Reklama
Konkrety zapowiedzianych działań to: skrócona do siedmiu dni kwarantanna (będzie dotyczyć osób skierowanych na nią od 24 stycznia), bezpłatne testy antygenowe w aptekach, większa liczba punktów wymazowych, zwiększenie liczby łóżek do 60 tys. (w najgorszym scenariuszu – obecnie zasoby szpitalne na wypadek COVID-19 to 30 tys.) i obowiązek opieki lekarza rodzinnego dla pacjentów po 60. r.ż. z wykrytym koronawirusem. Oraz zwiększenie liczby zespołów ratownictwa medycznego.
Według ministra zdrowia Adama Niedzielskiego zasadniczą pomocą miałoby być włączenie lekarzy rodzinnych do opieki nad pacjentami z COVID-19. Jak dokładnie miałoby to wyglądać, tego autorzy strategii nie podają. Mowa jest jedynie o tym, że w przypadku pacjentów po 60. r.ż. z pozytywnym wynikiem, nie później niż w trzeciej dobie, lekarz rodzinny powinien udzielić porady. Najlepiej osobistej. A w przypadkach „uzasadnionych stanem klinicznym odbywa się w formie wizyty domowej”.
Andrzej Zapaśnik z porozumienia Zielonogórskiego, a zarazem prezes Przychodni BaltiMed w Gdańsku, twierdzi, że wszystko zależy od tego, jak będzie wyglądało rozporządzenie, które wprowadza taki obowiązek. Bo jak tłumaczy, jeżeli będzie nakaz wizyt domowych, to POZ stanie. Przy tak dużej liczbie chorych nie będzie możliwości przyjmowania pacjentów z innymi problemami niż COVID-19.
Drugim kierunkiem walki z pandemią mają być szpitale. W każdym ma być baza dla pacjentów z koronawirusem, zaś w szpitalach II poziomu miejsca na bardziej specjalistyczną i zaawansowaną opiekę nad chorymi z COVID-19. Do tego szpitale tymczasowe. W sumie plan A zakłada 40 tys. łóżek covidowych, plan B – 60 tys. Z prognoz, na które powołują się autorzy strategii, wynika, że mogą być dni, kiedy liczba nowych pacjentów wymagających opieki szpitalnej może wynosić nawet 35 tys. W efekcie może dojść do sytuacji, że będzie ograniczony dostęp dla innych pacjentów. „Nie jest wykluczone, że przy znacznych wzrostach zakażeń i zwiększonej hospitalizacji takie rekomendacje zostaną wydane” – piszą autorzy strategii.
Dyrektorzy szpitali w rozmowie z DGP przyznają, że przygotowują się na tsunami. Zrobili przeglądy instalacji tlenowych, zapasu leków, ale i sprzętu ochronnego oraz podstawowego zaopatrzenia. Na spotkaniach z wojewodami ustalono, które szpitale wraz z rosnącą liczbą przypadków pierwsze będą uruchamiać nowe miejsca. Wszyscy boją się jednak, że zabraknie kadry i że będą stawać przed dramatycznymi wyborami: kogo ratować najpierw. Tym bardziej że w ten weekend, jeszcze zanim rozpędziła się fala Omikrona, było zajętych 45 proc. dostępnych łóżek i respiratorów.
Na tym wytyczne opisane w strategii się kończą. Bo choć autorzy przyznają, że np. podstawą jest szczepienie, jednak już tego, jakie działania w tym zakresie mają być podjęte – brak. Jest za to opis działań zachęcających, które podjęto do tej pory (kampanie społeczne czy aktualizacja stron z danymi). Nie ma mowy o obowiązku szczepień dla jakiejkolwiek grup czy też wprowadzenia możliwości weryfikacji zaszczepienia przez pracodawców (mimo że prace nad tym trwają). Jak wskazują eksperci, w strategii nie ma też żadnej analizy dotyczącej polityki ograniczeń – ani czy będzie, ani czy jest skuteczna, choć to jeden z kluczowych elementów walki z pandemią.
W rządzie trwa powoływanie rady ds. walki z COVID-19 w miejsce Rady Medycznej przy premierze, która zakończyła działalność po tym, jak większość jej członków zrezygnowała w proteście dwa tygodnie temu. Część z nich stanie się zapewne członkami nowej rady, ponieważ w jej skład mają wejść konsultaci krajowi, a oprócz nich także psychologowie i ekonomiści.
Jutro premier Mateusz Morawiecki ma się spotkać z opozycją. Rozmowa ma dotyczyć m.in. jak najszerszego poparcia dla tzw. ustawy Hoca oraz dyskusji na temat sytuacji pandemicznej.
Ministerstwo przyznaje, że najgorsze jeszcze przed nami. Codziennie są osiągane rekordy zakażeń od początku pandemii. W przyszłym tygodniu są spodziewane kolejne. – Dziś prawie 41 tys. nowych zakażeń przy 151 tys. wykonanych testów, w tym 100 tys. PCR – informował wczoraj minister zdrowia.