Bez innowacji

Z opublikowanej listy wynika, że pacjenci będą mieli utrudniony dostęp do leków innowacyjnych. Np. tych stosowanych po przeszczepach. Dwa drogie leki wypadły w ogóle z list – dziś mają powrócić. O jeden z nich środowisko transplantologów walczyło bardzo długo. Jak twierdził prof. Piotr Kaliciński, kierownik kliniki chirurgii dziecięcej i transplantacji narządów Centrum Zdrowia Dziecka, Valcyte jest jedynym lekiem stosowanym u pacjentów po transplantacji w celu zapobiegania groźnej chorobie cytomegalowirusowej, która może prowadzić do śmierci pacjenta. – Zamiast zapobiegać, będziemy leczyć to schorzenie – ocenił prof. Kaliciński.

To niejedyni chorzy, którzy nie mogą liczyć na nowoczesne leki. W schizofrenii znika lek abilify. – Nawet jeżeli jest jakiś zamiennik, nie mam pojęcia, jak chorzy na niego zareagują, więc nie będzie to łatwa sytuacja – mówi jeden z psychiatrów. Na zmianach cierpią także cukrzycy, którym zdrożeją analogi insulin szybko działających oraz paski do pomiaru cukru. Mocno zdrożeją także leki na astmę. Według związanej z przemysłem farmaceutycznym agencji IMS Health zmiany na listach oznaczają, że pacjenci leczeni tymi lekami będą musieli zmienić terapię lub w znaczący sposób zwiększyć koszty ponoszone na leki obecnie stosowane. Rewolucja w terapii będzie dotyczyć setek tysięcy chorych. W sumie ministerstwo podniosło wysokość limitu dla 1305 leków. W przypadku 1306 leków limity te zostały obniżone.

Brak informacji

Pacjenci nie mają pojęcia, które leki będą tańsze, które droższe. I czy w ogóle będą mogli liczyć na refundację. Pomóc w tym nie mogą im lekarze, którzy podobnie jak ich podopieczni są zdezorientowani. Często nawet nie znają zamienników, które na listy wprowadziło ministerstwo. – Szczególnie zagubione są osoby starsze, które przychodzą do aptekarzy z opakowaniami leków i pytają, co z nimi będzie. Nawet jeżeli ich uspokajamy, wykupują leki hurtowo – mówi Aleksandra Kuźniak, farmaceutka z Trójmiasta. Apteki są traktowane przez większość pacjentów jak punkt informacyjny.

Termin ogłoszenia listy

– Lekarze powinni byli mieć czas na zapoznanie się z nową propozycją, by móc dostosować leczenie do potrzeb pacjentów – mówi Paulina Kieszkowska-Knapik z kancelarii Baker & McKenzie.

Ministerstwo nie dotrzymało ustawowych terminów. Dlatego Business Centre Club, zrzeszający pracodawców prywatnych, wystąpił do rzecznika praw obywatelskich z wnioskiem o rozważenie skierowania ustawy o refundacji leków do Trybunału Konstytucyjnego. BCC wskazał, że lista leków refundowanych, która zacznie obowiązywać z początkiem stycznia 2012 r., tj. z wejściem w życie ustawy refundacyjnej, została wydana zbyt późno. Jak argumentują: lista może się okazać nieostateczna ze względu na czternastodniowy okres odwołania zainteresowanych podmiotów od wydanych decyzji. Stwarza to nie tylko chaos, ale przede wszystkim znaczne utrudnienia dla producentów, hurtowników, aptekarzy i lekarzy, a w konsekwencji dla pacjentów.

Brak recept

Pacjenci ucierpią nie tylko na nowej liście refundacyjnej, ale i na innych zmianach planowanych przez resort zdrowia. Najgroźniejsze może być to, że lekarze nie wydadzą im recept na leki ze zniżką. To efekt kłótni ministerstwa z lekarzami, którzy nie chcą być obciążeni odpowiedzialnością za sprawdzenie, czy pacjent jest ubezpieczony. Wczoraj do protestu „receptowego” dołączyło 13 tys. lekarzy z Porozumienia Zielonogórskiego.

Resort proponował, by pacjenci składali oświadczenie, że pracują, a pracodawca płaci za nich składki do ZUS. Aby lekarzom było łatwiej, mają dostać dostęp do Centralnego Wykazu Ubezpieczonych, tak aby online mogli sprawdzić ubezpieczenie pacjenta. Dla resortu zdrowia to jeden z najpilniejszych problemów do załatwienia. resort wysłał już propozycję nowelizacji ustawy o świadczeniach, jednak na razie sprawa nie została zaliczona do rządowych priorytetów.