Prezes funduszu, publikując zarządzenie zmieniające taryfy części procedur kardiologicznych, przekroczył swoje kompetencje. Tak uważają prawnicy z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.
Przygotowywanie taryf świadczeń to od początku zeszłego roku ustawowe zadanie Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Wcześniej zajmował się tym Narodowy Fundusz Zdrowia. W nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych z 22 lipca 2014 r. (Dz.U. z 2014 r. poz. 1138) nie przewidziano jednak okresu przejściowego dla nowych przepisów. W efekcie, by móc zmieniać stawki płacone szpitalom za procedury medyczne zanim agencja zbierze dane o kosztach, a także je zanalizuje i wyda taryfy, przyjęto we wrześniu zeszłego roku rozporządzenie, które przewiduje, że póki nie ma wycen AOTMiT, prezes funduszu może nadal dawać swoje.
Prawnicy negują
Ani rozporządzenie, ani brak przepisów przejściowych dotychczas nie zwracały uwagi ekspertów. Jednak gdy prezes funduszu skorzystał z nadanych rozporządzeniem przepisów (m.in. podwyższył wycenę części procedur, np. pediatrycznych czy kardiologii zachowawczej, a ściął kardiologii interwencyjnej), pojawiła się wątpliwość, czy faktycznie miał do tego prawo. Zdaniem prawników nie.
Reklama
Opinię w tej sprawie na zlecenie placówek medycznych wydali eksperci z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.
Ich zdaniem zarządzenia prezesa NFZ zmieniające taryfy od 1 lipca br. są niezgodne z konstytucją. Podkreślają, że zgodnie z ustawą o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych taryfy może ustalać tylko i wyłącznie agencja, a nie fundusz. Co więcej, minister zdrowia nie miał prawa wydawać rozporządzenia, które upoważnia prezesa funduszu do ustalenia innych zasad określania taryfy świadczeń gwarantowanych, ponieważ w ustawie nie przewidziano dla niego delegacji do takich działań.

Reklama
O ile spadną wyceny wybranych świadczeń / Dziennik Gazeta Prawna
Ponadto prawnicy zwracają uwagę, że zastosowanie nowych stawek od 1 lipca oznacza, że część chorych przyjętych przed tym terminem, będzie rozliczonych przez NFZ już po niższych stawkach.
A więc – jak twierdzą prawnicy – zarządzenia prezesa z punktu widzenia placówek medycznych naruszają ochronę praw nabytych. Dodatkowo NFZ godzi w konstytucyjne zasady, takie jak praworządność (wydanie zarządzenia bez podstawy prawnej i poza zakresem kompetencji) czy prawo pacjentów do ochrony zdrowia, oraz zasady zaufania obywateli do państwa.
Fundusz się broni
NFZ podtrzymuje jednak swoje stanowisko. – Zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia z 8 września 2015 r. w sprawie ogólnych warunków umów o udzielenie świadczeń opieki zdrowotnej w sytuacji nieustalenia taryfy świadczeń jednostki rozliczeniowe i ich wartość określa prezes funduszu. Dokonując zmian w zarządzeniach, uwzględnia on materiały opracowane przez AOTMiT oraz inne dane pochodzące od świadczeniodawców – mówi Sylwia Wądrzyk, rzeczniczka funduszu.
Tymczasem placówki medyczne koncentrujące się na realizacji dobrze płatnych procedur, które teraz zostały gorzej wycenione, nie tylko krytykują urzędników, ale także ostrzegają, że zmniejszenie wycen może spowodować zagrożenie dla pacjentów – zaczną umierać z powodu niewłaściwej opieki lub jej braku.
Faktem jest, że gra toczy się o duże pieniądze. Jak wskazał raport Najwyższej Izby Kontroli, na jednym pacjencie, który w szpitalu przebywał parę dni, można było mieć nawet kilka tysięcy złotych zysku. Zmiany zaproponowane przez NFZ znacznie zmniejszą rentowność tego typu świadczeń, a na dodatek od stycznia wejdą kolejne obniżki, które agencja opracowała na podstawie zestawień kosztów przesłanych przez same placówki.
– W związku z zaproponowanymi przez AOTMiT oraz NFZ drastycznymi obniżkami wycen procedur medycznych grupa American Heart of Poland zmuszona jest do zamknięcia sześciu ośrodków ratujących zdrowie i życie pacjentów – poinformowało wczoraj biuro prasowe. Twierdzi, że decyzje urzędników doprowadzą do pogorszenia dostępu pacjentów do procedur ratujących życie, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. W których? Nie przekazano. – Do każdego zamykanego ośrodka w ciągu miesiąca trafiało średnio od 70 do 100 pacjentów z zawałem serca lub około 100 pacjentów z chorobami naczyń obwodowych, które zagrażały ich zdrowiu, a nawet życiu – twierdzi ośrodek.
Ze statysty wynika, że zawał ma co miesiąc około 8 tys. osób, a raport NIK z 30 maja br. wskazuje na zbyt dużą liczbę świadczeniodawców, co zdaniem ekspertów może wręcz źle wpływać na jakość i bezpieczeństwo pacjentów.