Koniec roku to czas podsumowań. Jednym z najbardziej gorących tematów 2016 r. były kredyty frankowe. Czy na tym polu UOKiK może się pochwalić sukcesami?

Wydaliśmy kilka istotnych poglądów prawnych w sprawach dotyczących kredytobiorców. Dwa z nich zostały już uwzględnione przez sądy. Ale to oczywiście nie wystarczy. Poglądy prawne są przecież wydawane w indywidualnych sprawach. Tymczasem problem powinno się rozwiązać w sposób kompleksowy.

Czy są już na to jakieś pomysły?

W tym miesiącu, jak wszystko dobrze pójdzie, będą zawierane porozumienia z Polską Izbą Ubezpieczeń dotyczące ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych. Obejmą one również posiadaczy polis starego portfela. Będą więc miały szerszy zakres, niż to wynikało z dotychczasowych decyzji UOKiK. I wydaje się, że jeśli chodzi o przewalutowanie kredytów frankowych, to banki mogłyby pójść w takim właśnie kierunku jak ubezpieczyciele.

Czyli banki miałyby zawierać ugody z klientami w sprawie przewalutowań?

Tak. Chcielibyśmy też, aby te porozumienia czy ugody były dostosowane do konkretnych umów kredytowych i odzwierciedlały realia panujące w momencie ich zawierania. To pozwoliłoby wziąć pod uwagę bardzo przecież zróżnicowane interesy poszczególnych grup kredytobiorców. Na innych zasadach bowiem powinien być przewalutowany kredyt zaciągnięty w okresie, gdy frank był mocny, a na innych ten, kiedy to szwajcarska waluta była słabsza względem złotówki. Gdyby więc udało się stworzyć takie indywidualne porozumienia dla każdego banku osobno i dla każdego roku, w którym kredyt był zaciągany, to może udałoby nam się skutecznie rozwiązać ten problem.

Zawieranie takich porozumień miałoby się odbywać pod egidą UOKiK?

Osobiście tak bym wolał. Najważniejsze jednak jest, aby ten problem rozwiązać. Mniej ważne, czy to będzie pod egidą prezesa UOKiK, pana prezydenta, czy też szefa Komisji Nadzoru Finansowego. Jedno jest pewne – obie strony powinny uznać, że jest to najlepszy kandydat do odgrywania roli bezstronnego rozjemcy.

Czy banki są zainteresowane takim rozwiązaniem?

Zainteresowanie jest raczej znikome. Banki zachowują się, jakby było już po sprawie, a problem dotyczył tylko niewielkiej grupy kredytobiorców, a więc tych, których wysokość raty jest bardzo duża w stosunku do dochodów. Natomiast my uważamy, że jest to swego rodzaju tykająca bomba społeczna, którą należy zawczasu rozbroić.

Banki uważają również, że pomoc państwa frankowiczom się nie należy, bo przecież ci mieli świadomość, na jaki układ się godzą.

Ludziom, którzy zaciągali kredyty frankowe, tylko się wydawało, że wiedzą, co biorą. Można to porównać do sytuacji z czasów, gdy polskie domy na wsi były kryte łatwopalną strzechą. Trzeba było zamienić tę strzechę na materiał mniej łatwopalny. I zaczęto tę strzechę zamieniać na „bezpieczniejszy” eternit. Jeden problem został więc rozwiązany, ale przy okazji stworzono nowy. Wracając do kredytobiorców – ludzie po prostu nie mieli mieszkań, nie mieli też zdolności kredytowej w złotówkach, więc dano im „eternit”. Rozwiązanie problemu kredytów indeksowanych będzie zawsze jakimś kompromisem. Trzeba też mieć świadomość, że jest to problem, nad którym muszą pochylić się różne instytucje, a na pewno banki.

Banki mówią jednak, że to nie ich problem i że one nie mogą ponosić kosztów związanych z jego rozwiązaniem.

Nam chodzi o to, aby w tych porozumieniach spróbować wynegocjować takie warunki, które byłyby akceptowalne dla obu stron. Przecież przy ubezpieczeniach z UFK też nie było tak, że ubezpieczyciele zgodzili się nie pobierać żadnej opłaty przy rezygnacji z produktu.

Równowaga między interesami obu stron musi zostać wypracowana. Bez myślenia o niej nie uda się usiąść do stołu i osiągnąć porozumienia. Sukcesem będzie nie to, jak jedna ze stron przeciągnie linę na swoją stronę, ale jak kredytobiorcy i banki, przy udziale neutralnego mediatora, wypracują kompromis.

To oczywiście nie będzie łatwe, bo z jednej strony nie można dopuścić do sytuacji, w której banki zaczną bankrutować, a rynek i jego uczestnicy zostaną z zarządem komisarycznym i koniec końców klienci na tym stracą, wezwani do natychmiastowego spłacenia kredytu. Z drugiej strony mamy groźbę masowych bankructw kredytobiorców. Celowo wyolbrzymiam skalę konsekwencji potencjalnych scenariuszy, ale nie możemy niczego wykluczyć.

To może w takim razie należałoby banki przymusić do podjęcia kroków zmierzających do przewalutowania kredytów i wprowadzić w tym celu odpowiednie regulacje prawne?

Myślę, że jeszcze jest czas na to, by spróbować przeprowadzić tę operację bez wprowadzania dodatkowych regulacji. Przy regulacji ustawowej bowiem wszyscy są traktowani równo. A my byśmy właśnie chcieli, żeby cały proces opierał się na indywidualnym potraktowaniu każdego typu umowy. Zawsze trzeba brać pod uwagę, że będzie istnieć pewna grupa kredytobiorców, która po prostu nie będzie sobie życzyła przewalutowania. W każdym razie podejmiemy próbę przekonania banków do takiej ugodowej formy rozwiązania problemu frankowego. Nasze drzwi są dla nich otwarte.

Jaką politykę, jeżeli chodzi o karanie, zamierza prowadzić UOKiK w nadchodzącym roku?

Mój poprzednik preferował stosowanie przez urząd tzw. miękkich narzędzi w stosunku do przedsiębiorców. Moim zdaniem to nie do końca jest skuteczne. Oczywiście i tutaj należy zachować równowagę.

Czy w przyszłym roku szykują się jakieś zmiany legislacyjne z zakresu ochrony konkurencji lub konsumentów?

Za chwilę będziemy pisali założenia do projektu zmian ustawy deweloperskiej. Chodzi o wzmocnienie ochrony przyszłych nabywców mieszkań. Aby osiągnąć ten cel, rozważane jest wykreślenie z ustawy otwartego rachunku powierniczego.

Deweloperzy nie będą zachwyceni. Czy naprawdę jest taka potrzeba?

Co prawda nie było ostatnio jakiejś wielkiej upadłości deweloperskiej, ale gołym okiem widać, że gdyby się to zdarzyło, to otwarty rachunek powierniczy nie do końca zabezpieczałby interesy zwykłego Kowalskiego. Zdiagnozowaliśmy również problem na styku deweloperzy – sektor finansowy. To ujawniło się przy okazji upadłości SK Banku, w którym to deweloper założył taki otwarty rachunek powierniczy. Wówczas nie udało się odzyskać wszystkich pieniędzy przeznaczonych na mieszkania. A to dlatego, że sumy przekraczały kwotę gwarantowaną przez prawo bankowe.

W połowie roku zapewne wejdzie w życie ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwemu wykorzystywaniu przewagi kontraktowej w obrocie produktami rolnymi i spożywczymi. Prezes UOKiK ma według tej koncepcji wydawać decyzje, w których będzie stwierdzał, czy sieci handlowe stosują nieuczciwe praktyki względem dostawców, czy nie. To będzie duże wyzwanie?

Na pewno. I to będzie coś, czego będziemy się w pewnym sensie uczyć od podstaw. Oprócz dotychczasowego orzecznictwa sądów i rozwiązań zagranicznych, nie ma przecież żadnego wzorca, z którego można by było czerpać.

Czego urząd obawia się najbardziej?

Obawa dotyczy liczby potencjalnych wniosków, które mogą być składane na podstawie tej ustawy. Może ich być za dużo w stosunku do mocy przerobowych urzędu. Dostawcy mogą bowiem ulec pokusie, aby wykorzystywać to narzędzie do prowadzenia walki z dystrybutorami. Oczywiście największym sukcesem ustawy byłoby, gdyby tych wniosków po prostu nie było. To by bowiem oznaczało, że dzięki nowym przepisom rynek sam się uporządkował.