„Rodzice dzieci leczonych w poradni ortodontycznej IMiD skarżyli się na długi czas oczekiwania przed gabinetem na wizytę, a brak wyników leczenia wiązali z zatrudnieniem lekarzy, którzy nie są specjalistami w dziedzinie ortodoncji” – alarmowała prof. Grażyna Śmiech-Słomkowska.

Przeprowadzona przez nią kontrola wykazała, że źle jest prowadzona dokumentacja w poradni, co uniemożliwia obliczenie rzeczywistych kosztów leczenia. Problem był też z zastaniem lekarza w pracy. W piśmie do MZ wskazywała, że uzyskała w IMiD od higienistki informację, że „lekarz bywa w piątki, a pacjenci z wadą rozszczepową są przyjmowani w środy”. „To wysoce niezadowalający sposób realizacji kontraktu podpisanego z NFZ” – sygnalizowała ministerstwu. W efekcie złożyła wniosek do NFZ o wstrzymanie funduszy na leczenie ortodontyczne w IMiD. Kontrolę przeprowadził też sam NFZ i na IMiD została nałożona kara pieniężna.

Dorota Kleszczewska, rzecznik prasowy IMiD, bagatelizuje sprawę. – Mamy pozytywną opinię z uwagami – twierdzi i zapewnia, iż jej placówka jest podawana jako przykładowo prowadzony instytut. A że kolejki, no cóż, to chleb powszedni w polskiej służbie zdrowia.

Inaczej jednak do tej sprawy podchodzą rodzice.

– Pół roku czekaliśmy na przyjęcie dziecka na wizytę w pracowni. Nasza córka nie mogła być tam zbadana. W końcu zdecydowaliśmy się iść do lekarza prywatnie– opowiadają Arkadiusz i Wioleta Podobasowie, rodzice małej pacjentki IMiD.

Mimo że afera w instytucie trwa od lat, mimo interwencji resortu, NFZ i konsultanta, sytuacja zamiast poprawić się, wciąż się zaognia. Wszystko przez konflikt personalny pomiędzy prof. Marią Hortis-Dzierzbicką a dyrekcją instytutu. To prof. Hortis-Dzierzbicka wyciągnęła na światło dzienne brudy swojej firmy: to ona opowiedziała konsultantowi podczas kontroli, że w instytucie dochodzi do fałszerstw dokumentacji medycznej i list obecności lekarzy, wyciągania pieniędzy z NFZ, przekładania w nieskończoność terminów zabiegów dzieci.

W reakcji na ten „donos” profesor odwołano z funkcji zastępcy kierownika kliniki chirurgii ds. interdyscyplinarnego leczenia wad twarzoczaszki i wszczęto wobec niej postępowanie dyscyplinarne. Postępowanie zostało umorzone, ale sprawa legalności pozbawienia jej stanowiska trafiła do sądu. Wciąż jest nierozstrzygnięta.

Zdaniem profesor Hortis-Dzierzbickiej kolejną represją dyrekcji wobec niej jest próba pozbawienia jej pracowni. Władze IMiD chcą przenieść ją do gabinetu, który zupełnie nie nadaje się do leczenia dzieci. – To pomieszczenie jest pozbawione światła dziennego i sztucznie wentylowane. Za ścianą ma toaletę i znajduje się przy korytarzu izby przyjęć. Nie nadaje się więc do badań pacjentów z zaburzeniami mowy – tłumaczy prof. Maria Hortis-Dzierzbicka, laryngolog foniatra. Z jej obecnego gabinetu dyrekcja chce zrobić pokój pielęgniarki oddziałowej. Wszystko – jak mówi – w celu usunięcia jej z placówki.

Instytut ustami swojej rzeczniczki prasowej Doroty Kleszczewskiej tłumaczy, że zmiana wynika z faktu, że oddają do użytku nową izbę przyjęć i zmieniają organizację pracy. – Żeby nie było tak, że jeden specjalista ma gabinet, z którego korzysta parę godzin dziennie albo tylko parę razy w tygodniu. Pracownia nie będzie przywiązana do nazwiska – wskazuje Kleszczewska.