.Podobnie silna jest korelacja odpowiedzi z wiekiem respondentów. Im jesto on wyższy, tym większa chęć do szczepienia. W grupie 70-latków i starszych, a więc osób najbardziej narażonych na komplikacje przebiegu COVID-19, chce się zaszczepić ponad 90 proc. badanych. Na drugim biegunie są najmłodsi, ale chęć zaszczepienia się rośnie także w tej grupie.

Zdaniem Marcina Dumy z United Surveys tak duży odsetek chętnych to wbrew pozorom nie do końca dobra informacja dla rządzących. – Kiedy ludzie nie chcieli się szczepić, liczba dawek nie stanowiła problemu. Gdy chcą się szczepić, nie będą słuchać tłumaczeń, że szczepionki brakuje. Chcą szybkiego powrotu do normalności i nie podoba im się, że ta droga jest tak długa – tłumaczy Duma. 27 proc. badanych za swój szczepionkowy priorytet uznało tempo otrzymanie preparatu. – Dopiero gdyby więcej preparatów nie radziło sobie z koronawirusem, mogłaby pojawić się myśl, że szczepionki sobie nie radzą. W ślad za tym pojawiłyby się teorie spiskowe o przemyśle farmaceutycznym. Wówczas trudno byłoby odbudować utracone zaufanie – uważa Duma.
Na ile prawdopodobny jest ten scenariusz, dowiemy się, kiedy preparaty przejdą próbę ognia w starciu z nowymi szczepami koronawirusa. O ile szczepionki zdają się chronić przed wariantem brytyjskim, okazują się mniej skuteczne wobec południowoafrykańskiego. W praktyce oznacza to, że u osób zaszczepionych COVID-19 przyjmuje postać objawową, chociaż lekką (na to wskazują wyniki niewielkiego – ok. 2 tys. ochotników – badania w RPA nad preparatem AstryZeneki). Z punktu widzenia pacjentów i systemów opieki zdrowotnej najważniejsze jest jednak, żeby chroniły one przed ciężkimi postaciami COVID-19.
Reklama