- Trzeba systematycznie uzupełniać system o pieniądze z budżetu. To jest zadanie dla nowego ministra - uważa Maciej Piróg, ekspert ochrony zdrowia konfederacji Lewiatan.
Czy finansowanie budżetowe to może być lekarstwo na bolączki systemu ochrony zdrowia?
Reklama
System budżetowy to jest pewnego rodzaju hasło i nie do końca wiadomo, co się za nim kryje. Z pewnością nikt nie myśli o powrocie do budżetu w rozumieniu systemu sprzed roku 1999. Z wypowiedzi ludzi związanych z obecnie rządzącą partią oraz nowego kierownictwa Ministerstwa Zdrowia można wnioskować, że pieniądze na ochronę zdrowia mają iść tylko z budżetu. Z taką koncepcją nie do końca się zgadzam.

Reklama
Dlaczego?
Wielu ekspertów podkreśla, że taki sposób dystrybucji pieniędzy na ochronę zdrowia podlega zbyt mocno koniunkturze politycznej i władztwu ministra finansów. Wielkość nakładów na ochronę zdrowia za każdym razem jest decyzją polityczną.
Obecny system oparty na składce zdrowotnej jest wolny od koniunktury politycznej. Może zatem nie należy z niego rezygnować?
Jego niewątpliwą zaletą jest/była stabilność, ale tylko wtedy, gdy mamy wzrost gospodarczy. Jednak nikt już chyba nie ma wątpliwości, że obecny system jest zły i wymaga radykalnej naprawy, bo jego dalsza kosmetyka prowadzi donikąd. Jego dotychczasowe naprawianie nie przyniosło efektu, co najlepiej widać na przykładzie niektórych słusznych i koniecznych zmian, które ostatnio były przeprowadzane. Mamy fatalne wyniki w onkologii, robimy więc pakiet onkologiczny. Ale w momencie, gdy zwiększają się nakłady na onkologię w ramach tej samej puli pieniędzy, zaczyna być gorzej w innych miejscach, bo przecież komuś te środki trzeba zabrać. Inny przykład to zwiększanie uposażeń dla pielęgniarek. Nikt nie kwestionuje tych podwyżek, to powinna być pierwsza grupa zawodowa (niejedyna, ale pierwsza), która musi, te środki dostać. Uważam jednakże podwyżki zostały przeprowadzone niezgodnie z prawem, ponieważ pieniądze pochodzą wprost z NFZ. Środki ze składki zdrowotnej są na świadczenia zdrowotne, a wzrost wynagrodzenia pielęgniarek nie jest takim świadczeniem.
Skąd powinny pochodzić?
Moim zdaniem z budżetu państwa.
Czyli jednak system budżetowy?
Nie do końca. U nas niepotrzebnie wszystko musi być zero-jedynkowe. Po jednej stronie jest system ubezpieczeniowy oparty na składce zdrowotnej. Po drugiej finansowanie budżetowe. Zwolennicy jednego i drugiego są gotowi skoczyć sobie do oczu i zarzucać, że jedni niszczą to, co zrobili drudzy. Tymczasem w Europie Zachodniej oraz w krajach takich jak Kanada nie ma systemów czarno-białych. Z reguły są one mieszane.
Czyli NFZ nie należy likwidować, tylko uzupełniać go finansowaniem budżetowym?
Uważam, że co do zasady przez najbliższy rok czy dwa lata system ubezpieczeniowy powinien w dalszym ciągu funkcjonować. Tylko na pewno bez centrali NFZ.
Dlaczego powinna zostać zlikwidowana?
Centrala NFZ jest sztuczną i niepotrzebną instytucją. Zwłaszcza teraz, gdy z jednej strony jest ubezwłasnowolniona ustawą, która przekazała zawiadywanie systemem ministrowi zdrowia (słusznie). Z drugiej strony istnienie centrali daje alibi dyrektorom oddziałów wojewódzkich, którzy mówią, że centrala na coś nie pozwala albo że czekają na decyzje z Warszawy. Jako współtwórca kas chorych uważam, że centrala NFZ powinna być zlikwidowana, a 16 regionom trzeba pozwolić na większą samodzielność. Kontrola regionalna mogłaby być powierzona wojewodom.
Od tej reformy nie przybędzie jednak zbyt wielu pieniędzy.
Pieniędzy w systemie jest oczywiście za mało ! Uważam jednak , że nie należy podwyższać podatków dla obywateli. Trzeba pozyskać sprzymierzeńców dla przeprowadzanych zmian, a na pewno nie zyskamy ich poprzez podniesienie składki zdrowotnej. Pewnym wyjątkiem mogą być powszechne ubezpieczenia opiekuńcze od ryzyka niesamodzielności, czyli pomysł byłego ministra zdrowia profesora Zbigniewa Religi. Przy obecnej demografii, starzejącym się społeczeństwie, potrzeba takich rozwiązań jest niezaprzeczalna. Sposobem na zwiększenie nakładów bez podnoszenia składki zdrowotnej mogą być też dodatkowe ubezpieczenia. Powinny być natomiast dozwolone dopłaty bezpośrednio z kieszeni pacjentów do standardowych materiałów (np. w okulistyce, ortopedii, stomatologii). Natomiast głównym źródłem, z którego należy uzupełniać system ubezpieczeniowy, powinien być budżet państwa. W Polsce 94 proc. pieniędzy na ochronę zdrowia pochodzi ze składki zdrowotnej, a jedynie 6 proc. z budżetu. 16 lat temu, kiedy pracowałem w Ministerstwie Zdrowia, w ówczesnych kasach chorych było około 20 mld zł, czyli trzy razy mniej niż obecnie w NFZ, zaś budżet ministra nominalnie był znacząco większy niż obecnie. Tak radykalnie w ciągu tych lat spadły nakłady budżetowe na ochronę zdrowia. Ewidentnie brakuje pieniędzy z tego źródła.
Po co ministrowi zdrowia większe pieniądze z budżetu?
Do prowadzenia polityki zdrowotnej w państwie. Bez pieniędzy nie da się tego robić. O ile NFZ ma środki na świadczenia zdrowotne, to minister na całą resztę. Pieniądze muszą być na kształcenie, na zwiększenie limitów przyjęć na studia medyczne, na rezydentury dla wszystkich młodych lekarzy. Muszą się znaleźć środki finansowe na innowacyjne i drogie procedury oraz nowe leczenie w chorobach rzadkich.
Od czego należy zacząć uzupełnianie systemu finansowaniem budżetowym?
Uważam, że ministerstwo chce iść słuszną drogą objęcia systemem budżetowym przede wszystkim grup najsłabszych: dzieci, niepełnosprawnych i chorych psychicznie. Tym grupom jest potrzebna większa ochrona. Z reguły ich potrzeby są najgorzej finansowane. Bardzo ważne jest, żeby dyskutować o zmianach. Początek rokuje dobrze. Nowe kierownictwo chce rozmawiać, jest otwarte. Ostatnią rzeczą, której nam potrzeba w ochronie zdrowia, jest rewolucja. Pierwszą zaś dyskusja, wzajemne poszanowanie i dialog służące stworzeniu systemu mającego szansę poprawić stan zdrowia społeczeństwa.