Chciał pan przymusić mieszkańców do szczepień. To wykracza jednak poza kompetencje samorządu. Nie spodziewał się pan decyzji wojewody, który uchylił uchwałę?

Literalnie nie ma jednoznacznego przepisu, który by umożliwiał samorządowi lokalnemu podejmowanie tego rodzaju decyzji. Rada miasta podjęła uchwałę, poprzedziwszy ją apelem do ministra zdrowia, by wpisał COVID-19 na listę chorób objętych obowiązkiem szczepienia. Mamy świadomość, że podstawą do takiej decyzji powinna być ustawa. Jednak z drugiej strony widzimy, że od początku pandemii minęło kilkanaście miesięcy, od początku programu szczepień kilka, a takiego rodzaju aktywności nie widać. Radni podjęli uchwałę, biorąc pod uwagę te nadzwyczajne okoliczności. Jeśli wojewoda ją zakwestionował, to dlatego że wykracza poza kompetencje samorządu lokalnego. Stwierdził, że rada miasta wchodzi tutaj w kompetencje państwa. Jednak jeśli nawet przyjmiemy tę narrację, to wypada zapytać: gdzie jest Sejm, gdzie jest ministerstwo? Nikt nie kwestionuje zasady, że szczepić trzeba jak najszybciej i jak najwięcej osób. Być może wywołana uchwałą debata publiczna spowoduje aktywność tych podmiotów, które według prawników i konstytucjonalistów mają właściwe kompetencje. Zobaczymy. Na razie nie wygląda na to, by sytuacja dotycząca gotowości na szczepienie istotnie się poprawiała. Każdego dnia mamy coraz więcej sygnałów, że wyczerpuje się entuzjazm rodaków w tym względzie. A w perspektywie kilku miesięcy jest jesień, gdy liczba zachorowań wzrośnie.