Reklama
Zanim, jak w dowcipie, przyjdzie pacjent do lekarza, może skorzystać z informatora o terminach leczenia dostępnego na stronie internetowej NFZ lub poprzez infolinię. Wcieliliśmy się w pacjenta, który szuka specjalisty. Wydzwoniliśmy kilkadziesiąt placówek, w których według systemu były dostępne stosunkowo nieodległe terminy. Tylko w jednym przypadku data z informatora okazała się właściwa.
Zaczynamy. Na stronie terminyleczenia.nfz.gov.pl wybieramy świadczenia z zakresu kardiologii w Zachodniopomorskiem. Szukamy wizyty dla osoby dorosłej. Część podanych numerów jest nieaktualna, ale nie zrażamy się.
W Białogardzie znajdujemy „pierwszy wolny termin” na 23 grudnia (według stanu na początek września – jak informuje strona WWW). Próbujemy potwierdzić w przychodni. – Od dwóch miesięcy nie prowadzimy już zapisów do końca roku, a tego dnia nawet kardiolog nie przyjmuje. Proszę dzwonić w październiku, kiedy ruszą zapisy na przyszły rok – słyszymy.

Reklama
Przenosimy się do przychodni w mieście Nowe Czarnowo. Tu, również według stanu na wrzesień, wolny termin przypada na 24 marca przyszłego roku. Dzwonimy. – Doktor złożyła wypowiedzenie. Jesteśmy w trakcie szukania nowego specjalisty – pada odpowiedź. Podobne nietrafione terminy są w kolejnych miejscach.
Zmieniamy wyszukiwanie na wizytę dla dziecka. I przenosimy się do Wielkopolski.
NZOZ w Turku. Według informacji na stronie NFZ najbliższy termin świadczenia to 2 listopada (stan z września). Tymczasem w poradni dowiadujemy się, że owszem, termin byłby nawet na 20 tego miesiąca, ale lekarz przyjmuje wyłącznie komercyjnie. Cena za konsultację to 200 zł. – Odkąd tu pracuję, tak jest – słyszymy zapewnienia pana w rejestracji.
Dzwonimy dalej według wskazań wyrzucanych przez system. Leszno, poliklinika kardiologiczna. Strona WWW pokazuje termin na 8 listopada. Na miejscu słyszymy jednak, że pani profesor, która zajmowała się również dziećmi, nie przyjmuje od przeszło trzech lat. – Nie wiem, na jaki portal pani wchodzi, nie wiem, skąd taka wiedza – mówi pracownica kliniki.
Zmieniamy specjalizację lekarza. Teraz interesuje nas okulista dla dziecka w woj. warmińsko-mazurskim.
Poradnia w Ełku. System mówi o dostępnym terminie już na 22 tego miesiąca. – Szkoda, że jeszcze godziny wolnej nie podali. Proszę pani, my ten termin mamy już cały zapełniony. Najwcześniej może być na październik – informuje przychodnia.
Następna w kolejce jest Wojskowa Specjalistyczna Przychodnia Lekarska w Giżycku. Strona NFZ wskazuje możliwą wizytę 31 grudnia. – Do końca roku nie mamy zapisów. Czekamy na styczniową pulę – pada odpowiedź.
Znów zmieniamy poszukiwania. Tym razem potrzebujemy okulisty dla osoby dorosłej. Na stronie internetowej znajdujemy informację o gabinecie w Biskupcu, gdzie można zostać przyjętym 21 grudnia. – Na ten rok nie mamy już terminów w ramach NFZ. Najprawdopodobniej w październiku ruszą zapisy na styczeń – dowiadujemy się u źródła. Na pytanie, skąd ta rozbieżność terminów, słyszymy, że gros osób zapisanych jest jeszcze „w zeszycie”. A co z raportowaniem do systemu? – Nie sposób tego robić codziennie.
Ale są i pozytywne przykłady. Poradnia Okulistyczna Niepublicznego Zakładu Opieki Medycznej Centrum Medyczne Białołęka. Na portalu pojawia się informacja, że pierwszy wolny termin wizyty to 23 listopada. Tymczasem okazuje się, że uruchomiono zapisy do drugiego specjalisty i porada jest możliwa już 2 listopada.
Dzwoniliśmy też bezpośrednio na infolinię NFZ, gdzie pacjent ma dostać informację o „najkrótszym terminie do lekarza specjalisty”. I, podobnie, weryfikujemy. – 21 grudnia? Nieaktualne. Zapisy przyjmujemy na drugą połowę stycznia 2022 r. – słyszymy w rejestracji Samodzielnego Publicznego Zespołu Zakładów Lecznictwa Otwartego Warszawa-Żoliborz. To samo w Poradni Neurologicznej Specjalistycznego Centrum Leczenia Dzieci i Młodzieży w Krakowie.
Wracamy do strony NFZ. Czytamy, że publikowane dane są przekazywane przez świadczeniodawców. Informacje o pierwszym wolnym terminie powinny być dostarczane każdego dnia roboczego z wyłączeniem sobót, niedziel oraz dni ustawowo wolnych od pracy. A „jeżeli w rejestracji szpitala, przychodni uzyskałeś inną informację niż podana na stronie, skorzystaj z opcji «Zgłoś uwagi»”.
Pojawia się też adnotacja, że niektóre dane mogą być nieaktualne, bo obowiązek przekazywania informacji do systemu został zdjęty z podmiotów zajmujących się koronawirusem. To jednak jest wyraźnie zaznaczone przy niektórych placówkach, np. w przypadku Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Słupcy (Wielkopolska). Postanawiamy więc zgłosić nieaktualne terminy na telefoniczną informację pacjenta na stronie NFZ. – Takich sygnałów mamy więcej, bo przychodnie mają bałagan. Same raportują to, co raportują, a potem się dziwią, że ludzie dzwonią z pretensjami – słyszymy. Jak więc zaradzić temu bałaganowi? Najlepiej w formie pisemnej skargi z opisem przypadku do konkretnego oddziału NFZ.
Biuro prasowe NFZ w odpowiedzi na nasze pytania zapewnia, że wszelkie nieprawidłowości dotyczące pierwszego wolnego terminu zgłoszone do Narodowego Funduszu Zdrowia są na bieżąco wyjaśniane.
W rejestracjach słyszymy, że jest spora rotacja pacjentów. – Jednego dnia potrafią zrezygnować z wizyty cztery osoby, jak choćby wczoraj. Niestety, wiedzę na ten temat można zasięgnąć, tylko dzwoniąc do nas. Informacja o zwolnionych miejscach nigdzie się nie pojawia – słyszymy na warszawskim Żoliborzu.
Jak problem z raportowaniem kolejek do NFZ widzi dr Jacek Krajewski, szef Federacji Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia „Porozumienie Zielonogórskie”? – To, co jest w systemie NFZ, nijak ma się do rzeczywistości. Wymóg zgłaszania dostępności lekarzy jest zapisany w kontraktach z poszczególnymi placówkami, ale to wymóg mocno naciągany i przez to nierealny – ocenia. Przekonuje, że placówki wiele razy alarmowały fundusz o konieczność zmiany tych zapisów. W jakim kierunku? – Raportowanie powinno odbywać się w systemie comiesięcznym, kiedy poradnie mają grafik rozpisany na kolejne tygodnie. Taki, który uwzględnia realne możliwości, również kadrowe – mówi.