Na tle „Alternatyw PiS” występował w niedzielę Jarosław Kaczyński ogłaszając pomysły partii na uzdrowienie państwa, w tym oświaty. Nowa ofensywa ma przywrócić m.in. edukację od 7. roku życia, tymczasem „nowy” pomysł nie jest wcale nowy i nie należy do PiS. Idea narodziła się wśród zatroskanych rodziców w 2008 roku i stanowi jeden z głównych postulatów Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców i akcji społecznej „Ratuj Maluchy”, dzięki której zgłoszono obywatelski projekt ustawy w sprawie 6-latków mających od 2014 roku obowiązkowo zaczynać rok szkolny. W ciągu trzech miesięcy, w okresie od kwietnia do lipca 2011, pod projektem ustawy zebrano 347 tys. podpisów od rodziców z całej Polski, a 4 lipca 2011 roku dokument złożono w sejmie. 

Sześciolatki do przedszkola

Pierwszym i najważniejszym punktem obywatelskiego projektu ustawy „Sześciolatki do przedszkola” był właśnie postulat zniesienia ustawowego nakazu rozpoczęcia edukacji dla 6-latków. Prosząc o przedstawienie stanowiska Prawa i Sprawiedliwości 24 września 2011 roku do prezesa PiS, jako lidera partii, wystosowano w tej sprawie list – odpowiedź do dziś przyszła. Od tego czasu sprawa regularnie, dzięki staraniom Stowarzyszenia, powracała w mediach, tak więc prezes w końcu zajął stanowisko, przedstawiając w niedzielę pomysł jako własny. W międzyczasie projekt dwukrotnie przeszedł czytania (wrzesień 2011 i luty 2012.), a 14 czerwca br. był przedmiotem obrad wspólnego posiedzenia sejmowych komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży oraz Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej. Mimo zapewnień sejmowej większości z lutego br. i deklaracji wielu ugrupowań co do chęci podjęcia dalszych prac, projekt (na wniosek PO) odrzucono, poświęcając mu w komisji aż… 4,5 min pracy. 

Inicjatywa ustawodawcza ma jeszcze jedno głosowanie w sejmie, ale zwolenników projektu wciąż przybywa. W ciągu 3 miesięcy w 2011 roku zebrano 347 tyś. podpisów, a do dziś, w ciągu kolejnych 14 miesięcy, potencjalnych zwolenników mogło przybyć kilkukrotnie więcej. W tym roku na przykład niecałe 20 proc. rodziców zdecydowało się na szkołę o rok wcześniej. Większość z nich narzeka na stan przygotowanie szkół, nieporadność MEN, ale martwią się także o to, czy maluchy poradzą sobie z nauką. Tymczasem przepisy, które przewidują ustawowy obowiązek szkolny dla 6-latków od 2014 roku są w opinii prawnej nie tylko krzywdzące dla dzieci, ale również niezgodne z prawem polskim i europejskim. 

Ustawa krzywdzi dzieci i łamie prawo

Jeśli rodzice dziecka zdecydują o posłaniu go do szkoły w wieku 6 lat i złożą do dyrektora szkoły wniosek w tej sprawie, co jest wymogiem formalnym, to dyrektor ma nie tylko obowiązek dziecko przyjąć, ale nie może w żaden sposób takiej decyzji cofnąć. Takiej możliwości nie daje polskie prawo, nawet jeśli w sposób oczywisty jest to krzywdzące dla dziecka, np. nie rozumie materiału. Dyrektor mógłby cofnąć taką decyzję na podstawie kodeksu postępowania administracyjnego, stosując art. 154 lub art. 155 kpa o uchyleniu czy zmianie decyzji ostatecznej, ale nie może tego zrobić. Przede wszystkim dlatego, że to nie dyrektor wydaje decyzję administracyjną w tej sprawie, nie może więc jej cofnąć. Także dlatego, że nie jest to procedura właściwa dla decyzji uznaniowych, czyli takich, w których jest możliwość wyboru. Tu właściwa jest procedura dla decyzji związanych, a w nich nie ma trybu zmiany lub uchylenia decyzji. Mówiąc najprościej, jeśli już chcielibyśmy podjąć taki krok, to nie ma, od 1 września 2012 roku, żadnej możliwości cofnięcia dziecka do zerówki lub przedszkola – mówi mec. Monika Brzozowska z kancelarii Pasieka, Derlikowski, Brzozowska i Partnerzy, pełnomocnik Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców.

Oczywista troska rodziców, ale obywatelski projekt ustawy cieszy się tak dużym społecznym wsparciem z jeszcze jednego powodu. Okazuje się, że 6-latki pozostający w przedszkolu rok dłużej, będą uczyły się tego samego materiału co rok wcześniej. Absurd? Wcale nie! Podstawa programowa dla dzieci pozostających w przedszkolu jest taka sama, jak dla dzieci 5-letnich, które w przedszkolu są po raz pierwszy. Aż ciężko uwierzyć, ale ustawodawca tego nie przewidział. Ministerstwo jednak o błędach doskonale wiedziało, bo Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców interweniowało w tej sprawie już u ówczesnej szefowej MEN Katarzyny Hall, a przeciwny ustawie był od początku prezydent Lech Kaczyński. Wygląda jednak na to, że MEN postanowiło ignorować wszelkie postulaty w tej sprawie, aż sprawa sama się rozwiąże, czyli we wrześniu 2014 roku.

Niestety, ale tak. Dzieci, które pozostały w przedszkolu są uczone na poziomie zaniżonym w stosunku do swojego rozwoju. Jest to oczywiste naruszenie m.in. Konwencji Europejskiej o Ochronie Praw Człowieka, Konwencji o Prawach Dziecka i Karty Praw Podstawowych UE. Według art. 2 Protokołu nr 1 do Konwencji Europejskiej o Ochronie Praw Człowieka "nikt nie może być pozbawiony prawa do nauki", a pozbawia się tego prawa dzieci w polskich przedszkolach – dodaje mec. Monika Brzozowska.

Mec. Monika Brzozowska jest współautorką obywatelskiego projektu ustawy „Sześcolatki do przedszkola”, który będzie wkrótce, już po raz ostatni, rozpatrywany w sejmie. Pani mecenas, wraz ze stowarzyszeniem, wielokrotnie wzywała polityków wszystkich formacji, ekspertów i pracowników Ministerstwa Edukacji Narodowej do podjęcia debaty na temat ustawy. Nie przyniosło skutków także publiczne wzywanie do polemiki na temat wadliwego prawa jawnie krzywdzącego dzieci. Od 2008 roku w MEN przyjęto konsekwentną praktykę zbywania wszystkich przedstawicieli stowarzyszenia i unikania otwartej konfrontacji merytorycznej w sprawie 6-latków. Ustawodawca ewidentnie przyjął taktykę „na przetrzymanie” – zostały jeszcze 2 lata. Tymczasem, jak widać po niedzielnej konferencji, szansę w całej sprawie dostrzegły partie szykujące „ofensywę”. 347 tyś. podpisów zebranych w 3 miesiące to spory potencjał. Więcej o obywatelskim projekcie ustawy na www.ratujmaluchy.pl.

Krzysztof Oflakowski

Współpraca: mec. Monika Brzozowska, PDB Legal