Reklama
NFZ zaznacza jednak, że jego oddziały wojewódzkie na bieżąco przyjmują i analizują wnioski od kolejnych zainteresowanych podmiotów. Potwierdza to informacja opublikowana wczoraj na oficjalnym profilu Ministerstwa Zdrowia na Twitterze, z której wynika, że placówek w programie jest już ponad 950.
Przypomnijmy, że pilotażowy program Profilaktyka 40+ ruszył 1 lipca. Ma zachęcić pacjentów do przeprowadzania badań profilaktycznych (o wątpliwościach związanych z ankietą kwalifikującą pisaliśmy w tekście „Długa droga przez ankietę dla czterdziestolatków” w DGP nr 139/2021).
Za mało ludzi, za dużo papierów

Reklama
Lekarze pytani o brak zainteresowania placówek podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) udziałem w programie wskazują, że główną przyczyną są braki kadrowe. – Lekarzy i pielęgniarek POZ jest w Polsce za mało i nie mamy po prostu sił na dodatkowe zadania. Istnieje już kilka programów profilaktycznych, często przyzwoicie finansowanych z NFZ, które w ostatecznym rozrachunku są słabo realizowane, bo kolokwialnie mówiąc „nie ma kim tego robić” – wskazuje Andrzej Zapaśnik, członek Porozumienia Zielonogórskiego.
Tomasz Zieliński, wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego, wytyka z kolei zbytni formalizm przyjęcia do programu. – Przygotowanie oferty według wymogów NFZ zajęło mi kilka godzin – podkreśla.
Zwraca uwagę, że choć NFZ udostępnia do wypełnienia elektroniczny wniosek o udział w programie, nie można go złożyć elektronicznie – trzeba dokument wydrukować i zawieźć do właściwego oddziału NFZ w godzinach jego pracy. – Do tego musiałem pojechać do funduszu drugi raz, bo niezbędne okazało się parafowanie każdej strony wydruku wypełnionego elektronicznie wniosku. Musiałem też uzupełnić dokumenty o dodatkowe oświadczenie, że posiadamy taśmę antropometryczną, której w elektronicznym wniosku nie dało się dopisać, bo NFZ nie dodał jej do słownika sprzętu – wylicza Tomasz Zieliński.
Kierownicy przychodni POZ krytykują również to, że wypełniając dokumenty, muszą udowadniać, że zatrudniają lekarza, pielęgniarkę lub felczera, wykazać godziny pracy gabinetu zabiegowego oraz wymienić posiadany sprzęt, w tym ciśnieniomierz, stetoskop, wagę. – Tymczasem skoro mówimy o placówce POZ, to oczywiste jest, że wszystkie te wymogi są spełnione. Wyobrażałem sobie, że takie placówki po prostu będą zgłaszać gotowość bez konieczności wypełniania skomplikowanej dokumentacji w różnych systemach informatycznych – podkreśla wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego.
NFZ zapytany przez DGP o kwestie ewentualnej cyfryzacji procedury oraz możliwość udziału placówek POZ w programie wyłącznie przez zgłoszenie gotowości odpowiada, że zasady naboru są sprecyzowane w rozporządzeniu ministra zdrowia (Dz.U. z 2021 r. poz. 1081) i zarządzeniu prezesa NFZ nr 109/2021/BPZ. – Przepisy gwarantują równy dostęp do programu, dlatego reguły kwalifikacji są identyczne dla wszystkich placówek, które chcą do niego przystąpić – czytamy w przesłanym do nas stanowisku.
Pielęgniarka niezbędna, ale lekarz też
– Pomysł, by za profilaktykę były odpowiedzialne pielęgniarki, jest dobry. Do nich bowiem trafiamy na początku procesu, to one dokonują pomiarów ciśnienia tętniczego krwi, wagi i wzrostu oraz pobierają krew do badań laboratoryjnych. Tak samo tzw. postępowanie niefarmakologiczne, kwestie diety czy edukacji – to powinno wchodzić w zakres m.in. opieki pielęgniarskiej, bo nie jest to domena lekarza – wskazuje ekspert.
Podkreśla, że do specjalisty powinni trafiać dopiero pacjenci ze stwierdzonymi nieprawidłowościami. – Oznacza to jednak, że lekarz powinien być obecny w procesie profilaktyki, choć na końcu tego łańcucha. Tymczasem program zupełnie go pomija i tak naprawdę nie wiadomo, kto ma np. zinterpretować wyniki – podkreśla Zapaśnik.
Kompleksowa profilaktyka, czyli jaka
Zła opinia o programie środowiska Porozumienia Zielonogórskiego może wynikać z tego, że organizacja kilka lat temu opracowała własny program profilaktyczny.
– Projekt, który opracowaliśmy w 2019 r., zakładał zaangażowanie placówek POZ w rekrutację pacjentów do przesiewowych badań profilaktycznych. Na tym etapie powinna mieć miejsce porada lekarska bądź pielęgniarska poprzedzona wypełnieniem przez pacjenta ankiety preselekcji – nie tylko według kryterium wieku pacjenta, ale też pod kątem innych czynników ryzyka chorób sercowo-naczyniowych i nowotworowych, tak by kwalifikacja była kompleksowa. Pacjent, u którego stwierdzi się określone czynniki ryzyka, powinien odbyć na starcie poradę edukacyjną – choćby po to, by zmotywować go do wykonania zalecanych badań – tłumaczy Andrzej Zapaśnik.
Wskazuje, że na podstawie ankiety w zdefiniowanych grupach ryzyka miały być zlecane badania, ale wyłącznie te, które mają naukowo udowodnioną skuteczność w wykrywaniu określonych schorzeń u pacjentów bezobjawowych. Towarzyszyłoby temu wskazanie, jak często należałoby je robić, ponieważ różne badania w różnych grupach ryzyka należy wykonywać w różnych interwałach. Kolejnym etapem, które przewidywał projekt Porozumienia Zielonogórskiego, miała być konsultacja lekarska, w jej trakcie byłby opracowany plan postępowania zdrowotnego. W jego ramach pacjent byłby kierowany i do specjalistów, i do tzw. edukatorów zdrowotnych.
– Weźmy na przykład osobę z otyłością – lekarz w takim przypadku ma ograniczone możliwości działania. Bardziej adekwatna byłaby edukacja w zakresie zdrowego trybu życia prowadzona przez pielęgniarkę lub dietetyka – argumentuje Zapaśnik, wskazując, że w Profilaktyce 40+ nie ma ani interwencji, ani edukacji. – Jakakolwiek profilaktyka, nawet ta proponowana w programie, jest lepsza niż żadna – podsumowuje. ©℗
Dla kogo program