4–5 godzin – tyle powinien wynosić maksymalny czas oczekiwania na szpitalnym oddziale ratunkowym (SOR). Dodatkowo ma być przeprowadzany tzw. retriage, czyli sprawdzenie, czy pacjent został przypisany do odpowiedniej kategorii i czy na pewno może czekać na udzielenie pomocy.
Reklama
To zmiany planowane przez resort zdrowia, które mają poprawić bezpieczeństwo na oddziałach ratunkowych. Wczoraj rozpoczęły się kontrole w szpitalach, gdzie na SOR-ach lub w izbach przyjęć doszło do śmierci bądź pogorszenia stanu zdrowia pacjentów.
Ministerstwo chce, aby od października na każdym oddziale ratunkowym był ktoś, kto podzieli pacjentów od najpilniejszych przypadków po te najlżejsze. Od lipca – zgodnie z ustawą z 21 lutego 2019 r. o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. poz. 399) – na wszystkich SOR-ach mają obowiązywać jednolite zasady segregacji medycznej (triage’u). Po ostatnich dramatycznych przypadkach zaproponowano, by wprowadzić obowiązkową drugą weryfikację, czy pacjent został prawidłowo zakwalifikowany – od tego zależy bowiem czas oczekiwania na konsultację lekarską. – Retriage funkcjonuje na świecie. Przeprowadza go osoba, której rolą jest tylko ponowne sprawdzenie, czy stan pacjentów się nie pogorszył. Bo to się zdarza – mówi minister Łukasz Szumowski. I zapowiada, że szpitale, które takie rozwiązanie wprowadzą, będą premiowane.
Deklaruje także wsparcie finansowe dla SOR-ów, które dobrze działają, oraz szkolenia dla pracowników, którzy mają zajmować się segregacją. Będą przeprowadzane w każdym oddziale wojewódzkim NFZ.
– Na oddziale ratunkowym zawsze są kolejki, tak jest zarówno w USA czy Wielkiej Brytanii. Ale trzeba robić wszystko, żeby ten czas oczekiwania skrócić – mówi Łukasz Szumowski. I dodaje, że w Wielkiej Brytanii, po wprowadzeniu zmian organizacyjnych kolejki na SOR-ach w ciągu kilku lat skróciły się z 11 do 4–5 godzin.
Zdaniem ministra jest to racjonalny czas oczekiwania. Jednak na razie maksimum nie zostanie określone. Obecnie resort liczy, ile się czeka – służy temu testowany właśnie system TOPSOR.
Eksperci mają jednak wątpliwości, czy zmiany organizacyjne rozwiążą to, co ich zadaniem jest głównym powodem dramatów na SOR-ach: brak kadry. W opinii ministra docenienie finansowe „triażystów” może zmienić sytuację. A także właściwa segregacja pacjentów, bo obecnie w wielu miejscach wszyscy są traktowani tak samo, dlatego w niektórych przypadkach pomoc przychodzi za późno.