To efekt odejścia od zakupów na zapas i odblokowania dostaw surowców do ich produkcji spoza Europy.
Jak wynika z informacji DGP, Ministerstwo Zdrowia chce w najbliższych dniach zdjąć z listy zakazu wywozu część leków. Dotyczy to również paracetamolu, który na spis trafił w związku z epidemią COVID-19. Na ograniczenia zdecydowano się w marcu.
Przesłanką wskazującą na to, że sytuacja na rynku leków się unormowała, jest również analiza portalu GdziePoLek.pl. Co dwa miesiące sprawdza on, jak wygląda dostępność w 1300 aptekach. Z publikowanego dziś opracowania wynika, że jest ona największa od sierpnia zeszłego roku.
Reklama
Obecnie na liście leków deficytowych zapisanych jest 39 pozycji. To o dziewięć mniej niż jeszcze w lutym tego roku. W porównaniu do grudnia – kiedy lista była najdłuższa – spadek zanotowano w odniesieniu do 11 pozycji.
Jak podają autorzy opracowania, w dużej mierze to zasługa dostaw na rynek kilku deficytowych leków, takich jak acenocumarol lub systen 50. Ale nie tylko. To też zasługa wznowienia produkcji farmaceutycznej w chińskich fabrykach (została ona ograniczona w związku z epidemią koronawirusa) oraz zniesienia 6 kwietnia – wprowadzonego na krótko – zakazu eksportu leków przez Indie. Dziś nie ma problemu z dostępem do surowców. Pod koniec lutego pojawiły się doniesienia, że zaczyna ich brakować, a rezerwy zrobione przez samych producentów wyczerpują się.

Reklama
Obawy były jednak wyolbrzymione. – Zwiększenie dostępności ma też inne podłoże. Pacjenci wciąż dysponują zapasem leków, który zrobili po tym, jak pojawił się koronawirus w Polsce. To w połączeniu z akcją zostań w domu powoduje, że rzadziej wychodzą do aptek, co ma przełożenie na poziom ich zakupów – wyjaśnia Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Izby Aptekarskiej. – Zachowują się też bardziej racjonalnie. Przekonali się, że deficyty niektórych leków są chwilowe i wywołane przede wszystkim nadmiernym popytem na nie – dodaje.
Wreszcie według portalu GdziePoLek.pl nie bez znaczenia jest fakt, że od 1 kwietnia 2020 r. farmaceuta może wystawić receptę farmaceutyczną w przypadku każdego zagrożenia zdrowia pacjenta, a nie tylko nagłego (jak było dotychczas). W efekcie w aptece można liczyć na to, że w sytuacji, gdy nie ma leku, na który mamy receptę, dostaniemy inny o podobnym działaniu.
Autorzy zestawienia podkreślają, że choć dostęp do leków się poprawił, to nadal niektórych pozycji nie ma. Problemy wciąż dotykają pacjentów endokrynologicznych wymagających terapii hormonem tarczycy i pacjentek w trakcie hormonalnej terapii zastępczej. Euthyrox N ciągle jest deficytowy.
Na razie ograniczony został dostęp do leków arechin i plaquenil, których wykup – z powodu wstępnych wskazań co do przydatności w terapii
COVID-19 – spowodował problemy dla poważnie chorych używających ich od lat, a nie w związku z epidemią. Co więcej, jak wynika z informacji DGP, w resorcie zdrowia trwają prace nad skróceniem listy leków objętych zakazem wywozu z Polski. Mają z niej zniknąć również leki produkowane w oparciu o paracetamol. Ryzyko ograniczenia jego dostępności istniało na przełomie lutego i marca – wtedy tam zostały wpisane leki przeciwgorączkowe i przeciwbólowe. W kwietniu już zniknął ibuprofen. Ale nadal został paracetamol – i będzie jeszcze na najnowszej liście, którą MZ najprawdopodobniej opublikuje w tym tygodniu lub na początku następnego. Ale być może już w maju go na niej nie będzie. Wiemy, że najnowsza lista może być o 100 pozycji „chudsza”. Docelowo ma mieć 500 pozycji. Na początku kwietnia ponad 800. Ta z połowy marca miała 1,5 tys.
Jest jednak i zła wiadomość. Resort zdrowia nie wyklucza, że ceny leków mogą niedługo wzrosnąć. Powodem jest wyższa cena sprowadzanych z Chin czy Indii substancji czynnych. I może to dotyczyć przede wszystkim leków generycznych, czyli tańszych zamienników, które miały niską marżę, bazując na sprowadzanych z Chin czy Indii tanich substancjach czynnych. Te mogą podrożeć. – Nie unikniemy podwyżek w przyszłości, co może wpłynąć nie tylko na ceny dla pacjentów w aptece, lecz także na budżet NFZ – mówi jeden z naszych rozmówców. Jeżeli leki refundowane będą droższe, lista pozycji – przy ograniczonym budżecie – będzie krótsza. To może ograniczyć wprowadzanie nowych terapii.
Producenci nie chcą na razie komentować tych doniesień. Tłumaczą tylko, że drożeje wszystko, co idzie z Azji, a priorytetem jest zapewnienie przede wszystkim dostępu do leków. – Na razie nie chcemy podnosić cen – mówi przedstawiciel jednej z dużych zagranicznych firm farmaceutycznych.
Producenci przyznają, że przed znaczącymi podwyżkami może ich powstrzymywać rynek, a konkretnie słabnący popyt.