Pod koniec czerwca na listach bezrobotnych w urzędach pracy widniały blisko 243 tys. osób mających dyplom wyższej uczelni – wynika z danych resortu pracy. Pobity więc został kolejny rekord. Nigdy wcześniej w połowie roku nie było tak dużo osób bez zajęcia z wyższym wykształceniem. Co istotne, ich liczba rośnie najszybciej – w ciągu roku zwiększyła się o 12,4 proc. Dla przykładu w tym samym czasie osób bezrobotnych z wykształceniem zasadniczym zawodowym przybyło o 7,6 proc., a tych ze średnim ogólnokształcącym – o 5,8 proc.

Eksperci nie mają wątpliwości, że to między innymi efekt boomu edukacyjnego, jakiego doświadczamy w ostatnich latach. Z danych GUS wynika, że w końcu ubiegłego roku wśród aktywnych zawodowo Polaków (zarówno tych pracujących, jak i bezrobotnych) około 5 mln (28 proc.) miało dyplom wyższej uczelni. To oznacza, że jest ich niemal dwukrotnie więcej niż przed dziesięcioma laty.

Siłą rzeczy gdy bezrobocie rośnie, to wśród osób bez zajęcia przybywa osób po studiach. – Ich liczba rośnie najszybciej, bo na wiele lat rynek pracy nasycony został różnego typu specjalistami – ocenia prof. Zenon Wiśniewski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Dotyczy to między innymi pedagogów, socjologów, historyków, absolwentów filologii, marketingu, zarządzania czy ekonomistów. Najgorzej mają ci, którzy liczyli na pracę w administracji – ta bowiem praktycznie wstrzymała rekrutację i nieprędko się to zmieni. A może być jeszcze gorzej – część ekspertów przewiduje, że z powodu koniecznych oszczędności związanych z długiem publicznym miejsc pracy w sektorze publicznym będzie ubywać. Ponadto wolne etaty, którymi ewentualnie mogłaby za chwilę dysponować budżetówka, zostały zablokowane przez wydłużenie wieku emerytalnego. Równocześnie kurczy się oświata, ponieważ mamy coraz mniej dzieci.

Zdaniem ekspertów problemy absolwentów wyższych uczelni wiążą się także z jakością kształcenia. – Do osób z wyższym wykształceniem zalicza się te, które ukończyły studia licencjackie – zwraca uwagę Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Invest-Banku. Jego zdaniem jest wiele szkół wyższych, w których można po prostu kupić dyplom licencjata. – Płaci się tam czesne, a wymagania są praktycznie żadne. Część osób z premedytacją się na to godzi, łudząc się, że tak zdobyty dyplom pomoże im na rynku pracy. Ale najgorsza jest sytuacja tych osób, które wierzą, że zdobyte w ten sposób wykształcenie ułatwi im zdobycie etatu – podkreśla Wojciechowski. Dlatego nieprzypadkowo wśród osób z dyplomem przybywa długotrwale bezrobotnych – w połowie tego roku blisko 73 tys. z nich szukało pracy ponad rok, w tym 34 tys. – ponad dwa lata.

Wzrost liczby bezrobotnych z wyższym wykształceniem potwierdzają również badania aktywności ekonomicznej ludności. Według ostatnich danych stopa bezrobocia wśród nich wzrosła w I kw. do 6,2 proc. (z 5,7 proc. w końcu ubiegłego roku). Ale wśród absolwentów, czyli tych, którzy ukończyli szkołę wyższą w ostatnich dwunastu miesiącach, wyniosła aż 26 proc.

Wzrost liczby wykształconych bezrobotnych to nie tylko polski problem. Przybywa ich w całej Europie. Jak wynika z danych Eurostatu, w Hiszpanii stopa bezrobocia wśród osób po studiach w wieku 25–64 lata wyniosła w ubiegłym roku 14 proc., w Grecji 17 proc., a w Portugalii 10,5 proc.