Takie sprawy koncentrują się na dwóch zagadnieniach: kontroli prawidłowości pobrania i wykorzystania dotacji oraz sposobie ustalenia wysokości dotacji. Jeśli chodzi o kontrole, to jak Polska duża, tak duża jest rozpiętość metod ich przeprowadzania. Są jednostki samorządu terytorialnego, które tego typu kontrole w jednej placówce prowadzą przez cały czas. Bez trudu znajdziemy szkoły czy przedszkola, które jednocześnie są uczestnikami kilku postępowań o zwrot dotacji, zainicjowanych przez jednostkę samorządu terytorialnego. W znakomitej większości przypadków nie prowadzą one do zwrotu dotacji, bo nie ma ku temu podstaw.
Trochę tak. Niemniej jednak bez wątpienia angażuje czas i środki podmiotu, który tej kontroli jest poddawany. Musimy bowiem pamiętać, że w zakresie kontroli prawidłowości pobrania i wykorzystania dotacji nie obowiązują żadne ograniczenia, jednocześnie może się toczyć kilka takich inspekcji, a przepisy nie przewidują maksymalnej liczby dni kontroli w trakcie roku. Nie jest jednak tak, że takie sytuacje zdarzają się w każdej gminie lub powiecie. Są też samorządy, które cenią sobie współpracę z niesamorządowymi jednostkami oświatowymi i w żaden sposób nie postrzegają kontroli jako formy zwalczania niepublicznych szkół lub przedszkoli.
Te są inicjowane przez podmioty, które prowadzą działalność oświatową i chcą sprawdzić, czy organ dotujący faktycznie wypłaca dotację na poziomie przewidzianym ustawą. O tym, w jaki sposób są postrzegane samorządy, świadczy to, że wielu prowadzących szkoły czy przedszkola ma wątpliwości, czy należna im dotacja jest ustalana prawidłowo, ale obawa przed zainicjowaniem przez gminę kontroli sprawia, że rezygnują z odwoływania się.
Nie, często są zatwardziałe w obronie swojego poglądu, mimo że z orzecznictwa i doktryny wynika odmienna interpretacja. Niestety, traktują sprawy o zwrot dotacji na zasadzie: a cóż nam szkodzi zakwestionować, zobaczymy, jaka kwota finalnie się obroni. Przydałoby się więc wprowadzenie regulacji, która przewidywałaby zasądzenie zwrotu kosztów takiego postępowania na rzecz jego uczestnika, gdy organ wszczyna postępowanie administracyjne z urzędu, a jego finał jest odmienny od zamierzeń tego organu. Konieczność poniesienia kosztów postępowania przed SKO powodowałaby, że gminy i powiaty rozstrzygałyby sprawy w sposób bardziej obiektywny i rzetelny. Ponadto moim zdaniem jednostki samorządu terytorialnego mają łatwiej niż podmioty prowadzące szkoły czy przedszkola. Pewne zagadnienia prawne częściej są rozstrzygane na korzyść gmin lub powiatów. To oczywiście moja subiektywna ocena, ale uważam, że sądy są zbytnio skupione na ochronie środków publicznych, a nie praw jednostki, w tym kontroli organów władzy publicznej w zakresie rozpoznawania spraw tej jednostki.
Znakomitym przykładem będzie orzecznictwo kwestionujące możliwość finansowania dotacją oświatową premii uznaniowych lub trzynastek. Jako argument sądy wskazują w tym zakresie okoliczność, że dotacja to środki publiczne, które mają podlegać szczególnemu reżimowi ich wykorzystania, a przeznaczenie dotacji na premie uznaniowe czy trzynastki byłoby zbyt swobodnym gospodarowaniem tymi środkami. Uważam, że pogląd ten w zestawieniu z tym, że cała sfera budżetowa, w tym pracownicy sądów, otrzymują trzynastki, jest dość kontrowersyjny. Nie podważam zasadności wypłaty trzynastek pracownikom sądów, ale nie rozumiem, dlaczego osoby, które same otrzymują takie świadczenia, negują możliwość wypłaty ich pracownikom jednostek systemu oświaty ze środków z dotacji. Przecież te pieniądze nie są poza systemem środków publicznych. Co więcej, jednocześnie trzynastki czy premie uznaniowe są wypłacane przez gminy pracownikom przedszkoli i szkół samorządowych z tych samych środków publicznych, z których wypłacana jest dotacja.
Nie znam ani jednej sprawy, w której osoba prowadząca działalność oświatową sfinansowałaby zakup pojazdu dotacją.
Jeśli nawet taka sytuacja miała miejsce, to nie możemy zapominać, że wyjątek nie stanowi reguły. Sytuacje patologiczne zdarzają się w każdej dziedzinie życia – i elektryzują opinię publiczną. Tak jest, gdy zostanie zatrzymany lekarz za przyjmowanie łapówek, adwokat prowadzący samochód w stanie nietrzeźwości czy znany aktor za kradzież pieniędzy. Nie można jednak tych wyjątków przekuwać w zasadę. Już raz argument dotyczący rzekomych przestępstw popełnianych przez sędziów sprawił, że zamiast poprawy funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości mamy stan kompletnego chaosu.
Uważam, że chęć zarobienia na prowadzeniu szkoły i przedszkola w żadnym zakresie nie pozostaje w kolizji z dobrem dzieci czy młodzieży. Nie uważam, aby pewna misja danego zawodu miała pozostawać w sprzeczności z chęcią osiągnięcia na wykonywaniu tego zawodu zarobku. To taka sama sytuacja, jak w przypadku lekarza czy prawnika. Społeczne znaczenie wymiaru danej pracy nie jest argumentem za tym, aby uznać, że dana działalność powinna mieć charakter non profit. Przewrotnie, uważam, że powinno nam wszystkim zależeć na jak najlepszych warunkach pracy osób, które są zaangażowane w system edukacji. Zadowolony ze swoich zarobków nauczyciel będzie lepiej uczył nasze dzieci niż osoba, która jest rozgoryczona swoją sytuacją.
Uważam, że nie. Oczywiście każda osoba, która żyje w Polsce, dostrzega coraz bardziej widoczny problem niżu demograficznego. Proszę jednak pamiętać o tym, że niepubliczne przedszkola i szkoły to często jednostki kameralne, z mniejszą liczbą uczniów w oddziałach, w wielu przypadkach przyjmujące uczniów objętych kształceniem specjalnym. To sprawia, że obecnie nadal mają dużo uczniów. Oczywiste jest jednak to, że niż demograficzny w najbliższej przyszłości sprawi, że system edukacji ulegnie pewnym zmianom. Przedstawiciele władzy nie powinni jednak tworzyć atmosfery konfliktu oświaty samorządowej oraz niesamorządowej, lecz dążyć do wypracowania rozwiązań, które będą korzystne dla systemu edukacji.
Jako prawnik uważam, że tak wykorzystane środki publiczne nie odpowiadają reżimowi dbania o finanse publiczne. Jako obywatel natomiast, że takie reklamy świadczą źle o klasie politycznej i wskazują, że powoływanie się na zasady równości oraz tolerancji w kampanii wyborczej jest wyłącznie potrzebą chwili. Taka reklama nie przystoi jednostce samorządu terytorialnego, która chce być tolerancyjna i pluralistyczna. Z drugiej strony uważam, że to wskazuje na nerwowość w systemie samorządowej edukacji, skoro takie reklamy są zamawiane. Jeżeli jednak jest tak, że w samorządowych jednostkach niż demograficzny jest bardziej odczuwalny niż w placówkach niesamorządowych, to może warto ten problem przeanalizować oraz udzielić sobie odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się dzieje.
Nie będę mówił o szczegółach podejmowanych działań, ale reklama z pewnością nie będzie finałem tej sprawy.
Wprowadzenie jednolitych zasad prowadzenia kontroli na terenie całego kraju, ograniczenie czasu trwania kontroli oraz zmiana mentalności. Niestety, przedstawiciele sektora publicznego często postrzegają podmioty prywatne jako gorsze. Uważam, że to opinia niesprawiedliwa, ale również nieadekwatna.
Uważam, że przede wszystkim konieczność korzystania z profesjonalnej pomocy prawnej przez osoby prowadzące w Polsce działalność zarobkową jest efektem niestabilności porządku prawnego. Przedsiębiorcy radzą się prawników, bo potrzebują uzyskać rzetelną informację wobec trudności wynikających z często zmieniających się przepisów lub interpretacji orzecznictwa dotyczących tych samych zagadnień. Niestety, Polska jest przykładem kraju, w którym w systemie prawnym łatwiej poruszać się podmiotowi silniejszemu.
Często tak, bo korzystają nie tylko z zatrudnianych przez siebie radców prawnych, lecz także z profesjonalnych kancelarii prawniczych. Ponadto niesłuszne rozstrzygnięcie organu administracji, podtrzymane przez organ II instancji lub sąd, nigdy nie będzie wiązało się z odpowiedzialnością urzędnika, który rozpoznał sprawę w taki sposób. I wreszcie – wobec osoby prowadzącej działalność oświatową organ dotujący może inicjować wiele postępowań, co istotnie angażuje siły i czas. ©℗