Felerne zadanie polegało na napisaniu w imieniu klienta – Pawła Warszawskiego – skargi do wojewódzkiego sądu administracyjnego albo też opinii o odmowie jej sporządzenia. I wszystko byłoby dobrze, gdyby akta sprawy dołączone do egzaminacyjnego kazusu nie dotyczyły Warszawskiego, ale Piotra.

– Nasza komisja potraktowała tę rozbieżność w imionach jako oczywistą omyłkę pisarską i zaleciliśmy, by tak samo potraktowali ją zdający. Wyszliśmy z założenia, że trzymamy się imienia z kazusu – mówi adwokat Roman Kusz, dziekan ORA w Katowicach. I wskazuje, że o rozdźwięku w treści zadania poinformował komisję jeden ze zdających ok. 15 minut po rozpoczęciu egzaminu.

W przypadku komisji egzaminacyjnej nr 2 w Warszawie błąd zauważyli członkowie gremium. – Zadzwoniliśmy do resortu z pytaniem, czy różne imiona to zabieg celowy, czy też niedopatrzenie. Okazało się, że to drugie, a zdaniem ministerstwa zadanie powinno zostać merytorycznie rozwiązane. Weryfikowanie trwało jednak chwilę – przyznaje adwokat Karol Pachnik, członek komisji.

Do Poznania o tym, że zadanie zostało błędnie sformułowane, informacja dotarła już z gmachu resortu sprawiedliwości. – Do przewodniczącego komisji zadzwoniono jakieś kilkanaście minut po tym, gdy egzamin się rozpoczął. O pomyłce w imieniu strony w kazusie poinformowaliśmy od razu zdających. Błędy nie powinny mieć miejsca, a jednak zdarzają się wszędzie tam, gdzie pracują ludzie – zaznacza prof. Maciej Gutowski, dziekan ORA w Poznaniu.

Zdaniem Ministerstwa Sprawiedliwości nie można tu mówić o błędzie, a co najwyżej omyłce, i to nie w zadaniu, ale w dołączonych do niego informacjach dla zdających.

– Omyłka ma charakter oczywistej omyłki pisarskiej i nie ma żadnego wpływu na rozwiązanie zadania, w którym jako strona występował wyłącznie jeden mężczyzna o nazwisku „Warszawski” – podnosi Wioletta Olszewska z MS.

Mimo to resort przyznaje, że niezwłocznie po wyłapaniu gafy – mniej więcej kwadrans po rozpoczęciu egzaminu – poinformowano o niej przewodniczących wszystkich komisji. Mówiąc krótko, zadzwoniono do 39 miejsc w kraju, tłumacząc, że Piotr i Paweł to jednak ta sama osoba. Wszystkie komisje przedłużyły też czas trwania egzaminu o tyle, ile upłynęło pomiędzy jego rozpoczęciem a ogłoszeniem komunikatu w sprawie imienia.

To, że resort zdecydował się na wyjaśnienia, w ocenie prof. Gutowskiego nie może jednak wpłynąć na pogorszenie sytuacji zdających. – Sprawa jest oczywista: każdą pomyłkę należy oceniać na korzyść egzaminowanych. Mogło się przecież zdarzyć, że ktoś nie usłyszał komunikatu komisji, bo tak był skoncentrowany na rozwiązywaniu zadania – podkreśla profesor.

W ocenie adwokata Dariusza Golińskiego, na co dzień zajmującego się prawem administracyjnym, rozwiązania zadania mogą być zatem dwa. – Można uznać, że nastąpiła omyłka pisarska, a Piotr i Paweł to ta sama osoba. Można też trzymać się literalnego brzmienia zadania i uznać, że nie należy sporządzać skargi w imieniu osoby, która nie otrzymała decyzji administracyjnej. Zdający na pewno nie mogą ponosić negatywnych konsekwencji tego, że ktoś źle sformułował kazus – uważa administratywista.

Według adwokata Karola Pachnika jeśli jednak ktoś zdecydował się napisać odmowę sporządzenia skargi, to nie mógł ograniczyć się jedynie do paru zdań sprowadzających się do tego, że nie jest prawidłowo umocowany. – W takiej sytuacji zgodnie z orzecznictwem NSA zdający musiałby także wyjaśnić, jakie zarzuty podałby w skardze, gdyby jej wniesienie było formalnie możliwe – podkreśla mec. Pachnik.

W ocenie prof. Gutowskiego w grę wchodzą też inne opcje. – W praktyce zdarzają się przecież i takie sytuacje, gdy sądy w wyrokach mylą imiona stron. Co wcale nie oznacza, że adwokat w przypadku wykrycia takiej rozbieżności powinien przestać działać. Dlatego błąd w imieniu wcale nie powinien uzasadniać napisania odmowy sporządzenia skargi do WSA. Być może mogło to zostać podniesione jako jeden z argumentów skargi do sądu. Przy ocenie kazusu wiele zależeć będzie od użytej przez egzaminowanych argumentacji – podkreśla Maciej Gutowski.