Resort zdrowia na razie nie widzi potrzeby przesiewowych badań ludności. Obecne moce diagnostyczne mają skupić się na ogniskach choroby.
Ministerstwo i główny inspektor sanitarny powołują się na wytyczne Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), zgodnie z którymi testowane powinny być głównie osoby chore i te, które miały z nimi kontakt. Kryteria zostały poszerzone o możliwość testowania personelu ochrony zdrowia jako najbardziej narażonego. Ostatnio doszły również szerokie badania w kopalniach, gdzie pojawiły się masowe zakażenia, ale nie oznacza to zmiany koncepcji. Podobnie jak w przypadku domów pomocy społecznej testom poddawane są osoby, które mogły mieć kontakt z wirusem w dużych ogniskach choroby.
– Na pewno nie powinniśmy zmniejszać liczby wykonywanych testów na obecność koronawirusa, tylko przynajmniej utrzymać ją na tym samym poziomie lub zwiększyć. Będzie to ważne tym bardziej, jeśli okaże się, że wirus nie jest sezonowy – mówi dr Beata Orzechowska z Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej im. Ludwika Hirszfelda PAN. Dodaje, że jest to ważne chociażby z tego względu, iż odmrażające się firmy chciałyby przebadać swoich pracowników przed wpuszczeniem ich z powrotem do biur i zakładów produkcyjnych; wiele zapytań w tej sprawie otrzymał chociażby instytut, w którym pracuje.