- Profilaktyka to nie kwiatek do kożucha. Polityka zdrowotna polegająca tylko na reakcji na chorobę prowadzi donikąd. Za 20 lat czekałaby nas katastrofa - mówi w wywiadzie dla DGP Adam Niedzielski, prezes NFZ.
Nic dziwnego, cały czas pracujemy na pełnych obrotach. Teraz na przykład prowadzimy rozmowy z lekarzami rodzinnymi.
Moim poprzednikom zdarzało się spędzać sylwestra na negocjacjach z lekarzami. Myślę, że i ja, i nasi partnerzy chcieliby go spędzić w rodzinnym gronie.
Nie chciałbym mówić za nich.
Już na wstępie powiedzieliśmy, że nie będziemy negocjować wysokości stawki kapitacyjnej (to kwota określona przez NFZ, jaką lekarz otrzymuje na leczenie pacjenta - red.). Chcemy rozmawiać o płaceniu za jakość, w większy stopniu uzależnić finansowanie od osiągania konkretnych wyników. Nie chcemy mówić, o ile mielibyśmy dać więcej środków, tylko co chcemy osiągnąć.
Dziś trudno oceniać efekty. Wiemy, ile i jakich badań, również profilaktycznych, wykonano. Chodzi o to, żeby lekarz rodzinny objął swoich podopiecznych konkretnymi badaniami. Już to robimy na przykład w programie leczenia chorób krążenia - określiliśmy, ile osób powinno być przebadanych pod tym kątem. Teraz chcemy promować mammografię. Płacimy premię za zwiększenie liczby wykonanych badań.
Jestem za płaceniem za dbałość o zdrowie, a nie tylko za leczenie choroby. Na razie nie ma jeszcze dobrych narzędzi do właściwej weryfikacji takiego działania. Jeśli jeden lekarz ma tylko starszych pacjentów, a inny tylko młodych to tym samym miałby duże lepsze wyniki. Chodzi o to, żeby zmienić filozofię działania. To, jak zadba również o tego młodego podopiecznego, jeszcze niechorującego, przełoży się na to, jaki będzie jego stan zdrowia za kilkadziesiąt lat. A co za tym idzie i to, jakim obciążeniem dla budżetu NFZ będzie leczenie jego chorób. Lekarz powinien widzieć swojego pacjenta choć raz w roku.
Norwegowie wydają 10 proc. PKB na zdrowie - to potężna suma pieniędzy – z których połowę wydają na profilaktykę. U nas około 10 proc całego budżetu jest przeznaczane na lekarzy rodzinnych, a na profilaktykę kilka procent.
Niestety.
Stawiamy na profilaktykę, bo takie podejście na pewno przyniesie wymierne efekty zdrowotne w przyszłości.
Pasywna polityka zdrowotna, że reagujemy dopiero, gdy pojawia się choroba, prowadzi donikąd. Za 20 lat większość populacji nie będzie miała 40-50 lat, tylko o wiele więcej. I jeżeli to będą osoby schorowane, które nie zadbały o zdrowie odpowiednio wcześnie, to czeka nas katastrofa.
Te ironiczne głosy, o których wspomniała Pani Redaktor, pokazują fundamentalny brak zrozumienia i krótkowzroczność. Jak będziemy zajmować się tylko bieżącymi rzeczami, tylko medycyną naprawczą, przestaniemy widzieć, jaki jest cel zarządzania naszym systemem opieki zdrowotnej. Nie można patrzeć na profilaktykę z przymrużeniem oka, twierdzić, że to kwiatek do kożucha.
Nikt nie dyskutuje z tym, że na ochronę zdrowia potrzeba dodatkowych środków. I nikt nie neguje istnienia obecnych problemów. Ale jak nie będziemy równolegle zmieniać sposobu myślenia o zdrowiu, to nikt nie nadąży z zasypywaniem dziur. Dlatego trzeba działać dwutorowo: zdefiniować problemy, ale i ścieżki ich rozwiązania.
Nie ważymy osób, które z niej korzystają. A mówiąc serio, z naszych diet korzysta naprawdę dużo osób - już 260 tys. Chcieliśmy wysondować zapotrzebowanie. Nie liczyliśmy na wiele, bo diet w Internecie są tysiące.
Z wielu badań wynika, że Polacy nie przepadają za Funduszem, tymczasem okazało się, że mamy jednak autorytet medyczny. Sami jesteśmy zaskoczeni, jak bardzo ludzie tego potrzebują. Popularnością cieszą się też organizowane przez nas środy z profilaktyką – na różne tematy: badanie cukru, ciśnienia tętniczego, dermatologia, spirometria, profilaktyka raka piersi, mobilny densytometr (urządzenie do mierzenia gęstości kości – red.). Od września wzięło w nich udział ponad 9 tys. osób. Planujemy też wstawić do sal obsługi osób ubezpieczonych w oddziałach NFZ kioski, w których każdy będzie mógł zrobić pomiary - wagę, ciśnienie, wzrost, tkanka tłuszczowa, spirometria.…
To są kabiny gwarantujące intymność, nie każdy bowiem chce się dzielić swoimi wynikami. Ale na zewnątrz będzie wykwalifikowany pracownik NFZ, który pomoże zinterpretować wyniki, zaproponuje nasze diety. Jeśli wyniki będą złe, na pewno doradzi, żeby udać się do lekarza pierwszego kontaktu.
Nie przeczę. Ale też w zdecydowanie większym stopniu kadra zarządzająca placówkami opieki zdrowotnej powinna podjąć refleksję, jak zarządza swoją jednostką. Podam choćby przykład Centrum Oparzeń w Siemianowicach, które wprowadziło zmianę gospodarki magazynowej. Otóż dyrektor miał poczucie, że nikt nad tym nie panuje – gdy kończyły się zapasy, wszyscy w panice dokonywali zakupów nie zawsze w najbardziej racjonalny sposób. Wprowadził więc system monitorowania zapasów, a powiadomienia o kończących się materiałach są wysyłane z odpowiednim wyprzedzeniem. Tylko tyle wystarczyło, żeby w ciągu pół roku oszczędności osiągnęły 100 tys. zł.
Wszystkie pieniądze będące w posiadaniu NFZ z naszych składek ubezpieczenia przeznaczamy na opiekę zdrowotną. Przypomnę też, że w bieżącym roku niejeden raz podnosiliśmy wycenę procedur, uwzględniając właśnie rosnące pozamedyczne koszty funkcjonowania placówek.
Duża część przyrostu została przeznaczona na wzrost wynagrodzeń lekarzy i pielęgniarek. Znaleźliśmy się w takiej sytuacji, że należało zacząć od zahamowania wyjazdów lekarzy za granicę. Nie jest problemem sprzęt czy liczba placówek, tylko liczba lekarzy.
To jest oczywiste. Taki jest rachunek ekonomiczny.
Chcemy to wiedzieć, dlatego to analizujemy.
Jedną z metod jest poprawa organizacji. Ale może należy zacząć też odważniej myśleć o konsolidacji
Bardzo często obok siebie funkcjonują dwa szpitale, mające podobne zakresy i ofertę leczenia. Mają różnych właścicieli, nie umieją więc dogadać się tak, aby jedna placówka specjalizowała się w jednej tylko, druga w innej dziedzinie.
Przykładem jest ginekologia i położnictwo. Przeprowadzamy analizę gęstości sieci. Wyznaczyliśmy dwa kryteria. Jedno z nich dotyczyło przynajmniej 400 porodów rocznie. Okazuje się, że tego kryterium nie spełnia 71 jednostek na około 400 istniejących oddziałów położniczych.
Nie. Jakbyśmy to zrobili, to pojawiłyby się białe plamy. Drugim bowiem parametrem jest 40-kilometrowa odległość do najbliższego szpitala. Najtrudniej jest z tym na Podlasiu, czy Podkarpaciu. Tak więc tych „niepotrzebnych” oddziałów położniczych będzie mniej.
Proszę spojrzeć na to inaczej – jak są „marnowane” kadry medyczne.
Jednak zmiana liczby placówek powoduje inną sytuację na rynku. Nie dochodzi do absurdalnego wzrostu wynagrodzeń, które wynikają z braku dostępu do lekarzy.
Nie wiem, czy pani redaktor tę informację weryfikowała? Wynagrodzenia to są kompetencje dyrektorów szpitali.
Będziemy promować te ośrodki, które spełniają kryteria. Wobec tych, które je spełnią, będą miały zastosowane takie wskaźniki, jak w onkologii czy endoprotezoplastykach. Tam więcej płacimy tym placówkom, które mają większe doświadczenie. Jeżeli wykonują co najmniej określoną przez nas liczbę zabiegów, to otrzymują lepszą wycenę.
Tak. Ale chciałbym także doprowadzić do tego, żeby dokonała się optymalizacja regionalna, żeby oferta szpitalna była adekwatna do potrzeb. Oddziały powinny się łączyć, a szpitale dzielić specjalizacjami. Wszyscy na tym skorzystają.
W 2020 roku mamy na zdrowie 91,5 mld zł. Wiadomo jednak, że docelowo będzie to wyższa kwota. W tym roku zaczynaliśmy od 84 mld zł, a skończyliśmy na 91 mld zł. Uruchomimy jeszcze 300 mln zł. Są oddziały i regiony, w których jest więcej lekarzy i pielęgniarek – algorytm uwzględnia liczbę ludności. W przypadku zagęszczenia specjalistów, więcej środków jest kierowane na wynagrodzenia. W tym roku chcemy to zrekompensować. Na przykład w województwie lubelskim jest więcej lekarzy, a podkarpackim - pielęgniarek.
Wszystkie takie sygnały weryfikujemy. I sprawdzamy, czy środki na podwyżki były przeznaczone na ten cel.
Będzie więcej, ale chcielibyśmy , aby towarzyszyły temu takie działania organizacyjne w szpitalach, które premiują również efekt finansowy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu