie nienawiści.

Zespoły opracowują programy

By lepiej wspierać szkoły w walce z przemocą, niektóre samorządy decydują się na powołanie osobnych zespołów czy instytucji, które zajmują się tylko tematem bezpieczeństwa, opracowują programy skierowane do nauczycieli, rodziców oraz dzieci. Tak jest m.in. w Bydgoszczy czy Krakowie. Z kolei Szczecin zastanawia się nad powołaniem rzecznika praw ucznia, którego zadaniem byłoby m.in. wzmocnienie poczucia bezpieczeństwa uczniów w szkole. Większość placówek w bardziej lub mniej zorganizowany sposób korzysta też ze wsparcia służb. Tak jest m.in. w Lublinie, gdzie w ramach program „Bezpieczna szkoła” dzielnicowi odwiedzają szkoły, prowadzą zajęcia oraz pomagają w rozwiązywaniu problemów dotyczących demoralizacji nieletnich. Działa też dwuosobowy, zmotoryzowany gimibus-patrol, którego zadanie to systematyczne, bieżące patrolowanie, kontrolowanie i monitorowanie rejonów szkół i placówek oświatowych.

Sprawdzanie wchodzących

Oprócz szkoleń szkoły przy wsparciu kuratoriów i samorządów stawiają też na inne rozwiązania. W Warszawie i Częstochowie placówki mają elektroniczny system wejść i wyjść (karty elektroniczne). Podobne zabezpieczenie wprowadza właśnie Bydgoszcz. W innych miejscach szkoły mają w drzwiach wejściowych specjalny przycisk, którym drzwi może otworzyć tylko wyznaczony pracownik. Gdzieniegdzie uczniowie są wyposażani w identyfikatory. W innych szkołach w portierniach zatrudniane są osoby, których zadaniem jest weryfikacja osób wchodzących do budynku. W Krakowie, w niektórych placówkach, przy wejściach do budynku znajdują się domofony.
Ale można by pójść o krok dalej i zastanowić się nad umieszczeniem w szkołach wykrywaczy metalu. To rozwiązanie popularne w Stanach Zjednoczonych, do czego przyczyniły się liczne ataki z użyciem ostrej broni. Można byłby wstawiać w placówkach kuloodporne szyby lub drzwi do klas z zastosowaniem lustra weneckiego. Ale w Polsce to dziś nierealne. – Nie znam przypadku zastosowania takiego rozwiązania w naszym województwie. Myślę, że problemem są nie tylko koszty. To może być trudne także z przyczyn organizacyjnych. Dzieci musiałby wcześniej się stawiać do szkoły, by przejść kontrolę – mówi Ewa Klimczak z kieleckiego kuratorium. Prawnicy zwracają uwagę, ze szkoły to nie prywatne przedsiębiorstwa. To oznacza, że przyzwolenie na zastosowanie tego rozwiązania musiałby wydać organ zarządzający placówką, gmina czy kuratorium. – Do tego dochodzi jeszcze jeden aspekt. Placówka narażałaby się na zarzut, ze stosując wykrywacz metalu, godzi w dobra osobiste osób weryfikowanych za jego pomocą – podpowiada Patrycja Kozik, radca prawny w kancelarii GKK Gumularz, Kozik.
Opinia eksperta

Kontrole uczniów? Wątpliwe

Piotr Liwszic, specjalista ds. ochrony danych w spółce ODO 24
Zastosowanie monitoringu wizyjnego oraz możliwość kontroli wnoszonych przedmiotów na teren szkoły to działania, które na pewno mogą zwiększyć bezpieczeństwo wszystkich osób tam przebywających. Pojawia się jednak pytanie, czy byłyby zgodne z prawem. W pierwszym przypadku dotyczącym monitoringu wizyjnego przepisy prawa oświatowego (art. 108a) są jasne. Monitoring wizyjny, a więc rejestrujący wyłącznie obraz, może zostać wprowadzony po spełnieniu kilku ważnych warunków. Rejestracja musi być niezbędna do zapewniania bezpieczeństwa uczniów i pracowników lub ochrony mienia. Dyrektor placówki musi uzgodnić wprowadzenie kamer z organem prowadzącym szkołę lub placówkę (np. gminą) oraz przeprowadzić konsultacje. Co do zasady taki monitoring nie obejmuje pomieszczeń, w których odbywają się zajęcia dydaktyczne, wychowawcze i opiekuńcze, oraz pomieszczeń, w których uczniom jest udzielana pomoc psychologiczno-pedagogiczna, sal przeznaczonych do odpoczynku i rekreacji pracowników, pomieszczeń sanitarno-higienicznych, gabinetu profilaktyki zdrowotnej, szatni i przebieralni. Obraz, który został nagrany, szkoła lub placówka może przechowywać nie dłużej niż trzy miesiące od dnia nagrania. Zgodnie ze wskazanym przepisem prawa oświatowego w przypadku wprowadzenia monitoringu należy oznaczyć pomieszczenia i teren monitorowany w sposób widoczny i czytelny, np. za pomocą znaków graficznych.
Co do kontroli wnoszonych na teren szkoły przedmiotów, to trudno dziś wskazać możliwości przeprowadzania takich działań przez podmioty inne niż policja czy straż miejska. A nawet te służby mogą dokonywać takich działań jedynie w uzasadnionych przypadkach. Należy także wskazać, że zgodnie z przepisami kodeksu postępowania karnego (art. 222 par. 1) przeszukanie pomieszczeń należących do instytucji państwowej, a więc szkoły, wymaga wcześniejszego zawiadomienia o tym kierownika takiej instytucji lub jego zastępcy albo organu nadrzędnego i przeprowadzenia czynności w ich obecności.

Monitoring wizyjny

Osobną kwestia są kamery, coraz bardziej powszechne w polskich placówkach oświaty. W Bydgoszczy np. na 111 szkół i placówek prowadzonych przez miasto 87 posiada monitoring wizyjny. Obsługą zajmuje się straż miejska – dyżurny usytuowany w Bydgoskim Centrum Bezpieczeństwa ma podgląd wszystkich uruchomionych kamer. W Lublinie monitoring wizyjny działa we wszystkich szkołach podstawowych i dotychczasowych gimnazjach prowadzonych przez miasto. Placówki dysponują ok. 740 urządzeniami zainstalowanymi wewnątrz budynku oraz ok. 550 z podglądem na otoczenie poszczególnych placówek. W Łodzi i Częstochowie system jest stale rozbudowywany i modernizowany. Kamery umieszczone są w miejscach, gdzie najczęściej dochodzi do incydentów albo istnieje realne zagrożenie dla bezpieczeństwa, chodzi np. o korytarze, wejście do szkoły czy plac szkolny. Niezależnie od tego, w takich miejscach są dyżury nauczycielskie na przerwach.

Niewystarczająca opieka może potem kosztować

Sąd Okręgowy w Świdnicy wyrokiem z 13 września 2018 r. (sygn. akt II Ca 468/18) nakazał wypłatę uczennicy 20 740 zł zadośćuczynienia i odszkodowania za koszty leczenia. To rekompensata za uraz kolana po uderzeniu przez inną osobę drzwiami od szatni. Zdaniem uczennicy do zdarzenia doszło z winy nauczyciela wychowania fizycznego, który dopuścił się zaniedbania w nadzorze, bo nie pełnił dyżuru w szatni. Gmina nie uznała swojej odpowiedzialności, twierdząc, że uraz był wynikiem nieszczęśliwego wypadku, któremu nauczyciel nie mógł w żaden sposób zapobiec. Sąd stwierdził jednak, że to w jaki sposób organizowane są zajęcia oraz jak wykonywany jest nadzór, pozostaje do oceny osób zarządzających szkołą i wykonujących nadzór pedagogiczny. Ważne, by nadzór zmierzał do zapewnienia bezpieczeństwa uczniom.
Wyrok Sądu Najwyższego z 2 lutego 2011 r. (sygn. akt II CSK 392/10, OSNC-ZD 2011/4/87) w sprawie ucznia, który doznał ciężkiego urazu gałki ocznej podczas lekcji wychowania fizycznego. Chłopak domagał się zasądzenia od gminy zadośćuczynienia w wysokości 200 tys. zł wraz z ustawowymi odsetkami oraz renty w kwocie 1200 zł miesięcznie. Wyrokiem wstępnym z 8 czerwca 2009 r. Sąd Okręgowy w S. stwierdził roszczenie powoda za usprawiedliwione w zasadzie. Sąd Najwyższy jednak uznał, że obowiązek przestrzegania niezbędnych wymagań w dziedzinie bezpieczeństwa młodzieży w szkole nie ogranicza się do wydania konkretnych nakazów czy zakazów wynikających wprost z przepisów szczegółowych, lecz polega na stosowaniu wszelkiego rodzaju środków ochrony przez nauczycieli wobec powierzonych ich pieczy uczniów. Według SN zasady te powinny być honorowane w stosunkach szkolnych zarówno ze względu na bezpieczeństwo uczącej się młodzieży, jak i dla celów wychowawczych, polegających na wytworzeniu nawyku poszanowania własnego i cudzego bezpieczeństwa. Dlatego uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania i orzeczenia o kosztach postępowania kasacyjnego.
Wyrok Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z 5 września 2013 r. (sygn. akt I ACa 378/13) w sprawie zadośćuczynienia dla chłopca, który 4 lutego 2009 r. podczas przerwy lekcyjnej został raniony w oko klamką od drzwi w toalecie. Domagał się od gminy 150 tys. zł zadośćuczynienia wraz z odsetkami oraz odszkodowania w wysokości 1444,70 zł wraz z odsetkami. Pozwana jednostka wniosła o oddalenie powództwa i orzeczenie o kosztach. Sąd oddalił apelację i zasądził od pozwanej na rzecz chłopca 2,7 tys. zł tytułem kosztów zastępstwa procesowego w postępowaniu apelacyjnym. Uznał, że podstawowym przepisem w zakresie odpowiedzialności deliktowej za szkodę wyrządzoną przez osobę nadzorowaną jest art. 427 kodeksu cywilnego (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1025 ze zm.). Mówi on, że „kto z mocy ustawy lub umowy jest zobowiązany do nadzoru nad osobą, której z powodu wieku albo stanu psychicznego lub cielesnego winy poczytać nie można, ten obowiązany jest do naprawienia szkody wyrządzonej przez tę osobę, chyba, że uczynił zadość obowiązkom nadzoru albo, że szkoda byłaby powstała także przy starannym wykonywaniu nadzoru”. Sąd stwierdził, że obowiązek nadzoru jest obowiązkiem należytej staranności, a osoba go sprawująca powinna udowodnić, że uczyniła wszystko, co jest możliwe, by zapobiec szkodzie. W tej konkretnej sprawie pozwany nie wykazał, że nie ponosi winy w nadzorze.
Wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu z 4 lutego 2016 r. (sygn. akt XII C 154/15) w sprawie zasądzenia zadośćuczynienia od miasta – organu prowadzącego szkołę dla pobitego ucznia. Do zdarzenia doszło między dzwonkiem kończącym przerwę a rozpoczęciem lekcji, kiedy nauczycielka poszła do pokoju nauczycielskiego po dziennik zajęć. Chłopiec doznał urazu głowy oraz złamania kości nosa z przemieszczeniem. Sąd zasądził kwotę 55 520,85 zł wraz z odsetkami. Wskazał, że obowiązek nadzoru nad terenem szkoły obciąża podmiot, który szkołę prowadzi, a więc w konkretnym przypadku pozwaną gminę. Poza tym uznał, że nauczycielka nie stawiła się na czas, by pełnić swoje obowiązki, i w rezultacie dzieci pozostały bez jakiegokolwiek nadzoru. Tym samym uchybiła obowiązkowi wynikającemu ze statutu placówki, który stanowi, że uczniom zapewnia się opiekę nauczycieli podczas wszystkich zajęć edukacyjnych, pozalekcyjnych oraz imprez organizowanych na terenie gimnazjum i poza nim.