Z początkiem roku miał ruszyć pilotaż „dotyczący oddziaływań terapeutycznych skierowanych do osób z doświadczeniem traumy”. Dokładnie miesiąc temu w Dzienniku Ustaw zostało opublikowane stosowne rozporządzenie, a w nim lista 18 ośrodków, które go realizują. Z informacją, że ma potrwać od 1 stycznia 2023 r. do 31 grudnia 2024 r. Jak się jednak okazuje, tylko na papierze. – Słucham? U nas? O czym pani mówi? – to reakcje niemal wszystkich ośrodków, do których udało nam się dodzwonić. Wszyscy mówią zgodnie: tak, wiele miesięcy temu składali wniosek do programu. – Jednak do teraz nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi ani z ministerstwa, ani z NFZ – mówi m.in. dr Anetta Pereświet-Sołtan, kierowniczka placówki Era Psyche z Długołęki. Taką samą odpowiedź uzyskaliśmy z ośrodków: w Starogardzie Gdańskim, ze Szpitala Neuropsychiatrycznego w Lublinie, Grupy Katharsis w Poznaniu czy Fundacji „Uwolnienie” z Łodzi. Programu nie rozpoczął także znajdujący się na liście Wojskowy Instytut Medyczny.
Profesor Krzysztof Rutkowski, szef Zakładu Psychoterapii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, który też jest w grupie ośrodków realizujących pilotaż, przyznaje, że umowy nie ma, ale przynajmniej wie, kiedy zaczną się rozmowy z NFZ na ten temat. W połowie lutego. Wcześniej, jak podejrzewa, mógł być problem ze względu na to, że końcówka i początek roku są trudne dla NFZ, bo to czas podpisywania umów ze szpitalami czy poradniami na ogólne leczenie. Jak długo będą trwały rozmowy i kiedy ich placówka będzie mogła realnie przyjmować pacjentów, nie wiadomo. – Trudno przewidzieć. My już jesteśmy gotowi – deklaruje prof. Rutkowski.
MZ tłumaczy, że „obecnie trwają prace legislacyjne nad zarządzeniem prezesa NFZ umożliwiającym rozpoczęcie podpisywania umów. W najbliższym czasie podmioty wskazane do realizacji pilotażu otrzymają projekt zarządzenia, aby rozpocząć przygotowania do podpisania umowy z NFZ”.
Reklama

Pieniądze idące bokiem

Terminy, a raczej ich brak, to niejedyny problem. – Pilotaż to pieniądze wydane zupełnie bez sensu – tak mówi jeden z naszych rozmówców, którego placówka nie zgłosiła się do programu. Jego zdaniem tego rodzaju pomoc może być bowiem z powodzeniem udzielana w istniejącym systemie, zarówno dzieciom, jak i dorosłym. I centra zdrowia psychicznego dla dorosłych, i zreformowane ośrodki dla dzieci i młodzieży by sobie z tym zadaniem poradziły. Tylko należałoby im zwiększyć finansowanie, bo problemem nie jest sposób leczenia, tylko liczba dostępnych miejsc. – Może po prostu było łatwiej dać na ten cel pieniądze, niż zwiększyć liczbę świadczeń w ramach istniejących już umów – dodaje.

Reklama
Pilotaż, jak dodaje, to po prostu dodatkowe pieniądze, idące odrębnym strumieniem. Jak mówi, gdyby jednak leczenie w tych placówkach było finansowane w wystarczającym stopniu, nie trzeba by było uciekać się do takich sposobów.
Faktycznie, jak piszą autorzy raportu, który resort zdrowia przygotował na posiedzenie sejmowej komisji zdrowia poświęcone leczeniu traum, „leczenie PTSD oraz diagnostyka różnicowa tego typu zaburzeń jest w Polsce kontraktowana przez NFZ we wszystkich zakresach świadczeń: leczenie ambulatoryjne, środowiskowe oraz całodobowe”.
– Tak, moglibyśmy przyjmować w ramach już istniejącego kontraktu, ale po prostu nie starcza nam na to pieniędzy. A NFZ nie zwiększył nam kontraktu, pomimo że już teraz mamy o 10–15 proc. więcej pacjentów, niż mieliśmy w poprzednim roku – potwierdza kierownik jednej z placówek, która zgłosiła się do pilotażu. Jak mówi, wcześniej współpracowali z samorządem, który dawał pieniądze na leczenie m.in. ofiar traumy wojennej w Ukrainie. Teraz zostali bez niczego, bo samorząd przestał finansować taki rodzaj wsparcia. Teoretycznie powinni przyjąć ich do leczenia w ramach NFZ, ale nie mają miejsc. – Dlatego coś, co jest nazywane „pilotażem”, jest tak naprawdę możliwością finansowania bocznym torem, ale dobrze, że jest, bo bez tego nie moglibyśmy przyjąć tych dodatkowych osób – mówi nasz rozmówca.
Ministerstwo tłumaczy, że celem pilotażu jest praktyczne sprawdzenie efektywności różnych programów terapeutycznych. – Od lat mamy sprawdzone i uznane na całym świecie sposoby na leczenie traumy i nie trzeba ich testować w pilotażu. Nie trzeba tego testować – twierdzi jednak nasz rozmówca.

Dzieci tak, ale w raportach

Sęk w tym, że w ramach pilotażu, jak wynika z naszej sondy, ośrodki oferują głównie leczenie dorosłych. I to tylko w połowie województw. Tymczasem problem dotyka całej populacji, a przede wszystkim dzieci. Jak przyznaje sam resort, badania dotyczące traumatycznych wydarzeń życiowych wykazały, że dzieci są na nie bardziej narażone niż osoby dorosłe. „W niektórych pracach podaje się, że ok. 59 proc., a nawet 70 proc. dzieci przeżyło znaczące wydarzenie traumatyczne. Grupa ta nie tylko jest narażona na traumatyczne wydarzenia, ale jednocześnie ma ograniczone możliwości obrony i zmiany sytuacji. Również w przypadku dzieci prawdopodobieństwo ujawnienia się PTSD po traumatycznym wydarzeniu jest większe niż u dorosłych i dochodzi do niego u około jednej czwartej dzieci i młodzieży, które przeszły znaczący uraz. Rozpiętość zachorowania przez dziecko na PTSD może być jeszcze szersza w zależności od rodzaju traumy – od 10 do 55 proc. dzieci, które doznały przemocy fizycznej lub wykorzystania seksualnego, miało objawy zaburzenia. Częściej też niż u dorosłych skutki te są bardziej przewlekłe” – czytamy w ministerialnym opracowaniu. Z podanych tam statystyk wynika, że w 2021 r., czyli już po wybuchu pandemii (która jest jednym z czynników zwiększenia się traum), leczonych z powodu przejścia traumy w ramach NFZ było ok. 800 dzieci. Czyli 15 proc. z wszystkich pacjentów (w sumie ponad 5 tys.). ©℗