statystyki

Doktorat to tylko prestiż. Nie gwarantuje pracy ani wyższych zarobków

autor: Urszula Mirowska-Łoskot, Artur Radwan05.08.2013, 07:10; Aktualizacja: 05.08.2013, 10:26
Firmy nie poszukują pracowników ze stopniem doktora.

Firmy nie poszukują pracowników ze stopniem doktora.źródło: ShutterStock

Rośnie liczba osób, które do tytułu magistra chcą dołożyć stopień naukowy. Jednak pracodawcy rzadko zwracają na to uwagę. Nie przekłada się to też na wyższe zarobki i szybszy awans.

Reklama


Reklama


Tylko w ciągu trzech lat liczba doktorantów wzrosła z 32 do ponad 40 tys. Osoby te liczą, że po ukończeniu nauki będą miały większe szanse na znalezienie zatrudnienia.

Jednak jak sprawdziliśmy, firmy nie poszukują pracowników ze stopniem doktora.

– W ofertach pracy bardzo rzadko pojawia się wymóg związany z posiadaniem doktoratu – potwierdza Anna Piotrowska-Banasiak, menedżer z firmy rekrutacyjnej Antal International.

Znacznie częściej pracodawcy szukają osób, które mają profesjonalne międzynarodowe certyfikaty. Potwierdzają one wiedzę i umiejętności, które faktycznie mogą być wykorzystane w pracy. Na ich podstawie łatwiej jest, niż sugerując się doktoratem, porównać kwalifikacje zawodowe kandydatów, ponieważ wszędzie na świecie są przyznawane na podstawie tych samych kryteriów.

– Według opinii funkcjonującej na polskim rynku pracy studia doktoranckie nastawione są na zdobycie wiedzy teoretycznej. Dla pracodawców ważniejsze są zwykle praktyczne umiejętności. Dlatego doktorat nigdy nie jest kluczowym czynnikiem decydującym o zatrudnieniu – twierdzi Anna Piotrowska-Banasiak.

Pułapka studiów

Zdaniem Karoliny Adamiec-Vook, eksperta Polskiego Forum HR, studia doktoranckie mogą okazać się pułapką i nawet zmniejszać szanse na pracę.

– Studia te kończy się po kolejnych czterech latach nauki. Są dość intensywne i trudno połączyć je z pracą. Jeśli osoba ma 30 lat i nie ma nawet jednego przepracowanego roku, będzie jej trudniej o etat – uważa.

Zaznacza, że przewagę będzie miał kandydat, który ma ukończone tylko studia magisterskie, ale ma kilkuletnią praktykę zawodową.

– Jeśli osoba podejmuje doktorat, bo chce pracować naukowo na uczelni, to taka decyzja jest sensowna. Może się jednak okazać błędem, jeśli ktoś decyduje się na niego tylko dlatego, że nie może znaleźć pracy po studiach magisterskich – przestrzega Karolina Adamiec-Vook.

Niewygodny urzędnik

Ukończenie studiów trzeciego stopnia nie przekłada się też na szybszy awans czy wyższe zarobki. Nie mogą na nie liczyć np. urzędnicy, nawet jeśli zdecydują się na zrobienie doktoratu w dziedzinie, którą na co dzień się zajmują. Jednak i wśród nich nie brakuje chętnych do zdobywania stopni naukowych.

– Nie mamy tak dużego funduszu szkoleniowego, aby wspierać doktorantów. Zauważamy jednak, że mimo to coraz chętniej, zwłaszcza młodzi pracownicy, decydują się na dalszą naukę. Uważają, że tytuł magistra spowszechniał – potwierdza Halina Stachura-Olejniczak, dyrektor generalny Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego.

Podkreśla, że osoby, które otwierają przewody doktorskie są informowane, iż po zdobyciu tego stopnia nie mogą liczyć na automatyczny awans czy nawet nagrodę.

– Jestem przeciwna wprowadzaniu dodatków finansowych dla doktorantów. Osoby, które zdobywają te stopnie, inwestują w siebie. Nie mamy pewności, że później nie przejdą np. do prywatnych firm lub innego urzędu – dodaje.

– Nie ma bezpośredniego przełożenia między doktoratem a awansem i takiego automatyzmu nie da się wprowadzić do przepisów. Ale przy ocenach kwalifikacyjnych powinno się go uwzględniać – uważa dr Aleksander Proksa, były prezes Rządowego Centrum Legislacji, dyrektor biura prawnego Narodowego Banku Polskiego.

Przyznaje, że obecnie pracuje z osobami, które mają stopnie naukowe, bo wśród kierownictwa jest to powszechne.

– Jest jednak dość dziwne, że wyższe kwalifikacje są niezbyt akceptowane w urzędach i traktuje się tam osoby z doktoratem jak trędowatych. Dyrektorzy łaskawym okiem spoglądaliby na pracowników z doktoratem, gdyby sami go posiadali – twierdzi Aleksander Proksa.

Doktor jak stażysta

Podobna sytuacja jest m.in. wśród nauczycieli. Stopnie naukowe nie przekładają się na awans i wyższe zarobki w szkole podstawowej, gimnazjum czy placówkach ponadgimnazjalnych. Osoba, która przychodzi do pracy w takiej szkole, może liczyć na stopień awansu nauczyciela kontraktowego, który jest bezpośrednio po stażyście. A to oznacza, że w hierarchii awansów zawodowych plasuje się zaledwie na drugim z czterech miejsc.

– Ostatnio chciałem zatrudnić nauczyciela akademickiego, który jest adiunktem, ale przepisy niestety nie pozwalają na zaproponowanie mu najwyższego stopnia awansu. Dlatego gdy podałem mu stawkę, natychmiast podziękował – opowiada Tomasz Malicki, dyrektor I Liceum Ogólnokształcącego im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie.

Wskazuje, że w jego szkole na 80 nauczycieli ponad 10 proc. z nich ma doktorat. – Nie mogę im jednak nic więcej zaproponować w porównaniu z pozostałymi osobami uczącymi, a taka możliwość w prawie powinna być – dodaje.

Podobnego zdania są związkowcy. – To jakiś paradoks, że nauczyciele, którzy są najlepiej wykształceni, nie mogą liczyć na żadne dodatki i nie są w systemie mile widziani – argumentuje Ryszard Proksa, przewodniczący sekcji krajowej oświaty NSZZ „Solidarność”.

Wskazuje, że wystarczyłoby wprowadzić dodatkową tabelę płac, tak jak to próbowano zrobić przy mistrzach uczących zawodu.

– Nie ma jednak woli politycznej, aby promować najlepszych pracowników – kwituje z rozżaleniem.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Reklama

  • doktorant(2013-08-10 11:57) Odpowiedz 10

    W tym roku planuję obronić swoją pracę doktorską (brzmi dosłownie jakbym miał się z kimś bić) i zgadzam się, że wartość takich prac jest śmieszna, mało tego po 4 latach nie wykonywania zawodu w mojej branży traci się prawo do jego wykonykonywania wogóle, co jest totalnym absurdem, robisz doktorat z dziedziny, w której chcesz potem pracować ale de facto przez 4 lata tylko czytałeś i pisałeś o tym, ponieważ twoja jednostka cię nie zatrudnia, to są tylko studia i kiedy już otrzymujesz tytuł doktora okazuje się, że nie możesz pracować w swojej dziedzinie bo w świetle prawa nie robiłeś przez te 4 lata nic =[
    Moi znajomi musieli wykasować z CV wpis o posiadanym doktoracie, żeby móc wogóle znaleźć pracę =[
    Ja na chwilę obecną szczerze żałuję podjęcia się doktoratu i wątpię, żeby mój stosunek do tego tematu zmienił się po obronie, nie czuję, żeby po obronie ludzie mnie zaczęli nosić na rękach.
    Na podjęcie pracy musi się zgodzić promotor, a u mnie na uczelni promotorzy się na to nie zgadzają =[
    Był najpierw boom na magistrów, teraz jest boom na doktorantów, zrobi się mnóstwo zbędnych doktorantów to będzie boom na habilitacje, a z każdym boomem wartość tych prac spada niemal do zera.
    Uważam, że nie powinno być wogóle doktoratów bo są bez sensu, w ich miejsce możnaby wprowadzić kursy doszkalające z różnych dziedzin i bez obowiązku podejmowania kursów tylko i wyłącznie ze swojej dziedziny, coraz popularniejsze jest łączenie dziedzin, w ten sposób podnosi się wartość pracownika i jego umiejętności, a artykuły i badania można robić i bez doktoratów =]
    Wszyscy, którzy macie egzaminy na studia doktoranckie już za miesiąc, przemyślcie to, czy chcecie się tak kisić i cofać w rozwoju przez najbliższe 4 lata, mówi wam to osoba z doświadczeniem, a nie jak wspomniał autor jednego z komentarzy, która zasłyszała coś od pani z warzywniaka...

  • doktorant(2013-08-05 16:13) Odpowiedz 10

    jak zwykle najwięcej do powiedzenia mają osoby, które nie mają bladego pojęcia o temacie, chory kraj

  • MAL(2013-08-05 15:17) Odpowiedz 10

    Strach czytać niektóre komentarze! Informuję Państwa, że "załatwienie doktoratu u znajomego profesorka" raczej nie jest możliwe: doktorant zdaje trzy egzaminy (język obcy, przedmiot dodatkowy, przedmiot kierunkowy) - każdy przed inną komisją. Obrona jest publiczna, następuje przed komisją doktorską (8-10 osób) i każdy może wejść z ulicy i zadać doktorantowi dowolną ilość pytań, na które ten odpowiada.

    Wybór tej drogi nie jest prosty, sam doktorat to poważna praca naukowa, choć wiadomo, że dla laików jakiś problem teoretyczny może wydawać się banalny, lub zbędny. Przedłużanie sobie młodości doktoratem? Nie sądzę! Praktycznie wszyscy doktoranci pracują zawodowo, albo na uczelni, albo gdzie indziej, bo stypendia doktorskie to kwoty rzędu 400 zł miesięcznie i nie każdy je otrzymuje!

    Proponuję najpierw uzyskać stopień naukowy a potem się wypowiadać.

  • arak(2014-04-08 12:34) Odpowiedz 10

    w przypadku nauczycieli to faktycznie kuriozum, ze nie jest premiowana wieksza wiedza - zwlaszcza w momencie kiedy w szkolach jest nadal pewna czesc inzynierow czy licencjatow

  • aaaa(2013-08-06 08:40) Odpowiedz 01

    jaki prestiż , na czole o tym nie pisze

  • salowa nie doktorowa(2013-08-05 12:58) Odpowiedz 01

    niektorzy zrzynaja teksty od innych naukowcow, lacza, mieszaja ( chyba blenderem) a potem bronią tego plagiatu... to raczej salowi a nie doktorzy!

  • insider(2013-08-06 08:52) Odpowiedz 01

    załatwienie dr u znajomego jest możliwe i zdarza się jak jak w innych dziedzinach w tym kraju... dla tych pozostałych ( większość) to droga przez ciernie , zwłaszcza jak nie mieszka się obok dobrej biblioteki itd

  • starfighter(2013-08-05 20:45) Odpowiedz 01

    Doktoat z nauk humanistycznych to strata czasu i pieniędzy, pisze się z reguły nie na ten temat, który chciało by się otrzymać, kompiluje treści zawarte w innych pozycjach, uzyskując niewiele praktycznej wiedzy. Do tego odstraszanie pracodawców domniemanymi wysokimi oczekiwaniami finansowymi.

  • menelium(2013-08-05 10:08) Odpowiedz 01

    @woda
    święta prawda!!! zresztą to i wynika z artykułu. W biznesie, gdzie konkurencja i zdrowe nawyki doktorat nic nie znaczy. Co innego w budżetówce- tu liczy się papier, a nie to co kto umie. Zresztą nie musi nic umieć i zazwyczaj nie umie, bo na posadkę wsadził go tatuś lub mamusia , a i doktorat załatwili u znajomego profesorka

  • jam jest(2015-07-16 15:46) Odpowiedz 00

    1
    z jednej strony - generalnie, żyjemy w kraju, w którym raz, że musisz mieć znajomości a dwa, lepiej się "nie wychylać", trzeba więc udawać idiotę i kogoś głupszego (jak niejedna blondynka udaje głupią, żeby jej facetowi się wydawało, że jest mądrzejszy), żeby przetrwać, w niejednej firmie czy urzędzie nie zatrudnią kogoś lepszego od siebie...

    2
    z drugiej strony doktorat doktoratowi nie równy, znam kilku doktorantów, i to debile są... możesz takiemu tłumaczyć a i tak nie zrozumie...

    wiec:
    doktorat z biologii, z nanotechnologii, z matematyki, logiki, z fizyki jądrowej - super

    ale już

    doktorat z religii, historii - to raczej banały

  • Zibi(2013-08-07 10:18) Odpowiedz 00

    Dr hab. gratuluję dobrego samopoczucia. Może u ciebie jest 1800 zł dla promotora za doktorat, ale są miejsca, gdzie jest to kilka tysięcy, a recenzuje ciągle ta sama grupa profesorów (oraz dr hab.) niezależnie od tematu pracy. Czyli można recenzować na temat, o którym nigdy nie opublikowało się nawet małego artykułu. Ani nawet na jakkolwiek zbliżony.
    Najwyraźniej wysokość premii za doktorat się różni, ale tak czy owak pomnożona przez kilka rocznie, daje niezłą sumkę. A tak właśnie pracują obrotni profesorowie - kilka doktoratów rocznie. Limity liczby doktoratów na profesora bywają regulowane na poziomie uczelni, ale przestrzeganie tego limitu nie jest kontrolowane.
    Brak kontroli nad poziomem doktoratów to druga patologia. Dziś normą są krytyczne recenzje, w których zawarte są zarzuty takiego kalibru, że praca nie powinna przejść. A konkluzja jest pozytywna, komisja złożona przecież z kolegów promotora głosuje za. Tego typu recenzje to zresztą polska plaga nie tylko przy doktoratach, ale i habilitacjach czy tytule profesorskim. Czy wynikająca z nowej ustawy konieczność publikowania recenzji to zmieni, śmiem wątpić.

  • l(2013-08-06 10:02) Odpowiedz 00

    u mnie nie było lekko wiele lat wyrzeczeń, po trudnych i prestiżowych studiach, nikomu w „tyłek nie właziłem” jak jakiś tam pisze, potwierdzam niestety że w zasadzie „luxusów” nie było i nie ma, a nawet często bardzo skromnie, tego typu rozumowanie że x jest przeciwny wprowadzaniu dodatków finansowych dla doktorantów, czy innych można odnieść do każdego „tzw. sukcesu życiowego”, np. różnych osób na różnych szeroko rozumianych stanowiskach kierowniczych, różnych profesorów, czy też innych w różnych profesjach, niektórzy woleliby nie płacić „najlepiej” różnym innym, a obcinać gdzie i ile się da, niech żyją skromnie np. jak głosi obecny papież ale realia są niestety inne bez pieniędzy ani rusz, wszystko wokół słono kosztuje, byle drobnostki, a dzisiaj np. piszą w innych mediach że niektórzy posłowie latają za miliony i nic bez żadnej odpowiedzialności, wybrani przecież i nie tylko oni przez naród suweren a za to jak dostatnio żyje się w tym kraju, tyle że komu ?, jeszcze jedno, pracę każdy może zmieniać, podobno jest wolny rynek, życzę zawsze na lepszą,

  • dr hab.(2013-08-07 09:47) Odpowiedz 00

    Zibi - bzdury piszesz. Każda szanująca się uczelnia ma limity maksymalnej liczby doktorantów na promotora (u mnie na wydziale to 4 doktorantów). Po drugie - 1800 zł na rękę za 4 lata prowadzenia doktoranta to są śmieszne pieniądze - za ekspertyzę napisaną w jeden dzień biorę między 4 a 8 tys. zł więc nie bredź, że za doktorat to są jakieś bajońskie sumy. Natomiast to, co jest niezwykle cenne dla doktoranta i promotora - to związanie tematu doktoratu z problemami realnie występującymi w gospodarce, w konkretnych firmach.
    To daje korzyści każdej ze stron (uczelni jak i firmie).

  • Vesemir(2013-08-06 09:31) Odpowiedz 00

    @19
    nie bardzo wiesz o czym piszesz i właśnie straciłeś szansę na milczenie. Wiele doktoratów z nauk humanistycznych, podobnie jak ze ścisłych i technicznych jest do niczego ale wiele również jest bradzo wartościowymi pracami. W myśl Twojej logiki doktoraty i rozwój nauki powinien następowac tylko w dziedzinach technicznych a w zasadzie tylko w ramach zagadnień o praktycznym znaczeniu. Konia z rzędem temu, kto wskaże, co ma praktyczne znaczenie albo będzie miao za 10 lat. Zwłaszcza, ze zacieraja sie dotychczasowe podziały pomiędzy dyscyplinami naukowymi i np. doktorat z filozofii może okazać się bardzo użyteczny dla informatyka pracujacego nad algorytmami sztucznej inteligencji. Więcej pokory.

  • Bartoś(2013-08-05 13:26) Odpowiedz 00

    A po co doktorat. Lepiej nie mieć matury a stać się celebrytowym profesorem.

  • kil(2013-08-05 10:47) Odpowiedz 00

    @woda, menelium - to w jaki sposób wy po cichu marzycie o doktoracie, nie ma sie nijak do sytuacji jak jest. Zwyczaje godowe ślimaków są istotne dla zarządcy fermy ślimaków na przykład. A jak masz takiego "profesorka" co załatwia doktoraty to daj namiary...człowieczku żeby się wypowiadać trzeba mieć choć odrobinę wiedzy na temat, a nie snuć jakieś domysły na podstawie tego co się zasłyszało od wujka, ciotki, kolegi czy pani Zosi z warzywniaka.

  • jas(2013-08-05 15:45) Odpowiedz 00

    gleboka reforma uniwersytetow-likwidacja polowy kierunkow, laczenie kierunkow, szczegolnie w kulturze-np.konserwatorstwo, muzealnictwo, ochrona dobr kultury-to jest paranoja, nie mowiac juz o nie potrzebnych profesorach i doktorach na uczelniach- zjadacze publicznych pieniedzy, zreszta tak jest wszedzie

  • Zibi(2013-08-07 08:28) Odpowiedz 00

    Poziom doktoratów w ostatnich kilku latach bardzo się obniżył, bo uczelnie starają się zwerbować jak najwięcej doktorantów, skoro liczba studentów maleje.
    Pomijając wyjątki, prace doktorskie mają poziom, który kiedyś nie pozwoliłby na dopuszczenie do obrony. Ja to możliwe? Ano wszystkim zależy na pozytywnym finale: promotor dostanie wtedy kilka tysięcy honorarium, koledzy promotora-recenzenci 1500 zł brutto za recenzję, instytut ma w dorobku doktoranta. Jeśli promotor będzie zbyt restrykcyjny, podobnie komisja doktorska, to jeszcze doktorant się zniechęci i nici z zarobku. Poza tym profesorowie mogą mieć nieograniczona liczbę doktorantów, co przy wysokim honorarium za obroniony doktorat daje niezły dodatek do pensji, ale nie pozwala na rzetelną opiekę naukową nad powstającą pracą. I tylko o to w tym boomie na doktoraty chodzi, o zarobek profesury. Absolutnie kuriozalny poziom prezentują płatne studia doktoranckie.

  • +(2013-08-05 13:21) Odpowiedz 00

    Do "Z" :Two brat sprzedaje ***** i na tym zarabia.

  • ja(2013-08-05 11:58) Odpowiedz 01

    Znam 4 osoby, które ostatnio zrobiły doktoraty i nie obrażając nikogo, żadna z tych osób nie jest zbyt lotna. Nie wiem, co się dzieje, bo z tego co pamiętam ze studiów, doktor to była osoba z pewną wiedzą. Albo coś się popsuło z doktoratami albo ja mam pecha do znajomych

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

Reklama