Akademia Sztuki Wojennej ma zastąpić Akademię Obrony Narodowej. Po co ta zmiana?

Chcemy lepiej dostosować uczelnie do potrzeb wojska. Dodatkowo powstają nowe wyzwania. Sytuacja związana z naszym bezpieczeństwem jest bardzo dynamiczna i zmienna. Uczelnia musi w sposób szybki i elastyczny dopasować się do tych potrzeb. W tym celu będziemy tworzyć ośrodki analityczne, a także rozwijać bazę ekspercką i naukową. Drugim ważnym elementem zmian jest to, że chcemy wprowadzić tę uczelnie w ścieżkę awansu oficerów. W tym celu zamierzamy przywrócić oficera dyplomowanego. Warto też zwrócić uwagę na to, że jest to uczelnia wojskowa, w której nie ma ani jednego wojskowego studenta. Posiada tylko kursantów, którzy szkolą się od tygodnia do kilku miesięcy i to wszystko. To właśnie oni wystąpili do nas, aby przedłużyć im te kursy tak, aby mogli liczyć na tytuł oficera dyplomowanego. A to będzie dopiero wprowadzone wraz z utworzeniem Akademii Sztuk Wojennej.

Czyli dla chętnych oficerów w armii w nowej akademii będzie prowadzone kształcenie, które umożliwi im otrzymania tytułu oficera dyplomowanego?

Tak, ale z takim zastrzeżeniem, że bez tego tytułu nie będzie można się ubiegać o awans w armii. Będzie to warunek konieczny.

Jak długo trwałoby kształcenie przyszłych oficerów dyplomowanych?

Minimum od dwóch do czterech semestrów. Przy czym kształcenie będzie się odbywało w różnych formach, tak jak obecnie. Będą zarówno krótkie jak i długie kursy, weekendowe jak i stacjonarne. Takie rozróżnienie i podział jest absolutnie konieczny, bo uwzględni interesy wojska.

Wprowadzenie planu kształcenia wszystkich oficerów z pewnością będzie się wiązało z wyższymi wydatkami na ten cel….

Oczywiście subwencja na kształcenie z MON musi zostać zwiększona.

O ile?

W tym roku bieżącym o około milion złotych, a w kolejnych latach z pewnością subwencja musi być zwiększona o kilka milionów.

Nie brakuje osób, które krytykują pomysł powstania akademii sztuki wojennej. Uważają, że to jest cofanie się o 30 lat do starych rozwiązań. Czy trochę nie mają w tym racji?

Absolutnie nie wracamy do starych rozwiązań, a twierdzenia oponentów oparte jest wyłącznie na zmianie nazwy, jest bardziej zgadywaniem niż analizą. Chcemy, aby uczelnia była nie tylko na miarę XXI wieku, ale wyprzedzała rozwój wydarzeń. Akademia Sztuki Wojennej ma przewidywać, a jej analizy mają służyć sztabowi generalnemu.

Ale po co tworzyć w akademii specjalną komórkę zajmującą się analizą, skoro przecież taką role pełni Sztab Generalny. Czy te instytucji będą się dublować?

Nie. Będzie się to odbywało w ścisłej współpracy akademii i sztabu.

Zrezygnujecie ze studentów cywilnych?

Absolutnie nie. Oni są potrzebni, bo wprowadzają na uczelniach wojskowych dobrą atmosferę.

Cały czas nie rozumiem, dlaczego trzeba było zmieniać nazwę uczelni, która pociągnie dodatkowe wydatki, chociażby związane z wymianą stempli? No chyba, że prawdziwe są pogłoski, że ta zmiana jest potrzeba do wyrzucenia wykładowców i pozostałych pracowników związanych z poprzednią ekipą rządzącą. Czy tym samym tworzycie miejsce dla swoich?

Zmiany kadrowe są konieczne i będą podejmowane przez nowego rektora i nowe władze uczelni w całym roku akademickim. Będzie oceniana działalność naukowa, dydaktyczna, a zarazem potrzeby uczelni. Nie będziemy stosowali tu kryterium politycznego, ale wyłącznie merytoryczne.

Poprzednia ekipa zmieniła ustawę prawo o szkolnictwie wyższym tylko po to, aby rektorem akademii obrony narodowej mógł zostać były żołnierz. Wcześniej ograniczała się ona do żołnierzy zawodowych. Czy z tego powodu został odwołany rektor gen. Bogusław Pacek?

Musiał pożegnać się ze swoim stanowiskiem ze względu na swoją postawę i podejmowane decyzje.

Czy MON przywróci wcześniejsze rozwiązanie, że rektorem tej uczelni może być wyłącznie żołnierz zawodowy?

Nie ma takiej potrzeby. Minister obrony narodowej powinien mieć luz decyzyjny i nie powinien być związany przepisami. Rektora będzie wiec wyznaczał minister obrony narodowej, bo uczelnia jest podporządkowana resortowi. Innego rozwiązania nie wprowadzamy. W tej chwili szef MON awansował na to stanowisko żołnierza zawodowego i w tym zakresie nie przewidujemy żadnych zmian.

Uczelnia rozstała się też z prof. Stanisławem Koziełem, byłym szefem BBN. Czy przyczyną zwolnienia było to, że pracował dla poprzedniej ekipy?

Nie. Osobiście uważam, że profesor Koziej jest osobą znaczącą w dziedzinie nauk wojskowych i politologii. Nie mniej jednak obecny rektor nie miał dla niego odpowiedniego stanowiska.

W Akademii Sztuk Wojennych znajdzie się dla niego posada profesorska?

W nowej akademii musimy otworzyć się na nowych ludzi, w tym też na praktyków. Tu musimy sięgać po wojskowych liniowych. Z kolei wszystkich innych, w tym prof. Kozieja należy zapraszać, jako osoby wizytujące, prowadzące seminaria, czy okolicznościowe wykłady. Nie ma tu drogi zamkniętej, ale w pierwszej kolejności trzeba wprowadzić nową krew, czyli nowych ludzi.

Żandarmeria wojskowa zatrzymała ostatnio 40 osób, które w zamian za łapówki miały pomagać cywilom oraz podchorążym Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie i Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni w zdawaniu chociażby końcowych egzaminów językowych.

To jest sprawa bardzo przykra, a dla mnie osobiście bardzo deprymująca. Słuchacze tych uczelni zamiast przysiąść fałdów i wkuć kilkadziesiąt słówek, czy kilkanaście reguł gramatycznych, woleli sobie kupić egzamin. Z pewnością konsekwencje będą wyciągnięte. I choć są to młodzi ludzie i nie chciałbym, aby łamano im kariery, to z drugiej strony całe środowisko musi wiedzieć, że takich praktyk nie można tolerować.

Czy egzaminy zostaną powtórzone?

O tym zdecydują regulaminy poszczególnych uczelni. Z pewnością większość musi być powtórzona. Poszczególni słuchacze w zależności od stopnia zawinienia powinni zostać usunięci z uczelni, albo powtarzać rok.

Czy z armii też powinni być wyrzuceni?

To zależy od przypadku. Nie może to być decyzja automatyczna. Każdy przypadek władze uczelni powinny rozpatrywać indywidualnie.

W MON mówi się o zwiększeniu liczebności żołnierzy zawodowych, ale nie przekłada się to na zwiększenie limitu kandydatów na żołnierzy na studia wojskowe dla przyszłych oficerów.

Dotyczy to uczelni w Dęblinie, Wrocławiu, WAT w Warszawie i Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni. W nowym roku akademickim przyjmą one tylko 534 kandydatów na żołnierzy zawodowych W porównaniu do ubiegłorocznej rekrutacji liczba tego typu osób wzrośnie zaledwie o 12 miejsc. (Panie Ministrze sprawdziłem i pozostało w opublikowanym rozporządzeniu 534 kandydatów. A w 2014 r. było 522 miejsc.).

W kolejnych latach chcemy te limity zwiększyć o kilkaset dodatkowych miejsc. Nie sądzę, abyśmy mieli problem z kandydatami, bo ich jest po kilkunastu na jedno miejsce.

Generał Polko mówił, że problem tkwi nie tylko w limicie, ale kształceniu. Otóż okazuje się, że wszystkie osoby, które się dostaną na studia, je kończą. Czy nie powinno być tak, że limit jest większy, ale i odsiew większy?

Taki model zamierzamy przyjąć. Jednak edukacja nie lubi gwałtownych zmian, więc zmiany będziemy wprowadzać szybko, ale nie gwałtownie.

O dostaniu się na uczelnie wojskowe decydowały ponoć znajomości…

To był jeden z powodów wprowadzenia zmian kadrowych na uczelniach. Muszą nimi kierować ludzie rzetelni, uczciwy, którzy rozumieją swoją misję i powinność, a również traktują poważnie wymóg przyzwoitości.

Problem w armii są także awanse, mam na myśli przejście z korpusu podoficerów do oficerów?

Faktycznie obecny system jest niedrożny. W małym stopniu dochodzi do przenikania do wyższego korpusu. Dlatego chcemy otworzyć drzwi do awansu między trzema grupami zawodowymi, tj. szeregowych, podoficerów i oficerów. I to samo dotyczy sytuacji awansu z młodszego oficera na starszego, a także najwyższe stopnie generalskie. Ta kwestia jest przedmiotem naszej analizy. Decyzje w tej sprawie zapadną najprawdopodobniej latem. Przy czym chcemy, aby po spełnieniu określonych kryteriów podoficer miał gwarancje awansowania do korpusu oficerskiego.

Jakie według pana kryteria powinny decydować o przejściu do wyższego korpusu?

Z pewnością zdolności intelektualne, a drugą rzeczą to ukończenie z wynikiem dobrym lub bardzo dobrej szkoły podoficerskiej i przebieg kariery.

Czy zablokujecie przyjmowanie do armii osób po studiach cywilnych?

Nie. To zwiększa konkurencyjność w armii, a konfrontacja z innym punktem widzenia dla wojska jest bardzo pożądanie.

Czyli cywile nadal będą mogli trafić bezpośrednio do korpusu oficerów?

Tak, z zastrzeżeniem, że będą musieli przejść szkolenie czysto wojskowe. Wojsko nie powinno być wyizolowaną grupą zawodową, ani społeczną. Musimy w tym celu wskazać jasne kryteria naboru, które istnieją, ale trzeba je wzmocnić.

Kto po zmianach powinien decydować o awansie żołnierza?

Dowódca jednostki, dział kadr MON. Przy czym pod uwagę będzie brana jego dotychczasowa postawa.

A co, jeśli dowódca awansuje znajomego, a nie żołnierza, który bardziej na to zasłużył?

Nie zagwarantujemy powszechnej szczęśliwości. Chcemy jednak jasno wprowadzić nowego ducha.

W wojskowych izbach tradycji i pamięci mają się pojawić historycy, którzy będą skontrolować czy nie są gloryfikowani wojskowi PRL. Żołnierze mają być także edukowani historycznie z zakresu historii narodowej. Czyżby do armii mieli wrócić oficerowie polityczni?

Nie chce przywracać polidruków. Chce też jasno zaznaczyć, że nie chce rugować tradycji wojska, które istniało w PRL. Absolutnie nie o to nam chodzi. Z treści izb tradycji w jednostkach wojskowych należ usuwać po pierwsze zbrodniarzy i gloryfikowanie systemów komunistycznych.

Ale czy to jest rzeczywiście problem?

Jeśli jeszcze kilka lat temu w izbach pamięci znajdowały się gabloty poświęcone Karolowi Świerczewskiemu, to mi się wydaje, że jest to argument przesądzający. Ponadto tradycja wojskowa nie musi też uwzględniać całej historii Polski, ale jej chwalebne czyny.

A co z edukacją historyczną żołnierzy?

Od października wprowadzamy ten obowiązkowy przedmiot dla oficerów. Chcemy, aby każdy oficer znał polską historie, a docelowo również takimi kształceniem chcemy objąć podoficerów.

Ostatnio minister Macierewicz stwierdził, że najlepszym gwarantem naszego bezpieczeństwa powinna być wiara polskich żołnierzy. Czyżby ateiści nie będą mieli czego szukać w wojsku?

Wiara jest podstawą postawy moralnej. Rozumiemy to w ten sposób, że w wojsku muszą obowiązywać główne zasady dekalogu chrześcijańskiego. Ateista, jeżeli jest uczciwy i dochowuje zasad moralnych, na pewno zrobi w wojsku karierę.

Nie mamy już limitu 12 lat służby dla kontraktowych. Jeśli jednak cześć z nich będzie chciała odejść z armii, to czy będą liczyć na wsparcie przy przekwalifikowaniu?

Tak, nie mniej jednak armia musi się skupić na własnych interesie i na tych żołnierzach, którzy służą w niej.

Panu podlega też wojskowa służba zdrowia. Czy armia wciąż boryka się z brakiem lekarzy?

Tak. Bardzo ubolewam nad tym, że zlikwidowano Wojskową Akademii Medyczną, w której kształcili się przyszli żołnierze lekarze.

Reaktywujecie tę uczelnię?

Nie, ale chcemy zwiększyć liczbę miejsc na wydziale wojskowo-lekarskim Uniwersytetu Łódzkiego. Niestety na efekty będziemy musieli poczekać kilka lat.

Co w tym zakresie jeszcze ma się zmienić?

Chcemy wprowadzić ustawę o wojskowej służbie zdrowia.

Co ma się w niej znaleźć?

Priorytetem jest teraz dla nas dostęp wojskowych do świadczeń lekarskich. Obecnie dochodzi do takich absurdów, że pilot, który cierpi na drobną dolegliwość, musi czekać kilka miesięcy, a nawet pół roku na dostanie się do specjalisty na normalny zabieg.