WYŁUDZENIA

Ostrzeżenia przed działalnością European Business Number EBN, DAD GmbH z Hamburga publikują wprowadzeni w błąd przedsiębiorcy z Finlandii, Słowacji, Grecji, Włoch, Francji, Rumunii czy Litwy. DAD GmbH rozsyła do firm z różnych krajów pismo informujące, że nie uzupełniły one swoich danych w rejestrze EBN. List zredagowany jest w taki sposób, że tworzy u odbiorcy wrażenie, że nie dopełnił jakichś obowiązków i ma ostatnią szansę na nadrobienie rzekomych zaniedbań. Po wypełnieniu i odesłaniu formularza przedsiębiorca dostaje fakturę na kwotę od 667 euro do 890 euro. Tytułem opłaty rocznej za umieszczenie danych w rejestrze.

Oszukują także Polaków

– Jeden z moich klientów właśnie dostał takie pismo. Odesłał wypełnione dokumenty, ale na szczęście nie opłacił jeszcze tych 771 euro faktury – przyznaje mec. Zbigniew Krüger z poznańskiej kancelarii Krüger & Partnerzy. – Nie można jednak wykluczyć, że jacyś przedsiębiorcy dali się oszukać i zapłacili – uważa prawnik. I zapowiada, że złoży w imieniu klienta zawiadomienie o próbie popełnienia przestępstwa z art. 286 kodeksu karnego, czyli oszustwa. – Jest to de facto propozycja biznesowa, tylko że sformułowana w taki sposób, że przedsiębiorca odnosi mylne przekonanie, że uzyskanie wpisu do rejestru jest obowiązkiem – wyjaśnia mec. Krüger. Łatwo ulec takiemu wrażeniu, szczególnie gdy nie zwróci się uwagi na znajdującą się w piśmie informację, że EBN nie jest związany z żadną instytucją Unii Europejskiej ani Komisji.

Regulując należność, przedsiębiorca zawiera z firmą z Hamburga trzyletnią umowę. Więc za rok dostanie kolejną fakturę za wpis do rejestru, z którego nie ma żadnych korzyści.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Dodatkowym utrudnieniem jest to, że dokonując wpłaty, przedsiębiorca automatycznie wyraża zgodę na poddanie się jurysdykcji prawa niemieckiego, czyli w praktyce – na rozwiązywanie wszelkich sporów z EBN przed sądem w Hamburgu. A to skutecznie zniechęca przedsiębiorców z Polski, Rumunii czy Bułgarii do walki o odzyskanie pieniędzy.

Dwa lata za 110 zł

Mechanizm oszustwa jest dokładnie taki sam, jak w przypadku naciągaczy działających w Polsce. Chodzi o podmioty podszywające się pod Centralną Ewidencję i Informację o Działalności Gospodarczej (CEIDG) czy Monitor Sądowy i Gospodarczy.

– Dokładna analiza pism wysyłanych przez takich oszustów dowodzi, jak sprytnie są one skonstruowane. Trudno np. postawić im zarzut poświadczenia nieprawdy. Abstrahując od przemyślności, problemem jest bezradność przedsiębiorców w sytuacji gdy wpis wiąże się ze stosunkowo niewielką opłatą – wyjaśnia Sabina Szafraniec, prawniczka zajmująca się doradztwem prawnym dla przedsiębiorców. – Jeśli przedsiębiorca został oszukany na kwotę 295 zł, jak w przypadku podmiotu o nazwie Centralna Ewidencja Działalności Gospodarczej i Firm, postępowania są umarzane na etapie czynności wyjaśniających prowadzonych przez policję z uwagi na znikomą szkodliwość społeczną czynu – dodaje.

Nie oznacza to, że na takich naciągaczy nie ma mocnych. Ostatnio na dwa lata bezwzględnego więzienia udało się skazać twórcę Krajowego Rejestru Informacji o Przedsiębiorcach. I to pomimo że wysyłał wezwania do zapłaty na kwotę zaledwie 110 zł. Postępowanie zostało zainicjowane na skutek zawiadomienia generalnego inspektora informacji finansowej, który dokonał blokady konta oszusta, podejrzewając go o pranie brudnych pieniędzy.

Dochodowe znaki towarowe

Myli się jednak ten, kto sądzi, że polscy oszuści poprzestają na stosunkowo niskich kwotach. Popularne w ostatnich miesiącach jest naciąganie przedsiębiorców zgłaszających znaki towarowe do Urzędu Patentowego RP. Informacje o nich są jawne, więc oszuści łatwo zdobywają adresy firm i wysyłają im pisma o zakwalifikowaniu do rejestracji np. w Rejestrze Krajowych Znaków Towarowych i Wzorów Użytkowych. Opłata za wpis: od tysiąca do kilku tysięcy złotych. Rzecz jasna rejestr nie zapewnia przy tym prawnej ochrony własności przemysłowej.

Choć Urząd Patentowy RP przestrzega przedsiębiorców przed oszustami, to takich, którzy dają się nabrać, wciąż nie brakuje.