Nawet przekupka, która idzie na targ, nie określa ceny jajka na podstawie szczegółowej analizy kosztów działania kurnika. A taką metodę zaczęto stosować przy wycenie świadczeń w służbie zdrowia - mówi w wywiadzie dla DGP Krzysztof Łanda, wiceminister zdrowia.
Czy to prawda, że zmieni pan sposób wyceny świadczeń medycznych?
Tak. Taryfy nie powinny być bowiem w każdym przypadku określane analizą mikrokosztów, czyli metodą rozbijania procedur na najdrobniejsze cegiełki, które następnie w formie tabeli kosztowej rozsyłane są do kilkudziesięciu świadczeniodawców. Nawet przekupka, która idzie na targ, nie określa ceny jajka na podstawie szczegółowej analizy kosztów działania kurnika, czyli tego, ile zapłaciła za koguta, a ile za zbudowanie kurnika. Cena zależy głównie od podaży i popytu. Nie ma wolnego rynku, który by kształtował ceny świadczeń medycznych. To państwo reguluje ceny, koszyk świadczeń i warunki ich wykonywania, a skoro państwo reguluje również taryfy, to oczywiście powstaje pytanie, na jakiej podstawie są one realizowane. Moim zdaniem powinny być określane z punktu widzenia podaży i popytu. Tylko w przypadku drogich świadczeń powinna istnieć możliwość dokonania analizy metodą mikrokosztów. Ponadto należy porównać, ile za dane świadczenia płaci się w innych krajach, co jest szczególnie ważne w kontekście dyrektywy transgranicznej, ponieważ można spodziewać się większego przepływu pacjentów między krajami. Kolejnym elementem kształtowania ceny powinny być negocjacje z zainteresowanymi świadczeniodawcami, przedstawicielami pacjentów oraz nadzorem krajowym.