System szpitalny pochłania ponad połowę budżetu na zdrowie, znacznie więcej, niż mógłby, gdyby działał bardziej efektywnie. Dlatego od lat mówi się o jego reformie. Plany PiS w tym obszarze zostały jednak zablokowane ze względu na kampanię wyborczą.

W przypadku bydgoskich placówek doszło do ręcznego sterowania. Do ustawy o medycynie laboratoryjnej w trakcie prac sejmowych trafił zapis utrudniający ich fuzję. Mówi o tym, że zgodę na łączenie szpitali, jeśli tzw. podmiotem tworzącym dla przynajmniej jednego z nich jest uczelnia medyczna, muszą wyrazić ministrowie zdrowia oraz nauki.

Reklama

Sejmowi prawnicy uznali, że to poprawka niezgodna z treścią ustawy, negatywnie zaopiniowała ją też sejmowa komisja zdrowia. Jednak w poparcie dla jej przyjęcia zaangażowali się minister Łukasz Schreiber, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów, oraz szef komisji zdrowia Tomasz Latos. Obaj są z Bydgoszczy. I jak mówią: słuchają głosów swoich wyborców. Pytani przez DGP przyznają, że być może poprawka jest z innego obszaru niż diagnostyka laboratoryjna, ale zależało im na czasie – liczy się ustawa, która akurat jest w trakcie procedowania. A trzeba ratować pacjentów. I nie można pozwolić, by o losach Bydgoszczy decydował jeden człowiek, który w dodatku jest z Torunia.

Mowa o prof. Andrzeju Sokali, rektorze Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, który prowadzi obie bydgoskie placówki.

Reklama

Fuzje szpitali klinicznych

W ostatnich latach doszło do kilku fuzji szpitali klinicznych; mimo protestów pracowników i pacjentów (tak było m.in. w Warszawie) nikt nie forsował wprowadzenia zmian w ustawie. Czy połączenie szpitali w Bydgoszczy byłoby słuszne? Zdaniem rektora poprawiłoby złą sytuację finansową placówek i dostęp pacjentów do leczenia. Według pacjentów i części kadry oraz polityków – ten ruch zwiększy kolejki i może pogorszyć stan zdrowia mieszkańców. – Trudno rozstrzygnąć, kto ma rację – mówi Marek Wójcik, ekspert ds. ochrony zdrowia ze Związku Miast Polskich – ale taki poziom ingerencji politycznej jest niedopuszczalny

Rektor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu chce połączyć dwa podległe uczelni szpitale kliniczne działające w Bydgoszczy. Zgodnie z ekspertyzami, którymi dysponuje, fuzja przyniosłaby oszczędności w wysokości kilkudziesięciu milionów złotych, a także usprawniłaby organizację opieki nad pacjentami, m.in. eliminując konkurencję o specjalistów, np. kardiologów czy chirurgów – dublujące się oddziały po fuzji działałyby w ramach jednego szpitala. Prof. Marcin Czyżniewski, rzecznik prasowy UMK, podkreśla, że sytuacja finansowa obu szpitali wymaga bardzo radykalnych działań. Jeden ma długi wynikające ze starych zobowiązań, ale bilansuje swoją działalność z roku na rok, drugi ma kłopoty z bieżącą działalnością. Rzeczywiście, z symulacji, którą w ubiegłym roku sporządziło Ministerstwo Zdrowia w ramach wprowadzenia kategoryzacji podmiotów leczniczych, zarówno Szpital Uniwersytecki nr 2 im. dr. J. Biziela, jak i Szpital Uniwersytecki im. dr. A. Jurasza uzyskały przedostatnią kategorię.

Wątpliwości wokół połączenia

Jednak pomysł fuzji szpitali wywołał protesty mieszkańców i pacjentów. Dlaczego? W obawie przed dłuższymi kolejkami oraz ograniczeniem dostępu pacjentów do świadczeń. Apele trafiły również do polityków. W czerwcu sejmik województwa kujawsko-pomorskiego (większość ma PO) przyjął stanowisko, w którym podkreślono, że „nie ma zgody” na fuzję.
Jak mówi poseł Tomasz Latos, szef sejmowej komisji zdrowia, do jego biura w Bydgoszczy przychodzą zrozpaczeni pacjenci. Jego zdaniem zmiana jest nieakceptowalna, bo może prowadzić do pogorszenia dostępności leczenia.
W debacie pojawił się m.in. argument groźby likwidacji SOR. Padają zarzuty, że taka zmiana może doprowadzić do śmierci pacjentów, którzy nie otrzymają na czas pomocy. Ale właśnie kwestia SOR pokazuje, jak bardzo emocjonalna jest debata. Z naszych informacji wynika, że na żadnym etapie nie było propozycji likwidacji SOR – oddziały ratunkowe miały być utrzymane w obu placówkach. Tym bardziej że trwają prace modernizacyjne. Jacek Kryś, dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego im. dr. A. Jurasza, odnosząc się do tych zarzutów, podkreśla, że oba SOR-y łącznie zabezpieczają 90 proc. pilnych przyjęć pacjentów. – Więc nikt o zdrowych zmysłach nie podejmie decyzji o zamknięciu jednego z nich – argumentuje. Z jego opinii wynika, że sytuacja pacjentów nie uległaby pogorszeniu. Jednak dyrektor drugiej placówki, dr n. med. Wanda Korzycka-Wilińska, uważa, że łączenie będzie niekorzystne i może wpłynąć na dostępność. Pada również zarzut, że Toruń buduje swój własny szpital kliniczny i chce mieć lepszy dostęp do kadry.

Poprawka do ustawy o medycynie laboratoryjnej

Spór dotyczący lokalnych placówek przeniósł się na treść prawa. W przyszłym tygodniu do Senatu ma trafić ustawa o medycynie laboratoryjnej, do której dodano przepisy regulujące sposób tworzenia, łączenia i likwidacji SPZOZ-ów, jeśli podmiotem tworzącym przynajmniej jednego z nich jest uczelnia medyczna. Wszelkie ingerencje w strukturę uniwersyteckich SPZOZ-ów (ich łączenie, podział czy likwidację) będą wymagały zgody zarówno ministra zdrowia, jak i ministra edukacji i nauki. Zmiana ma co prawda charakter systemowy, ale ma też zastopować tę konkretną fuzję. Czego nie ukrywają ani poseł Tomasz Latos, ani minister Łukasz Schreiber, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów. Na konferencji w Bydgoszczy mówił: „Raz jeszcze dziękuję – udało się w Sejmie przeprowadzić poprawkę”. Z kolei poseł Latos mówi, że jest odpowiedzialny wobec swoich wyborców.
Poprawkę negatywnie zaopiniowała sejmowa komisja zdrowia, kwestionując tryb wprowadzenia zmiany. Posłowie podkreślali, że tak poważna kwestia powinna być przedmiotem osobnej, pełnej debaty sejmowej.
Czy sam mechanizm wprowadzony do ustawy o diagnostach jest słuszny? Eksperci mówią, że to jest na pewno kwestia do dyskusji, ale nie przy okazji tej ustawy. Dr. hab. med. Szczepan Cofta, szef Polskiej Unii Szpitali Klinicznych, podkreśla, że Ministerstwo Zdrowia powinno mieć wpływ na decyzje zmian dotyczące strategicznych szpitali. A takimi są szpitale kliniczne. Według prof. dr. hab. Andrzeja Tykarskiego, rektora Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, Ministerstwo Zdrowia powinno mieć wiedzę o planowanych fuzjach strategicznych szpitali klinicznych. Być może wystarczyłoby sformalizowanie zasięgnięcia opinii określonych urzędów.

Zmiana zbieżna z wizją MZ

Czy wprowadzone przepisy zmieniają w jakimś stopniu plany uczelni toruńskiej? – Jesteśmy przekonani, że jeśli decyzja o połączeniu szpitali zapadnie, to będzie ona oparta na tak mocnych argumentach, że nawet jeśli będzie wymagana zgoda obu ministrów, to my ją uzyskamy. Natomiast jeśli z powodów politycznych takiej zgody nie będzie i do fuzji szpitali nie dojdzie, to trzeba mieć świadomość, że w takim wypadku dyrektorzy sami będą musieli prowadzić własne programy naprawcze. A jesteśmy przekonani, że będą one zdecydowanie bardziej bolesne i ograniczające dostęp do świadczeń niż fuzja – argumentuje rzecznik uczelni.
Paradoks polega na tym, że zmiana wprowadzana przez rektora realizuje to, co postuluje od wielu miesięcy Ministerstwo Zdrowia w reformie szpitali: wyeliminowanie konkurencji dwóch oddziałów o takim samym profilu. Teraz resort zdrowia, pytany, jaką wydałby decyzję, odpowiada, że jeszcze takiej prośby nie dostał, i podkreśla, że chodzi o poprawkę poselską. „Naszą rolą jest zadbać o interes pacjentów i wyłącznie tym się kierujemy. Patrzymy szerzej na dany region niż tylko przez pryzmat jednej placówki. Nikomu nie zamierzamy blokować możliwości rozwoju, a jedynie uchronić pacjentów przed możliwymi negatywnymi konsekwencjami ograniczania działalności, jeżeli takowe by się pojawiły” – informuje MZ. ©℗
Przeciwko poprawce była sejmowa komisja zdrowia