Dzień ósmy: rząd przygotowuje się do rozmów o zmianach w oświacie, pedagodzy rozważają, czy zasiąść do sprawdzania egzaminów.
Rząd wpadł na pomysł, jak wytypować rodziców do udziału w okrągłym stole oświatowym. Jak się dowiedział DGP, mieliby zostać wylosowani spośród chętnych. Jest jeden warunek: muszą być członkami szkolnych rad rodziców. Chodzi o to, by były to osoby najlepiej znające szkolne realia i aktywnie angażujące się w życie szkoły. Szczegóły pomysłu ma ogłosić w najbliższym czasie szefowa MEN Anna Zalewska. Formuła może budzić kontrowersje, ale rząd chce uniknąć podejrzeń, że wytypował rodziców, którzy mu sprzyjają. – W przyszłą środę, czwartek lub piątek odbyłaby się pierwsza sesja okrągłego stołu – zapowiedział wczoraj premier Mateusz Morawiecki. Szczegóły debaty na temat zmian w oświacie, m.in. kto zostanie zaproszony do rozmów, premier ma przedstawić w najbliższy czwartek.
Tymczasem na wniosek ZNP zwołano posiedzenie Rady Dialogu Społecznego na jutro – czyli w Wielki Czwartek. Ze strony rządu mają pojawić się wicepremier Beata Szydło i szef KPRM Michał Dworczyk. Jak wynika z zapowiedzi, rząd nie zamierza przygotować nowych propozycji dla nauczycieli, idzie tam z porozumieniem podpisanym już przez Solidarność. ZNP nie poddaje się. Strajk trwa.
Reklama
Co prawda kolejny dzień egzaminu ósmoklasisty przebiegł bez zakłóceń, jednak ważą się losy sprawdzania egzaminów. – Zastanawiamy się nad taką formą strajku – powiedziała jedna z egzaminatorek w rozmowie z DGP. I dodaje, że nikt z nauczycieli nie czuje się z tym dobrze. – Ale zostaliśmy postawieni pod ścianą. Czujemy się oszukani przez rząd i nie chcemy skończyć na tarczy – tłumaczy. Chodzi aż o trzy egzaminy: gimnazjalny, ósmoklasisty i maturalny. Sprawdzaniem zajmują się specjalnie przeszkoleni egzaminatorzy. Gdyby ich zabrakło, trudno byłoby w tak krótkim czasie znaleźć zastępstwo.
Szef CKE Marcin Smolik oraz minister edukacji Anna Zalewska przekonują, że problemu nie będzie. Tak jak nie było przy dotychczasowych egzaminach.
Ważą się też losy matur. Chodzi o kwestię dopuszczania uczniów do egzaminu dojrzałości. Żeby do tego doszło, rada pedagogiczna musi potwierdzić, że uczeń ukończył klasę trzecią. Podczas strajku rady się nie zbierają. Część szkół zawiesza protest na ten czas, żeby maturzyści nie byli poszkodowani. Zaś rząd zapewnia, że ma – w razie problemów – plan B. Łącznie ze zmianą przepisów.