Reklama
Nic więc dziwnego, że państwo chce płacić mniej. Pod koniec roku ścięło więc wycenę takiego badania o więcej niż połowę – z 280 zł do 113 zł. W odpowiedzi część laboratoriów diagnostycznych, głównie małych, uznała, że wykonywanie testów PCR im się nie opłaca i przestała je robić. Z testami hamują też szpitale.
Resort zdrowia nie wziął nowych stawek z sufitu. Zostały oparte na analizie przeprowadzonej przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji – urząd, który sprawdza m.in. różne metody diagnostyczne pod kątem ich kosztów dla systemu opieki zdrowotnej. Agencja doszła do wniosku, że dwa lata od rozpoczęcia pandemii koszt składników niezbędnych do wykonania testu spadł, co powinno pociągnąć za sobą również spadek kosztu jednostkowego badania.
„Analiza danych pokazała, że w stosunku do poprzedniej wyceny miało miejsce (...) obniżenie kosztów zakupu testów niezbędnych do przeprowadzenia badań o 27 proc.” – czytamy w odpowiedzi przesłanej przez resort zdrowia. Ministerstwo wylicza, że jeszcze bardziej staniały „materiały zużywalne, w tym środki ochrony osobistej” – np. gogle i przyłbice o 35 proc., a półmaski z filtrem co najmniej FFP2 lub N95 czy chirurgiczne maseczki ochronne – o 89 proc.

Reklama
Eksperci agencji zwrócili uwagę, że w cenie jednostkowego testu PCR największy koszt stanowią wynagrodzenia. „Ogółem koszty pracy stanowią 40–58 proc. kosztu wykonania badania (bez kosztu wymazówki i odczynników), w zależności od metody wykonania izolacji materiału (półautomatyczna, manualna)” – poinformowała nas Kamila Malinowska, dyrektor biura prezesa agencji.
Z oceną AOTMiT nie zgadzają się przedstawiciele laboratoriów diagnostycznych. Przyznają, że średni koszt odczynników uwzględniony przez agencję jest prawidłowy, ale zbyt niski jest chociażby współczynnik powiększający tę kwotę o powtórzenia wyników niepewnych (jeśli badanie należy powtórzyć, to koszt leży po stronie laboratorium; AOTMiT ustaliła wartość tego parametru na poziomie 5 proc.).
Przedstawiciel jednej z sieci laboratoriów, z którym rozmawialiśmy, uważa, że w swojej analizie urząd pominął mnóstwo aspektów funkcjonowania laboratoriów. – Weźmy chociażby koszty pracy. Realia płacowe sprzed pandemii nie mają prawa być macierzą, do której przykładamy koszty utrzymania personelu w laboratoriach COVID. Jeśli wynik ma być dostępny w 24 godziny, pociąga to za sobą konieczność zmiany stawek na nocne czy świąteczne. Jeśli laboratorium ma działać przez całą dobę, to do zapewnienia ciągłości pracy potrzebne jest 5,5 etatu diagnostycznego plus personel pomocniczy według potrzeb jednostki – wymienia nasz rozmówca.
Dodaje, że pozostałe nieuwzględnione koszty to: ogromne ilości odpadów medycznych (zakaźnych, chemicznych, papierów) czy awarie i naprawy przeciążonej aparatury. Wreszcie – jego zdaniem – nie odniesiono się do inflacji i wzrastających kosztów funkcjonowania laboratoriów (np. podwyżki cen prądu), kompletnie pominięto koszty prowadzenia punktów pobrań, pobierania i transportu materiału do badań, przechowywania próbek po badaniu i ich utylizacji oraz nie odniesiono się do amortyzacji wyposażenia podczas gdy jego zakup to koszt kilkuset tysięcy złotych i dodatkowo ciągłe serwisy.
– Poza tym, gdzie w tym wszystkim są dodatkowe koszty administracji danych z powodu raportowania do systemu EWP (wpisywane są do niego osoby kwalifikujące się do izolacji i kwarantanny – red.), prowadzenia banku próbek pozytywnych i odsyłanie ich zgodnie z zaleceniem resortu zdrowia i Państwowego Zakładu Higieny do wybranych laboratoriów w celu sekwencjonowania – pytają przedstawiciele laboratoriów.
Obecnie dziennie jest wykonywanych ok. 100 tys. testów. Jak wyjaśnia Narodowy Fundusz Zdrowia, można je wykonać w 650 punktach pobrań wymazów. Do tej pory fundusz przeznaczył na sfinansowanie testów wykrywających SARS-CoV-2 prawie 4 mld zł, z czego na testy RT-PCR prawie 3,7 mld zł, a na testy antygenowe ponad 290 mln zł. Z szacunków resortu zdrowia wynika, że Polacy testują się głównie za państwowe pieniądze. Dla przykładu w październiku wykonano 1,3 mln testów, z czego NFZ sfinansował 923 tys. Z kolei w listopadzie było ich już 2,2 mln, z czego 1,7 mln opłacił fundusz.