Wybuch pandemii COVID-19 spowodował, że obok dotychczasowych wyzwań dla zespołów naukowych, takich jak pozyskanie finansowania dla badań, dostęp do specjalistycznego, często bardzo drogiego, sprzętu laboratoryjnego i braki kadrowe wśród wykwalifikowanych fachowców w niszowych dziedzinach nauki, doszło jeszcze jedno – walka z czasem. Niemalże z dnia na dzień pojawiła się potrzeba opracowania skutecznych testów diagnostycznych, leków i szczepionek przeciwko wirusowi SARS-CoV-2.

Najpierw zgłoszenie patentowe, potem publikacja naukowa

Adam Trawczyński, rzecznik patentowy, Kancelaria JWP Rzecznicy Patentowi / Materiały prasowe
Prowadzenie badań podstawowych w tym nowo powstałym obszarze wymagało jak najszybszego uzyskania dostępu do najnowszych publikacji w dziedzinie. Obok artykułów naukowych cennym źródłem wiedzy naukowo-technicznej są treści opisów patentowych i zgłoszeniowych wynalazków. Europejski Urząd Patentowy (EPO) szacuje, że do 80 proc. aktualnej wiedzy technicznej można znaleźć tylko w dokumentach patentowych. Zgłoszenia opisujące rozwiązania techniczne są wcześniejsze względem traktujących o nich publikacji naukowych, ponieważ w przeciwnym razie artykuły szkodziłyby nowości wynalazku i niemożliwe byłoby ich opatentowanie. Niemniej jednak przy wykorzystywaniu publikacji patentowych jako źródła wiedzy istnieje pewna istotna niedogodność. Mianowicie opisy zgłoszeniowe wynalazków są publikowane zwyczajowo dopiero po 18 miesiącach od daty zgłoszenia i dopiero wtedy każdy zyskuje do nich dostęp. Zapewne dlatego EPO zaczął gromadzić świeże prace dotyczące COVID, by ułatwić naukowcom dostęp do najnowszych informacji.

Kto pierwszy ten lepszy?

W przeszłości niejednokrotnie zdarzało się tak, że prace nad rozwiązaniem tego samego problemu technicznego podejmowali równolegle różni naukowcy, czy też całe zespoły. Jest to możliwe, ponieważ najpierw należy dokonać zgłoszenia patentowego, a dopiero następnie publikować wyniki prac badawczych, by nie zniweczyć nowości wynalazku. Ponadto między zgłoszeniem patentowym a jego publikacją mija zwykle ok. 1,5 roku, co czyni prawdopodobnym to, że z powodu braku informacji o rozwiązaniu konkurencji próby rozwiązania tego samego problemu technicznego i w rezultacie opracowanie tożsamego lub podobnego wynalazku równolegle zrealizują różne osoby lub zespoły twórców. Jeśli dodamy do tego presję czasu, takie współzawodnictwo naukowców nie wydaje się niczym wyjątkowym. Aktualnie świetnym przykładem na to jest opracowanie dwóch różnych szczepionek przeciw COVID-19 bazujących na mRNA niezależnie przez konsorcjum Pfizer/BioNTech oraz firmę Moderna. Szczepionki te są podobne technologicznie i różnią się tylko zawartością substancji pomocniczych.
Ciekawym aspektem przy tego typu równoległym opracowaniu tożsamych rozwiązań jest to, komu przypisuje się prawo do uzyskania patentu na dane rozwiązanie. Obecnie praktycznie na całym świecie obowiązuje zasada „first to file”, czyli patent może zostać udzielony osobie, która jako pierwsza zawnioskuje o ochronę swojego wynalazku i dokona jego zgłoszenia w urzędzie patentowym, niezależnie od rzeczywistej daty opracowania wynalazku. Natomiast w USA do 2013 r. obowiązywała zasada „first to invent”, która zakładała, że patent jest udzielany tej osobie, która udowodni, że jako pierwsza dokonała wynalazku. Z tego powodu w amerykańskim prawie patentowym funkcjonuje tzw. grace period, czyli 12-miesięczny „okres łaski” sprawiający, że publiczne ujawnienie wynalazku w tym czasie przed zgłoszeniem do ochrony patentowej nie szkodzi nowości. Niemniej jednak to zasada „first to file” ma dwie główne przewagi: skłania do jak najszybszego zgłaszania wynalazków do urzędów patentowych. Pozwala to szybciej ujawniać rozwiązania społeczeństwu i stymulować rozwój w wielu dziedzinach życia. Takie postępowanie jest również bardziej praktyczne w kontekście ustalenia rzeczywistego twórcy. Data wniesienia zgłoszenia do urzędu patentowego jest ostatecznym dowodem.
Historycznie ciekawy spór o autorstwo wynalazku dotyczy żarówki. Powszechnie za jej wynalazcę uważa się Edisona, podczas gdy w istocie rozwiązanie to stworzył Tesla. Prawdopodobnie to patent Thomasa Edisona z 1879 r. przyczynił się do rozsławienia go jako wynalazcy żarówki.

Dobre strony licencjonowania

Dla naukowców oprócz bycia wskazanym jako twórca danego wynalazku istotne również jest to, w jaki sposób mogą czerpać z niego zyski. Nie każdy chce z dnia na dzień stać się biznesmenem i poświęcić się w całości tylko komercjalizacji swojego rozwiązania, porzucając prowadzenie dalszych badań podstawowych. W takiej sytuacji dobrym rozwiązaniem jest udzielanie licencji na uzyskane patenty. Zespół z UW, któremu przewodzi prof. Jacek Jemielity, udzielił licencji na jedną z technologii przedłużania życia mRNA firmie BioNTech, która wykorzystuje ją we wszystkich badaniach klinicznych związanych ze szczepionkami onkologicznymi.
Dobrą praktyką jest także zakładanie spółek spin-off w celu komercjalizacji opracowanych rozwiązań, jak to miało miejsce w przypadku ExploRNA Therapeutics z prezesem Jackiem Jemielitym. Spółka ma wyłączną licencję na korzystanie z własności intelektualnej powstałej w wyniku pracy naukowej zespołu profesora. Dlatego działania prof. Jemielitego i jego grupy w zakresie komercjalizacji stworzonych rozwiązań można wskazywać jako wzór dla innych naukowców.
Materiał powstał przy współpracy z Kancelarią JWP Rzecznicy Patentowi