Prace nad reformą szpitali odbywają się w gorącej atmosferze. Skąd opór, gdy mają być wprowadzone zmiany, skoro jasne jest, że coś trzeba zmienić?
Problem polega na tym, że w Polsce szpitali jest za dużo. Do tego niedomaga opieka ambulatoryjna i specjalistyczna. Warto zobaczyć, jak reformowana jest psychiatria. Nie jest to stuprocentowy sukces ani łatwa droga, jednak zmiany stopniowo postępują. Czerpiemy z doświadczeń innych krajów - mówię na przykład o tworzeniu centrów zdrowia psychicznego, które bardzo ograniczałyby liczbę niezbędnych hospitalizacji. Takiej konsekwentnej drogi brakuje w kwestii szpitali - określenia, jak trzeba by było leczyć, żeby mniej pacjentów trafiało do lecznic. Ogólnie wiadomo, że obecny system trzeba zastąpić, ale na razie nie wiadomo czym. A tego nie da się zrobić przede wszystkim bez rozwoju POZ i ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Plus ważne są nowe technologie, czyli telemedycyna czy rozwiązania e-zdrowia. No i oczywiście profilaktyka, bo mam wrażenie, że formalnie jest o niej głośno, ale faktycznie się niewiele dzieje.
Teraz miała powstać Agencja Rozwoju Szpitali, która miała nadzorować zmiany. Pewnie jej nie będzie.
Jedynym plusem tego pomysłu była pomoc dla samorządów. Dla tych, które same nie miały dość budżetu, by zreformować swoje placówki, albo nie potrafiły dogadać się z sąsiednim miastem i wspólnie zadbać o potrzeby zdrowotne mieszkańców; i dla tych, które nie miały dość odwagi, by podjąć trudne politycznie decyzje. Lokalnym władzom ciężko np. zlikwidować oddział położnictwa, gdzie rodzi się tylko 300 dzieci rocznie, a takie wciąż obecnie działają. Ale czy do tego potrzebne było powoływanie osobnego organu? Nie sądzę, takie zmiany można wdrożyć i bez Agencji Rozwoju Szpitali.