Polacy są jednym z najgorzej ubankowionych narodów w Europie. Wystarczy popatrzeć na dane Banku Światowego. Wynika z nich, że wśród państw członkowskich Unii Europejskiej gorzej w tym względzie prezentują się od nas jedynie Bułgarzy i Rumuni. W 11 krajach spośród 28 rachunki bankowe ma ponad 95 proc. społeczeństwa. W Danii i Finlandii – niemal wszyscy. A w Polsce to zaledwie 78 proc. dorosłych obywateli. To oznacza, że co piąty z nas konta w banku nie ma.

Pojawia się pytanie dlaczego? Czy nie potrzebujemy konta bankowego? A może nie ufamy instytucjom finansowym? Otóż nie. Z badań Mastercarda wynika, że jedynie 27 proc. osób, które nie mają rachunku, twierdzą, że go nie potrzebują. A tylko (choć to i tak dużo) 16 proc. z nas nie ufa bankom.

Skąd więc tak niski odsetek posiadaczy kont bankowych? Odpowiedź jest prozaiczna: obawiamy się opłat. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że prowadzenie rachunku bankowego kosztuje – i to często dużo. Ze statystyk wynika bowiem, że jedynie 39 proc. spośród nieposiadających rachunku bankowego Polaków ma stałą pracę, a dla 79 proc. miesięczne dochody nie sięgają 2500 zł. Każda złotówka przeznaczona na prowadzenie konta w banku jest więc uznawana za niepotrzebnie wydaną. Wielokrotnie do naszej redakcji zgłaszają się zresztą czytelnicy, którzy proszą o pomoc. „W banku powiedzieli mi, że konto jest darmowe. Ale czytałam niedawno, że darmowe konta to fikcja i że kluczowy jest drobny druczek. Czy redakcja mogłaby sprawdzić, czy oferta banku X rzeczywiście jest dobra?” – takich pytań dostajemy setki w ciągu roku. I niestety prawda jest taka, że najczęściej drobny druczek jest kluczowy. Co prawda samo prowadzenie rachunku bankowego jest bezpłatne, ale dopiero po spełnieniu wielu warunków. Wiele osób zaś, które korzystają z elektronicznego pieniądza sporadycznie, tych wyśrubowanych norm nie jest w stanie spełnić. W efekcie płacą kilka, a niekiedy kilkanaście złotych miesięcznie za posiadany rachunek bankowy.

Problem nie jest jednak nieznany politykom. Co więcej, występuje w co najmniej kilku krajach Unii Europejskiej. Dlatego też 23 lipca 2014 r. została przyjęta dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/92/UE w sprawie porównywalności opłat związanych z rachunkami płatniczymi, przenoszenia rachunku płatniczego oraz dostępu do podstawowego rachunku płatniczego. Dlaczego piszemy o tym właśnie teraz? Ano dlatego, że polski ustawodawca właśnie wdrożył unijne przepisy do polskiego porządku prawnego. Stało się to w ramach nowelizacji ustawy o usługach płatniczych. To zaś oznacza, że nowe możliwości staną przed klientami otworem już w lutym bieżącego roku.

Przyjęte rozwiązanie zachwalali i parlamentarzyści w Sejmie i Senacie (i to ponad podziałami partyjnymi), i prezydent Andrzej Duda. – Celem jest podniesienie poziomu tzw. ubankowienia społeczeństwa (tj. liczby osób posiadających rachunek) poprzez zwiększenie liczby ofert usług płatniczych dostępnych dla konsumentów oraz poprawę jakości i przejrzystości tych usług, a także zwiększenie mobilności konsumentów oraz wprowadzenie ułatwień w zakresie porównywania opłat i usług w zakresie rachunków płatniczych – poinformowała nas w wysłanym komunikacie Kancelaria Prezydenta. – Wprowadzone rozwiązania mają na celu zwiększenie wyboru ofert usług płatniczych dostępnych dla konsumentów oraz poprawę jakości i przejrzystości usług płatniczych świadczonych przez ich dostawców, a także zwiększenie mobilności konsumentów oraz wprowadzenie ułatwień w zakresie porównywania opłat i usług w zakresie rachunków płatniczych – czytamy dalej w otrzymanym dokumencie.

Czy tak będzie w rzeczywistości? Wszystko wskazuje na to, że tak. Eksperci krytycznie oceniający ustawę nie kwestionują bowiem jej poszczególnych postanowień. Zwracają raczej uwagę na to, że za udogodnienia dla dotychczas wykluczonych finansowo zapłacą ci, którzy już teraz płacą za rachunki bankowe. Innymi słowy, korporacje zmuszone do stworzenia bezpłatnej oferty dla nowych klientów postanowią przerzucić koszty na tych, którzy korzystają z bardziej zaawansowanych usług i są gotowi za nie kilka(naście) złotych miesięcznie zapłacić.

Czy tak się stanie? Tego na razie nie wiadomo. Pewne zaś jest, że czy emeryt, czy dorabiający student będą mogli posiadać rachunek bankowy. Bez obaw o to, czy za jego prowadzenie nie przyjdzie któregoś dnia słony – nomen omen – rachunek.

Uchwalona ustawa to nie tylko nowe możliwości dla najsłabiej ubankowionych, lecz także poprawa sytuacji tych, którzy już z bankowości korzystają. Zwiększy się przejrzystość dzięki wprowadzeniu regulacji dotyczących porównywarek ofert, łatwiejsze będzie również przenoszenie rachunku od jednego dostawcy do drugiego.