Projekt zmian w przepisach regulujących ceny oraz zasady dopuszczania leków dla pacjentów leżał w szufladzie od niemal czterech lat. Opublikowany na początku lipca wywołał protesty branży. Jak przekonują producenci, to nie jest dobry moment (groźba nadejścia czwartej fali) na wprowadzanie zmian, których konsekwencje społeczno-gospodarcze trudno przewidzieć. „To sytuacja trudna do zaakceptowania przez środowisko producentów leków” – piszą w liście, pod którym podpisali się Polski Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego i Związek Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA. Ale także m.in. Ogólnopolska Izba Gospodarcza Wyrobów Medycznych POLMED oraz Lewiatan i Pracodawcy RP.
To, co najbardziej niepokoi zarówno polskich, jak i zagranicznych producentów, to wprowadzenie różnych mechanizmów, które mają zmusić firmy do obniżek cen leków. Chodzi m.in. o korytarze cenowe, czyli mechanizmy ustanawiające maksymalne ceny preparatów, po których przekroczeniu wypadałyby z refundacji (granicą jest 150 proc. ceny leku wyznaczającego podstawę limitu). Producent w takiej sytuacji miałby trzy wyjścia: mógłby wycofać lek, obniżyć jego cenę lub też sprzedawać go bez dopłat państwa – pacjent płaciłby 100 proc. jego ceny. Korytarze cenowe, jak szacuje sam resort, to ok. 107 mld zł oszczędności rocznie dla budżetu NFZ. Również MZ chciałoby wprowadzić maksymalną cenę, ograniczającą możliwość refundacji terapii. Planowane jest też podniesienie cen za złożenie wniosku o refundację, dwukrotne zwiększenie kosztów paybacku, czyli kwot, które firmy mają płacić w sytuacji, gdy wydatki NFZ na leki przekroczą zatwierdzony na refundację budżet. Obecnie na nadwyżkę składają się firmy i NFZ. Zgodnie z projektem całość kosztów zostanie przerzucona na producentów. Zmienić miałaby się również m.in. wysokość ryczałtu płaconego przez pacjentów za najtańsze leki, jest planowana także większa elastyczność przy zmianie programów lekowych, czyli leczenia najdroższymi preparatami.