Izba stawia m.in. tezę, że nie było podstaw merytorycznych, żeby dopuścić w Polsce leczenie COVID-19 Arechinem – to nazwa handlowa, pod jaką na rynku dostępna jest chlorochina. W raporcie, do którego dotarł DGP, pojawia się informacja od dyrektorów szpitali, że po kuracji preparatem mogły umrzeć dwie osoby. Ministerstwo Zdrowia przekonuje, że to raport NIK jest nierzetelny, zaś prezes Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych wskazuje, że kontrolerzy pominęli fakt, że Europejska Agencja Leków (EMA) nie wyrażała na początku pandemii sprzeciwu na wykorzystanie leku w zakażeniach koronawirusem. „Biorąc pod uwagę pilną potrzebę oraz presję na służbę zdrowia, aby ratować życie w związku z pandemią COVID-19 niektóre kraje – w tym USA oraz Francja – zezwoliły na stosowanie tego leku na wyjątkowych zasadach” – czytamy w komunikacie z 1 kwietnia 2020 r.
Z Arechinem na początku pandemii wiązano duże nadzieje przez wzgląd na potencjalne działanie przeciwwirusowe. W pierwszych miesiącach 2020 r. wzbudzał emocje nie mniejsze niż dziś amantadyna. To lek niedrogi i znany medycynie od lat (wykorzystywany m.in. w leczeniu malarii i niektórych schorzeń autoimmunologicznych). Niektórzy określali go mianem „leku cudu”.