Ze wstępnych wytycznych rządu wynika, że dyrektorzy mają nie tylko zostać zaangażowani w zbieranie kwestionariuszy od rodziców, ale też działania informacyjne czy przeprowadzenie samej akcji. Przynajmniej tak to rozumieją przedstawiciele szkół i mają wiele zastrzeżeń. – Do tej pory szczepione były dzieci 16–18 lat i od początku do końca była to decyzja rodziców, wszystko odbywało się poza naszym udziałem – mówi Małgorzata Targosz, dyrektor I LO w Kędzierzynie-Koźlu. Jej zdaniem tak powinno zostać. Podobne głosy słychać w innych placówkach. – Nie zgodzę się na szczepienie bez opiekuna. Nie chcę brać odpowiedzialności w sytuacji, gdy coś się wydarzy – tłumaczy Ryszard Sikora, dyrektor krakowskiej podstawówki. Nasi rozmówcy sygnalizują też inne trudności. Co w sytuacji, gdy szczepienia będą wykonywane we wskazanej przychodni? Czy nauczyciel będzie szedł do niej z gromadką dzieci i rodziców? Co ze szkołami wiejskimi, gdzie do najbliższego punktu jest daleko? Można wykorzystać do tego szkolny gabinet, ale w większości pielęgniarka jest tylko kilka godzin w tygodniu. – Nie wyobrażam sobie, by nauczyciele, w roli eskorty, prowadzili dzieci do punktów szczepień. To nie jest wycieczka do teatru. Nie mamy nawet prawa podania dzieciom tabletki na wycieczce, a co dopiero szczepienia. Przy nich musi być rodzic. A skoro tak, to jaki miałby być w tym udział pedagogów? – zastanawia się Dariusz Zelewski, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 1 w Kartuzach.
Kolejna sprawa, która budzi emocje, to akcja informacyjna na terenie szkół. Dyrektorzy podchodzą do niej sceptycznie. – Nikt nie zna długofalowych skutków szczepień, szczególnie u dzieci 12–15 lat, których rejestracja niedawno ruszyła. Nie mogę więc w jakikolwiek sposób zachęcać rodziców. Sami muszą rozważyć, co jest lepsze dla ich dziecka – ocenia Małgorzata Targosz. Z drugiej strony słychać głosy, że mogą być problemy z prowadzeniem akcji edukacyjnej, bo opór jest po stronie samych rodziców. – Jesteśmy w stanie zorganizować zebranie z rodzicami nawet w pierwszym tygodniu nauki – mówi Michał Wilniewczyc, dyrektor Zespołu Szkół nr 2 w Aleksandrowie Kujawskim, dodając, że przeszkodą może okazać się nie logistyka, a właśnie niechęć do samych szczepień. On sam mówi, że jest ich zwolennikiem, ale z rozeznania nauczycieli wynika, że gotowość zaszczepienia deklaruje mniej niż połowa uczniów. – Mamy też klasę, w której na razie taką chęć wyraziła jedna osoba – podkreśla.
Reklama
Są również wątpliwości prawne. Mówi o nich Dariusz Zelewski, dyrektor szkoły podstawowej w Kartuzach. – Ministerstwo w swoim komunikacie wskazuje, że w drugim tygodniu września mamy zbierać kwestionariusze medyczne od rodziców dzieci, które się do tego czasu nie zaszczepią. Na ich podstawie od 13 do 17 września przeprowadzona zostanie akcja szczepień w szkołach. Problem w tym, że taki kwestionariusz zawiera dane wrażliwe. Pytanie, kto i jak ma go konstruować. Z kolei kwestionariusz bez tych danych można traktować jedynie sondażowo – ocenia.
– Mamy więc na razie długą listę pytań – wskazuje Marek Pleśniar, dyrektor Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. Jego zdaniem zaangażowanie szkół w samą akcję jest dobrym pomysłem, bo szkoła jest właśnie od tego – popularyzowania wiedzy. Termin tygodnia szczepień wyznaczony przez resort edukacji też ocenia jako dobry, bo najwcześniejszy z możliwych. Choć jednocześnie kilka dni to może być za mało na przeprowadzenie całej akcji. Jest kilkadziesiąt tysięcy szkół w kraju i nie da się tej akcji przeprowadzić w identyczny sposób w każdej z nich. Dyrektorzy powinni więc dostać dużą swobodę działania, która jednak nie powinna być równoznaczna z pozostawieniem ich samym sobie bez wsparcia państwa.
Pytania ma też ZNP, który zamierza wystąpić o szczegóły akcji szczepień do resortu. – Wykorzystanie szkolnych gabinetów jest możliwe, ale z dodatkowym wsparciem. Musi być lekarz, który dodatkowo przeprowadzi wywiad z uczniem i zbada jego stan zdrowia. Sama pielęgniarka to za mało – mówi Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka ZNP. DGP skierował pytania do MEiN dotyczące wątpliwości dyrektorów. Na odpowiedzi czekamy.
Są też szkoły, które postanowiły nie czekać na resort. Tak jest np. w podstawówce nr 19 w Gdańsku, która nawiązała współpracę z Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w tym mieście. – Centrum szczepiło naszą kadrę i wystąpiło z propozycją, że może zaszczepić również uczniów, jeśli rodzice wyrażą zgodę. Na zebraniu dwa dni temu rozdaliśmy więc formularze z prośbą o wypełnienie przez chętnych, które następnie przekażemy do UCK. I to centrum będzie się już później kontaktowało z każdym indywidualnie – mówi dyrektor szkoły Krzysztof Dudek. Jest tu i druga możliwość. Tuż obok szkoły jest przychodnia, z którą placówka ma podpisaną umowę na zapewnienie opieki medycznej. Jej dyrektor również zwrócił się z propozycją zaszczepienia uczniów. Pielęgniarka środowiskowa będzie zatem w najbliższych dniach rozdawała deklaracje do przekazania rodzicom. Na podstawie podpisanych dokumentów przychodnia będzie się kontaktowała z chętnymi.