Z ostatniej listy refundacyjnej opublikowanej przez Ministerstwo Zdrowia wynika, że cena preparatu Sanofi, jednej z dwóch firm sprzedających na polskim rynku szczepionki przeciw grypie, zwiększyła się o ponad 10 proc. – z 45,7 zł do 51,5 zł. Prawdopodobnie na wrześniowej liście droższy będzie też preparat drugiego producenta.
Branża twierdzi, że bez tej zmiany byłby kłopot z dostępnością produktu w Polsce. W sytuacji niskich cen i wysokiego popytu, przewyższającego podaż nie tylko w Europie, lecz także na świecie, preparat byłby kierowany do krajów oferujących za niego więcej pieniędzy. Eksperci tłumaczą ją również coraz wyższą inflacją i rosnącymi kosztami produkcji. Sam Sanofi na pytania o powód podwyżki nie odpowiada.
Resort zamówi na nadchodzący sezon 4–5 mln szczepionek. Tylko część z nich trafi do aptek. Część była negocjowana przez resort zdrowia w zupełnie innej procedurze: chodzi o tę pulę, która ma być oferowana bezpłatnie i opłacana w całości przez państwo dla niektórych grup. Tego, po jakiej cenie została kupiona, ani ministerstwo, ani firmy nie zdradzają.
Reklama
Sanofi dostarczy w sumie 2,5 mln, czyli o 85 proc. więcej niż przed rokiem (1,33 mln dawek). – Pierwsze dawki w opakowaniach pojedynczych przeznaczone na rynek apteczny pojawią się już w pierwszej połowie września. Dodam, że szczepionki w opakowaniach zbiorczych, liczących 10 sztuk, przeznaczone dla POZ, dojadą w drugiej połowie września. Wszystkie dawki będą dostarczane etapami, tak abyśmy zdążyli przed szczytem zachorowań na grypę – tłumaczy Monika Chmielewska-Żehaluk z Sanofi.
Nasi rozmówcy zauważają, że podwyżki zbiegają się z promocją szczepień i staraniami o to, by więcej Polaków zabezpieczyło się przed grypą. Zmiana ceny, którą odczują pacjenci, raczej w tym nie pomoże. Tymczasem przed pandemią odsetek szczepiących się na grypę wynosił zaledwie 4 proc., a w ubiegłym roku 6 proc. Resort kupił na nadchodzący sezon grypowy dwa razy więcej preparatów, więc odsetek ten ma szansę przekroczyć 10 proc. Jednak w porównaniu z innymi krajami to wciąż niewiele. W Irlandii przekracza 70 proc., a w większości państw w grupie najstarszych szczepi się ponad 50 proc. osób.

Reklama
Sytuację może poprawić fakt, że MZ poszerzył listę uprawnionych do bezpłatnej szczepionki – oprócz seniorów dostaną ją także nauczyciele, pracownicy domów opieki społecznej czy mundurowi. Zwiększy się także pula dostępna w aptekach – zarówno z częściową odpłatnością (na 50-proc. zniżkę mogą liczyć dzieci od 2. do 5. roku życia), jak i 100-proc. ceną za preparat. Trwają negocjacje, by do połowicznej refundacji dodać kolejne grupy wiekowe małoletnich.
Profesor Ewa Bernatowska, która od lat kieruje Kliniką Immunologii Centrum Zdrowia Dziecka zwraca uwagę, że drożeje wszystko, a szczepionka na grypę nie jest obowiązkowa. W tej sytuacji podwyżka może mieć wpływ na decyzję o zakupie. – Choć z drugiej strony cena szczepionki na grypę pozostaje na relatywnie niskim poziomie w porównaniu z innymi preparatami, za które z reguły trzeba płacić ponad 100 zł. Dlatego mam nadzieję, że nie będzie barierą. Szczególnie że nie wiadomo, jak w tym roku będzie wyglądał poziom zachorowań. Kontakty społeczne są na dużo wyższym poziomie niż przed rokiem, co może być powodem powrotu do stanu sprzed pandemii – dodaje.
Wpływ na obniżkę ceny miałoby włączenie w proces szczepienia farmaceutów, którzy mogliby podawać szczepionkę w aptekach, tak jak teraz ma to miejsce w przypadku COVID-19. Dziś wykonuje je pół tysiąca aptek z kilku tysięcy, które wyraziły zainteresowanie. Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, przyznaje, że takie rozwiązanie oznaczałoby większe zamówienia ze strony aptek, a tym samym placówki zyskałyby większe pole manewru w negocjacjach cen z hurtowniami. Mogłyby też zejść z własnej marży, wiedząc, że sprzedadzą więcej.
Eksperci zwracają uwagę, że to niejedyna szczepionka, która drożeje. Ceny podnieśli też producenci preparatów przeciw COVID-19. Jak podawał „Financial Times” zgodnie z umową Pfizera i Moderny z Komisją Europejską na 2023 r., cena produktu Moderny wzrośnie z 22,60 do 25,50 dol. za dawkę, a Pfizera – z 18,40 do 23,14 dol. Zdaniem ekspertów szczepionkowi giganci wykorzystują sytuację i monopol, żeby żonglować cenami. Amerykański dziennik „Wall Street Journal” podał, że dochody Pfizera za II kw. 2021 r. prawie dwukrotnie przebiły prognozy analityków. Sama szczepionka przyniosła Pfizerowi 7,84 mld dol. Według prognoz w 2021 r. dochody firmy z tego źródła mogą wynieść 33,5 mld dol.